W czwartek złoty wręcz raził słabością, ale rynkowi udało się zawrócić z niebezpiecznych poziomów. Zdaniem analityków także piątkowa sesja może stać pod znakiem osłabienia polskiej waluty. Wszystko zależy teraz od tego, co stanie się na rynku dolara.


W piątek o 9:30 kurs euro rósł o pół grosza, osiągając poziom 4,3060 zł. Dzień wcześniej kurs EUR/PLN zaatakował poziom 4,3250 zł – czyli opór wyznaczany przez lokalne maksima z sierpnia i października. To o tyle ważne, że kolejny punkt zaczepienia leży dopiero 5 groszy wyżej.
- Ostania sesja tygodnia może przynieść kontynuację obowiązujących przez cały tydzień trendów, chociaż nie można wykluczyć realizacji zysków na mocno już wyprzedanych walutach do dolara - prognozują ekonomiści PKO BP.
- Kluczowymi, technicznymi poziomami oporu dla EUR/PLN oraz EUR/PLN są odpowiednio 4,3250 oraz 4,00 i to od nich upatrywalibyśmy szans odreagowania na złotym, co powinno się zbiec w czasie z odbiciem kursu EUR/USD od wsparcia w pobliżu 1,08 – dodali eksperci PKO BP.
Presję na złotego cały czas wywiera mocny dolar. Kurs EUR/USD spadł w czwartek do najniższego poziomu od początku sierpnia, zatrzymując się dopiero na linii 1,0810. Wspólnotowej walucie podobna zaszkodziła „gołębia” narracja prezes Lagarde po tym, jak EBC zgodnie z oczekiwaniami obniżył stopy procentowe o 25 pb.

W rezultacie dolar na polskim rynku w czwartek po południu kosztował już prawie 4 złote i był najwyższy od 3 lipca. W piątek rano kurs dolara wynosił 3,9725 zł. Tendencja wzrostowa jest więc zachowana i ponowny atak na poziom 4 zł wydaje się być dość prawdopodobny. Tak też wynikałoby z analizy technicznej po tym, jak kurs USD/PLN wybił się górą z przedziału konsolidacji o zakresie 3,80-3,90 zł.
Frank szwajcarski wyceniany był na 4,5841 zł, a więc o ponad grosz wyżej niż dzień wcześniej. Na parze frank-złoty cały czas poruszamy się w pobliżu górnego ograniczenia lokalnego trendu bocznego. Tutaj kluczowym poziomem jest linia 4,60 zł.
KK


























































