- Ceny w Polsce wzrosły w ciągu 3 miesięcy o 5 proc., a prezes Glapiński mówi, że do końca roku inflacja spadnie do 6. Czyli od kwietnia do grudnia mają wzrosnąć tylko o 1 proc.? To „fantasmagoria” - tak poczynania Adama Glapińskiego i kierowanego przez niego NBP ocenił były członek RPP Bogusław Grabowski.


Grabowski był gościem Bogdana Rymanowskiego w Radiu Zet.
Zapytany o spadek inflacji, powiedział: - Mniej za żywność nie zapłacimy. Ceny nie będą spadały, tylko wolniej rosły. Jeśli coś wzrośnie ze 100 do 200, to wzrosło o 100 złotych i o 100 proc. A jeśli wzrośnie teraz z 200 do 350, to wzrośnie o 75 proc.
- Jak ludzie potrzebują optymizmu, to niech patrzą na prognozy pogody. Będzie zaraz cieplej. Ja jestem od pokazywania rzeczywistości, jaka jest – dodał prześmiewczo.
Podczas ostatniej konferencji Adam Glapiński prognozował, że Polska za 10 lat będzie na poziomie Brytyjczyków i Francuzów. Poproszony o komentarz do tego stwierdzenia, Grabowski odpowiada: „jakbyśmy patrzyli na jego prognozy, to byśmy mieli deflację, prognozy NBP z końca 2021, że inflacja max będzie w styczniu/lutym 2022, potem prognozy płaskowyżu, który okazał się płaski, jak molo w Sopocie”.

Rada Polityki Pieniężnej nie wykonała zadania. Podnosić stopy czy nie podnosić, oto jest dylemat [OPINIA]
Większość członków Rady Polityki Pieniężnej odmówiła realizacji ustawowego mandatu, jakim jest utrzymanie inflacji jak najbliżej 2,5-procentowego celu. Na skutek błędów i opieszałości polskich władz monetarnych cel inflacyjny w Polsce będzie przekroczony zapewne przez przynajmniej 6 lat.
Więcej, na pytanie o wzrost gospodarczy, Grabowski odpowiada: „polska gospodarka urośnie o 0,3, a w tych samych prognozach gospodarki strefy euro urosną 2 razy szybciej – 0,6”. Jego zdaniem „to będzie pierwszy rok, kiedy będziemy tracić do najbardziej rozwiniętych gospodarek pod względem PKB na mieszkańca”. Przez ostatnich 10 lat Polska była jednym z liderów, jeśli chodzi o PKB? - Oczywiście. Dzięki temu, że nie rządziło PiS, nadganialiśmy – uważa Bogusław Grabowski. Ekonomista dodaje, że „od podjęcia decyzji do ich skutków mija bardzo długi okres”. - PiS pompował wzrost gospodarczy ogromnymi transferami, które wspierały konsumpcję, doprowadzając, że przejściowo gospodarka się bardzo ożywiła, a teraz płacimy za to ceny. Wysoką inflacją i gwałtownym wzrostem długu publicznego – mówił gość Bogdana Rymanowskiego.
KaWa, Radio Zet































































