Zaliczenie doświadczenia zawodowego na poczet studiów? Od zeszłego roku w Polsce jest to możliwe. W praktyce jednak nie jest tak proste, jak mogłoby się wydawać. Przed uczelniami jeszcze sporo pracy, przed pracującymi studentami – cierpliwości. A być może również wydatków.
Od tego roku akademickiego niektóre uczelnie rozpoczęły już procedurę wdrożeniową uznawania efektów kształcenia pozaformalnego i nieformalnego. Dzięki niemu pracujący kandydaci na studia będą mogli zmniejszyć liczbę zajęć nawet o połowę. Nie będzie to jednak takie łatwe, jak mogłoby się wydawać. Co więcej, ustawodawca dopuszcza pobieranie opłat od takiej procedury, z czego niektóre uczelnie nie zamierzają rezygnować.
Idea Unii Europejskiej w zakresie zaliczania przedmiotów osobom, które chciałyby studiować mimo pracy zawodowej, znalazła już jednak w Polsce entuzjastów rok wcześniej. Od zeszłego roku akademickiego doświadczenie zawodowe jest uznawane w uzyskaniu dyplomu studiów wyższych na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu, który jako pierwsza uczelnia w Polsce zaimplementował w Polsce rozwiązania z zachodniej Europy. Uniwersytet zdecydował jednak na wprowadzenie tej procedury dla aktualnych studentów, czego nie wymusza nowelizacja ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym.
Konieczne 5 lat doświadczenia
Ustawa dość rygorystycznie reguluje wymagania jakie kandydat na studia musi spełnić, by móc mieć zaliczoną część przedmiotów. W przypadku rekrutacji na studia licencjackie lub jednolite magisterskie powinien udokumentować aż 5 lat doświadczenia zawodowego. W przypadku rekrutacji na studia II stopnia wymóg ten spada do 3 lat oraz do 2 lat w przypadku rekrutacji na kolejny kierunek studiów (jeśli kandydat zdobył już jeden tytuł magistra).
|
Kierunki studiów wyłączone z procedury uznawania efektów kształcenia się |
|---|
|
|
Źródło: Ustawa Prawo o szkolnictwie wyższym z dnia 27 lipca 2005 r., Dz. U. 2005 Nr 164 poz. 1365 (z późniejszymi zmianami) |
Uczelnie są jednak zobligowane do tego, by na każdy kierunek, poziom i profil kształcenia nie przyjąć więcej kandydatów (z uznanymi efektami kształcenia się) niż 20 proc. ogólnej liczby studentów. Rekrutujący się musi także pamiętać, że do uznania tych efektów kwalifikuje się nie więcej niż 50 proc. punktów ECTS możliwych do osiągnięcia na studiach. Nie ma więc możliwości zaliczenia studiów w całości – nawet jeśli doświadczenie zawodowe na to pozwalało ze względu na dopasowanie do sylabusów przedmiotowych.

Kto da więcej?
Niektóre uczelnie decydują się rozszerzyć uznawanie doświadczenia zawodowego z kandydatów także na aktualnych studentów. Szlaki przetarł w zeszłym roku Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu. – Wszystkie uczelnie od 1 października powinny mieć funkcjonujące procedury potwierdzania efektów uczenia się. My zastosowaliśmy uznawanie efektów kształcenia już wcześniej i dotyczyło to osób posiadających prawa studenckie – tłumaczy w rozmowie z Bankier.pl dr inż. Leszek Cybulski z Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu.
O takim ułatwieniu studiowania wszystkim, a nie tylko kandydatom, mówią także inne uczelnie – m.in. Szkoła Główna Handlowa w Warszawie. W regulaminie SGH zostało jednak sprecyzowane, że zarówno kandydata, jak i aktualnego studenta obowiązują takie same wymogi dotyczące okresu doświadczenia zawodowego. To inne warunki od tych, jakie od lat stosowane są już w Europie. We Francji można zaliczyć wszystkie przedmioty na podstawie doświadczenia z pracy. – Zdarzają się przypadki, gdzie 5-letnie studia magisterskie studenci zaliczali w rok – dodaje Cybulski. W Niemczech natomiast można zaliczyć taką drogą tylko 50 proc. punktów ECTS, a Wielka Brytania obrała strategię odwrotną od polskiej – skorzystać z takiej formy zaliczenia mogą tylko studenci, a nie kandydaci.
Nie ma nic za darmo
Sama trudność w uzyskaniu potwierdzenia efektów kształcenia to nie jedyna kwestia, z jaką musi liczyć się wnioskodawca. Uczelnie w celu ustalenia zasadności wniosku powołują specjalne komisje, w których zasiadać mogą także wykładowcy danego przedmiotu, by wydać odpowiednią rekomendację dziekanowi wydziału. Do niego należy ostateczna decyzja, czy efekty kształcenia się pozaformalnego i nieformalnego zostaną uznane bądź nie.
Ustawodawca dopuszcza pobieranie opłat za taką procedurę, zaznaczając, że jej wysokość nie może być wyższa niż 120 proc. nakładów poniesionych na jej organizację. To stwarza możliwość, by uczelnie mogły powiększyć swoje przychody o te pochodzące z rozpatrzenia każdego wniosku. – Będzie tabela opłat – przyznaje krótko Piotr Karwowski z Działu Informacji i Komunikacji SGH.
Obawy przed obniżeniem poziomu nauczania
Nie bez powodu procedura uznania efektów kształcenia się nie jest najprostsza. Jak przyznaje dr inż. Cybulski, zdarza się, że sami nauczyciele akademiccy obawiają się, że procedura przyczyni się do obniżenia poziomu szkolnictwa wyższego. W zeszłym roku akademickim na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu na 34 wnioski zaakceptowano jednak zaledwie 7.
| Najważniejsze informacje dotyczące procedury uznania efektów kształcenia się |
|---|
|
| Źródło: Opracowanie własne Bankier.pl |
Nie należy zatem rozpatrywać nowych uwarunkowań prawnych jako „bocznej furtki” dla studentów i kandydatów na studia. Wymagania są wysokie i zgodne ze standardami nauczania danego przedmiotu, uwzględniającymi wiedzę, umiejętności i kompetencje społeczne.
Na tę chwilę Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego nie wie jeszcze, ile uczelni w kraju wprowadziło nowe procedury w wymaganym terminie do 30 czerwca b.r. Nie określono także konsekwencji, jakie poniosą spóźnialscy. Ustawa jednak obliguje ich do uznawania efektów kształcenia się wcześniej czy później, choć zważywszy na wymogi, nie będzie to rozwiązanie dostępne dla każdego.



























































