Pierwszą opcją zawsze będzie wspólny start wyborczy z Prawem i Sprawiedliwością, ale będziemy też równolegle przygotowywać się do samodzielnego startu - powiedział w niedzielę Zbigniew Ziobro, minister sprawiedliwości i lider Solidarnej Polski.


Ziobro został w niedzielę w wywiadzie dla Programu Pierwszego Polskiego Radia zapytany czy toczą się już rozmowy na temat ewentualnego startu PiS i SP w kolejnych wyborach parlamentarnych, które planowano powinny odbyć się na jesieni przyszłego roku.
"Nie toczą się w tej chwili rozmowy na temat list z Prawem i Sprawiedliwością, natomiast dla nas na pewno ważną informacją czy komunikatem jest zapowiedź pana marszałka Terleckiego, że nie bardzo widzi nas, jako środowisko, na listach Prawa i Sprawiedliwości, dlatego my oczywiście będziemy też równolegle przygotowywać się do samodzielnego startu w wyborach, ale zawsze pierwszą opcją będzie wspólny start, jako koalicja" - zadeklarował szef SP.
Zwrócił uwagę, że metoda d'Hondta przeliczania głosów na mandaty w Sejmie "daje nagrodę tym, którzy łączą siły". "I my byśmy chcieli, aby powstała również w perspektywie nowych wyborów koalicja, w której będziemy razem (z PiS) współdziałać, ale będziemy gotowi również oczywiście na inny wariant wydarzeń, ponieważ uważamy, że program i wartości, jakie niesie Solidarna Polska - obrony suwerenności, bezpieczeństwa energetycznego, reformy, takiej zdecydowanej sądownictwa - wart jest tego, aby środowisko, które stawia takie postulaty, znalazło się w parlamencie, uczestniczyło w polskiej polityce. Na pewno nie zrezygnujemy z wartości, w które wierzymy" - podkreślił Ziobro.
Lider SP został też zapytany o niedawne wykluczenie z partii senatora Jacka Włosowicza. "W każdej partii dochodzi czasami do rozejścia się, niektórzy członkowie odchodzą, albo są usuwani. Niedawno z Prawa i Sprawiedliwości (z klubu PiS - PAP) został usunięty znany od lat senator, pan Jan Maria Jackowski. Nie wypatrywałbym w związku z tym wielkiego kryzysu w PiS. Też dotyczy to pana senatora Włosowicza" - powiedział Ziobro.

Według niego, powodem konfliktu z Włosowiczem był brak miejsca dla niego na liście do europarlamentu w wyborach w 2019 r. "W ramach umowy koalicyjnej Solidarna Polska miała dwa miejsca - jedno z tych miejsc zostało przeznaczone dla pana Patryka Jakiego. Aspirował tam pan Jacek Włosowicz i od tego czasu uznał, że został pokrzywdzony, ponieważ nie dostał rekomendacji Solidarnej Polski" - tłumaczył Ziobro. "Życzymy panu Jackowi Włosowiczowi jak najlepiej, nie będziemy mu czynili przeszkód, jeśli będzie chciał startować w ramach Prawa i Sprawiedliwości" - zapewnił polityk.
Senator Włosowicz mówił z kolei niedawno, że oficjalnym powodem wykluczenia miało być niepłacenie przez niego (oraz radnego sejmiku woj. świętokrzyskiego Grzegorza Banasia, który również został wyrzucony z SP) składek partyjnych. Ocenił ponadto, że obaj - on i Banaś "bardzo rozchodzili się programowo" z zarządem Solidarnej Polski, zwłaszcza z jej szefem Zbigniewem Ziobro. "Stwierdziłem, że tak nieskutecznej i niedobrej dla naszego kraju polityki ja nie będę finansował, w związku z czym, tych bardzo drobnych opłat na składki nie uiszczałem" – mówił senator.
Szef klubu PiS i wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki skrytykował kilka dni temu na antenie Programu Pierwszego Polskiego Radia postawę Solidarnej Polski. "Taki koncept politycznego działania przyjęła Solidarna Polska, to znaczy, by jakoś nas obejść, od nas się odróżnić, przygotować się do budowy samodzielnej siły politycznej, bo na razie to jest taka partyjka. Przykre to jest, że ludzie, którzy wyszli, czy byli w naszym środowisku, dziś działają na szkodę Zjednoczonej Prawicy. Jakoś trzeba będzie z tego wyciągać konsekwencje" - powiedział Terlecki.
Pytany, jakie mogą to być konsekwencje, czy możliwe są np. przedterminowe wybory, Terlecki odpowiedział, że "przyspieszone wybory mogą okazać się konieczne, gdy rząd straci możliwość funkcjonowania w oparciu o większość parlamentarną".
Ziobro: Jestem zwolennikiem porozumienia, ale nie za cenę kosztów dla Polski i Polaków
Mam nadzieję, że zwycięży zdrowy rozsądek, jestem zwolennikiem porozumienia, ale to nie oznacza, że porozumienia jest możliwe za cenę kosztów dla Polski i Polaków - powiedział w niedzielę minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. Czy nasze drogi z PiS się rozejdą? Mam nadzieję, że nie - dodał.
Ziobro odniósł się w Programie Pierwszym Polskiego Radia do słów wicemarszałka Sejmu i szefa klubu PiS Ryszarda Terleckiego, który mówiąc o Solidarnej Polsce, powiedział, że "nie wie, czy to jest prawa flanka, raczej głupia flanka".
"Mogę wyrazić ubolewanie nad językiem, którego używa marszałek Terlecki. To jest pokusa posługiwania się językiem, który dzieli, a nie łączy, a przede wszystkim obraża” – stwierdził lider Solidarnej Polski. "Sugerowałbym refleksję marszałkowi Terleckiemu" – dodał.
Na uwagę, że według wielu komentatorów w obozie władzy "ogon kręci psem", Ziobro odparł, że trzeba zadać sobie pytanie, czy to jest spór o sprawy niewarte złamanego grosza, czy chodzi o rzeczy fundamentalne dla przyszłości państwa polskiego.
Wskazał, że Solidarną Polskę i PiS podzielił m.in. tzw. mechanizm warunkowości w przyznawaniu środków unijnych. "My apelowaliśmy, by się na to nie godzić - bo Polska mogła to zawetować, bo będzie to instrument wykorzystywany do ingerencji w sprawy wewnętrzne Polski. Premier zapewnił, że tak się nie stanie, wbrew stanowisku SP wyraził zgodę na wprowadzenie takiego mechanizmu do prawa europejskiego. Dziś widzimy, że nasze ostrzeżenia się sprawdziły(...). Okazuje się, że Bruksela szantażuje Polskę blokując przez wiele miesięcy należne środki z kredytu w ramach Funduszu Odbudowy, który Polska również żyrowała (...) Co więcej, Polska już płaci wyższą składkę na rzecz tego kredytu" – zauważył Ziobro.
Jak mówił, drugą osią sporu Solidarnej Polski i PiS była zgoda premiera na zaostrzenie unijnego pakietu klimatycznego. "Premier zapewniał, że nie będzie to oznaczało wzrostu cen energii w Polsce. (...) Decyzje zostały podjęte, premier zgodził się na Fit for 55. Nie musieliśmy długo czekać, żeby zobaczyć, że cena uprawnień do emisji CO2 gwałtownie zdrożała, o ponad 100 proc. Polskie elektrownie i ciepłownie muszą kupować te uprawnienia za dwukrotnie wyższe ceny i muszą skądś brać te pieniądze i biorą je z kieszeni Polaków. (...) Nie mówię, że premier chciał doprowadzić do takiej sytuacji, ale nasza ocena była różna i czas pokazał, że mieliśmy rację" – powiedział Ziobro.
Jak stwierdził, najlepszym dowodem, że Solidarna Polska szuka porozumienia jest fakt, że nie opuściła rządu po tym, jak przegrała debaty w tych sprawach. "Szukamy wyjścia z tej sytuacji, szukamy porozumienia" - powiedział.
Ostatni spór - jak mówił - jest związany z sądownictwem, za który odpowiada Solidarna Polska. "Nasze ustawy dotyczące Sądu Najwyższego zostały zawetowane przez prezydenta (...) Prezydent zaproponował swoją ustawę, którą oceniałem jako taką, która wywoła większy konflikt. Ona rzeczywiście pogłębiła konflikty wewnątrz sadownictwa i dała pretekst KE do stosowania kar wobec Polski (...) To jest ustawa, którą myśmy zaakceptowali w imię kompromisu. Dziś prezydent proponuje zmianę tej ustawy, którą sam przygotował, która w jeszcze większym stopniu będzie powodowała problemy" – ocenił szef SP.
Podkreślił, że według Solidarnej Polski jest to zła ustawa, ale jego partia "jest w stanie po raz kolejny wyjść poza partykularne cele i szukać porozumienia, by poprzeć tę ustawę" pod warunkiem, że wyeliminowane będą z niej "najbardziej oczywiste błędy". Oznajmił, że jednym z tych błędów jest procedura badania niezawisłości sędziów, co - jego zdaniem - spowodowałoby gigantyczne wydłużenie czasu rozpatrywania spraw przed sądem.
"Jesteśmy gotowi tę niedobrą ustawę poprzeć pod warunkiem, że te najbardziej oczywiste błędy zostaną wyeliminowane” – podkreślił szef MS.
Pytany, czy nie pójdzie śladem Jarosława Gowina i „nie popełni politycznego samobójstwa”, Ziobro stwierdził, że Gowin działał według innego paradygmatu: budował partię wokół ludzi, którzy byli popularni, a których niekoniecznie łączyły wartości. "Solidarna Polska jest partią wartości. Oczywiście są granice, których nie przekroczymy. Nie będziemy brać odpowiedzialności za rozwiązania, które byłyby sprzeczne z naszymi wartościami i przekonaniami, niezależnie jakie by były tego koszty w sensie osobistym dla nas. Przyjdzie taki czas, że zwyciężymy (...). Jesteśmy gotowi racjonalnie współdziałać i szukać kompromisów, używając racjonalnych argumentów. Jeśli ktoś wymaga od nas kapitulacji, zgody na rozwiązania, które naszym zdaniem będą dramatyczne dla Polaków i Polski, to my mówimy nie" – zaznaczył Ziobro.
„Krótko mówiąc, jeśli pani mnie pyta, czy jest możliwość, że nasze drogi (z PiS - PAP) się rozejdą, wyrażam nadzieję że nie, że zwycięży zdrowy rozsądek. Jestem zwolennikiem porozumienia, ale to nie oznacza, że porozumienie jest możliwe za cenę kosztów dla Polski i Polaków, takich, których my nie jesteśmy w stanie ponieść” – oświadczył minister sprawiedliwości. (PAP)
Autorka: Marta Rawicz
mkr/ mhr/ kmz/































































