Kombinacja mocniejszego dolara z perspektywą obniżek stóp procentowych w NBP osłabiła złotego. Kurs euro dotarł do poziomu 4,30 zł, czyli górnego ograniczenia sierpniowo-wrześniowego trendu bocznego.


W piątek o 9:30 kurs euro kształtował się na poziomie 4,3069 zł, a więc bez większych zmian względem czwartkowego kursu odniesienia. Jednakże dzień wcześniej euro podrożało o blisko 1,5 grosza. Był to też siódmy z rzędu dzień roboczy wzrostu notowań wspólnotowej waluty względem złotego.
Niedawne osłabienie polskiej waluty może mieć znaczące implikacje techniczne. Póki co możemy mówić o naruszeniu górnego ograniczenie trendu bocznego, który obowiązywał przez poprzednie tygodnie. Był to przedział 4,25-4,30 zł i na gruncie analizy technicznej wybicie górą otwierałoby drogę ku linii 4,35 zł. Po raz ostatni euro kosztowało tyle w połowie czerwca.
Złotemu nie pomogły „gołębie” wypowiedzi prezesa NBP Adama Glapińskiego. Przewodniczący RPP ugiął się przed oczekiwaniami rynków i zasugerował, że wznowienie obniżek stóp procentowych może nastąpić już w marcu 2025 roku. Czyli za ok. pół roku. Jeszcze w lipcu prezes Glapiński nie widział potrzeby zmian stóp procentowych przed rokiem 2026. Oznacza to, że pozytywny dla złotego dysparytet stóp pomiędzy Polską a strefą euro czy USA utrzyma się znacznie krócej, niż jeszcze do niedawna mogliśmy sądzić.
Problemem dla złotego jest też umacniający się dolar oraz eskalacja napięcia na Bliskim Wschodzie, która podnosi notowania ropy naftowej i studzi zapał do kupowania ryzykownych aktywów. Kurs EUR/USD po nieudanych atakach na tegoroczne maksimum (ok. 1,12) cofnął się w pobliże 1,10. Na polskim rynku skutkowało to wzrostem kursu dolara do 3,9021 zł. Zatem również w przypadku kursu USD/PLN mówimy o naruszeniu górnej granicy przedziału konsolidacji trwającej od połowy sierpnia.

Frank szwajcarski o poranku drożał o blisko jeden grosz, osiągając cenę 4,5844 zł. Helwecka waluta pozostaje niemal rekordowo mocna w relacji do euro, co na krajowym podwórku przekłada się na kurs CHF/PLN bliski wielomiesięcznym maksimom. Przypomnijmy, że jeszcze w maju frank kosztował mniej niż 4,27 zł i był najtańszy od wybuchu wojny na Ukrainie.
Wysoka zmienność pojawiła się na rynku funta po tym, jak prezes Banku Anglii zapowiedział bardziej zdecydowane obniżki stóp procentowych. W reakcji na tą wypowiedź w czwartek szterling potaniał o blisko 5 groszy. Ale już w piątek rano notowania brytyjskiej waluty rosły o niemal dwa grosze, osiągając poziom 5,1330 zł.
KK



























































