Rząd stwierdził, że należy wyciągnąć nianie z szarej strefy. Pomysł był prosty - opłacić tej grupie zawodowej składki na ubezpieczenia społeczne. Efekt jest taki, że państwo zaczęło opłacać ZUS za babcie opiekujące się własnymi wnukami. Zakład nie może kwestionować "lewych" umów, nawet jeśli ma pewność, że mają one tylko fikcyjny charakter. Babcie zyskują kosztem budżetu, a co za tym idzie, wszystkich podatników.
Przepis na sukces jest bardzo prosty - potrzebne jest dziecko do lat trzech, babcia i czas na udanie się do urzędu. Na razie jako podatnicy tracimy na tym ok. 900 tys. zł miesięcznie, ale koszty te będą rosnąć wraz ze zwiększającą się liczbą zalegalizowanych opiekunek do dziecka. Mechanizm jest tak prosty, że nie skorzystanie z tego rozwiązania byłoby niewybaczalnym błędem ze strony zarówno rodziców, jak i babci.
Z sondy przeprowadzonej przez DGP wynika, że dotąd 3,4 tys. niań zalegalizowało swoją pracę w ZUS. Okazuje się, że najczęściej zgłaszanymi do ubezpieczenia są babcie, które zostają oficjalnymi opiekunkami swoich wnuków. W mediach zagrzmiało - "te złe babcie wykorzystują system, (...) by za grosze podnieść sobie emeryturę. Płacą za to wszyscy podatnicy". Niestety, to prawda - babcie wykorzystują system. Problem polega na tym, że sposób w jaki to robią nie świadczy źle o nich, tylko o autorach Ustawy z 4 lutego 2011 r. o opiece nad dziećmi do lat 3.
Zgłoś nianię do ubezpieczenia
W połowie września br. ZUS rozpoczął akcję "zgłoś nianię do ubezpieczeń". Najczęściej opiekunkami zostają młode dorabiające dziewczyny lub panie w wieku 50+. Z młodymi nie ma problemu - jeżeli są np. studentkami, nie trzeba za nie płacić składek. O wiele gorzej sprawa wygląda w przypadku pań w wieku 50+, które nie mają takich przywilejów, dlatego preferują pracę "na czarno". Jednak pracując bez umowy, mogą zapomnieć o emeryturze wypłacanej z ZUS.
ReklamaZobacz także
Ustawodawca wyszedł naprzeciw tym problemom i na mocy Ustawy o opiece nad dziećmi do lat 3, zagwarantował nianiom, które do tej pory pracowały nielegalnie, opłacenie składek na ubezpieczenia społeczne do kwoty wynagrodzenia minimalnego, czyli na razie 1386 zł.
Niania nie może jednak sama się zgłosić. Musi to zrobić pracodawca, czyli opiekunowie prawni dziecka, nad którym ta będzie sprawować opiekę. Najczęściej są to rodzice, którzy muszą zawrzeć z nią tzw. umowę uaktywniającą. Określa ona m.in. czas i miejsce sprawowania opieki nad dzieckiem, obowiązki niani, wysokość wynagrodzenia i czas, przez jaki umowa ma obowiązywać. Po zawarciu takiej umowy jeden z rodziców zgłasza w Zakładzie na formularzu ZUS ZFA siebie jako płatnika składek, a na formularzu ZUS ZUA - nianię jako ubezpieczoną (jeżeli niania będzie podlegała ubezpieczeniom społecznym i ubezpieczeniu zdrowotnemu).

Ważne: umowa uaktywniająca jest umową cywilnoprawna, dokładnie formą umowy zlecenia. Jak się liczy wynagrodzenie na tego typu umowach sprawdzisz tutaj.
Składki na ubezpieczenia społeczne (emerytalne, rentowe i wypadkowe) oraz na ubezpieczenie zdrowotne za nianię, która zarabia nie więcej niż wynosi minimalne wynagrodzenie, pokrywa ZUS z budżetu państwa. Rodzice pokrywają składki, gdy pensja niani przekroczy minimalne wynagrodzenie. Opłacą jednak składki tylko od kwoty, o którą pensja przekracza minimalne wynagrodzenie. Jeżeli więc opiekunka w umowie miałaby określoną pensję na poziomie 2 tys. zł brutto, to ZUS opłaci składki od podstawy wynoszącej 1386 zł - dokładnie 267 zł bez chorobowego, a rodzice od 614 zł (118 zł bez chorobowego). Rodzice zaoszczędzą na tym ok. 267 zł. Niania przy takim wynagrodzeniu otrzymałaby 1496 zł netto na rękę. Gdyby jej wynagrodzenie na umowie wynosiło tylko 1386 zł, to na rękę otrzymałaby ok. 1037 zł.
ZUS nie płaci za nianie zaliczki na podatek dochodowy. Opłaca ją płatnik składek, czyli rodzic dziecka. Jednak jej wynagrodzenie netto jest o tę zaliczkę pomniejszane, czyli w zasadzie to ona płaci ten podatek. W przypadku umowy zlecenia na kwotę 1386 zł brutto, zaliczka wynosi 82 zł. To są pieniądze, które zyskuje państwo na wyjściu niani z szarej strefy. Na razie do ubezpieczenia zgłoszono tylko 3,4 tys. niań, co kosztuje budżet ok. 900 tys. zł miesięcznie, czyli 10,8 mln zł rocznie. Przy tej liczbie zalegalizowanych nań szacunkowe wpływy do budżetu z tytułu zaliczek wynoszą ok. 278 tys. zł miesięcznie, czyli ok. 3,3 mln zł rocznie. Kwota ta zostanie pomniejszona jeszcze o ok. 1/3 z uwagi na zwroty podatku z tytułu przysługujących podatnikowi ulg, itp. W efekcie składki niań opłacane przez ZUS sfinansują się tylko w ok. 20%.
Częściowe wyjście z szarej strefy
Naturalnie rozwiązanie zaproponowane w ustawie musiało prowadzić do kombinacji. Sprytni rodzice podpisują z nianiami umowy z wynagrodzeniem nie przekraczającym wysokości pensji minmalnej. Jeżeli nianie zarabiają u nich więcej, to pozostałej kwoty nie dokumentują żadną umową, a co za tym idzie, nie odprowadzają od niej składek. Efekt jest taki, że nianie są zadowolone, bo państwo płaci na ich przyszłą emeryturę, a wcale przy tym nie zarabiają odpowiednio mniej na rękę.
Okazuje się, że część kobiet ztrudnianych przez rodziców w charakterze niań to babcie tychże dzieci. Kobiety te zwykle i tak opiekują się pociechami. Jednak w tym wypadku nie ma to żadnego znaczenia. Istotne jest to, że rodzice podpisują z nimi umowę na kwotę nieprzekraczającą pensji minimalnej. Państwo opłaca za nie składki w wysokości 267 zł. W tej kwocie 135 zł trafia na "konto emerytalne" babci, tym samym podwyższa jej podstawę do emerytury. Z tego rodzice muszą zapłacić tylko 82 zł zaliczki na podatek dochodowy quasi-niani. To, czy dostaje ona jakiekolwiek wynagrodzenie za świadczoną pracę nie ma już znaczenia, bo i tak pieniądze zostają w rodzinie. Babcia z kolei może się cieszyć, że za niewielką kwotę w postaci zaliczki na podatek zwiększa sobie staż pracy oraz przyszłą emeryturę.
Na razie koszty wydają się znikome - w końcu jest to tylko ok. 720 tys. zł miesięcznie po odliczeniu wpływu z podatku dochodowego. Jednak kwota ta będzie systematycznie wzrastać wraz z liczbą zalegalizowanych opiekunek do dziecka. Suma może nie wydaje się wysoka w porównaniu do całego budżetu ZUS (160 mld zł). Jednak warto zadać sobie pytanie, dlaczego akurat nianie mają mieć przywilej prawie darmowej emerytury oraz sprawdzić, jak wiele grup społecznych już takie prawo w praktyce posiada. Urzędnicy w ZUS mają związane ręce - umowy zawierane z quasi-opiekunkami są całkowicie legalne (na razie). Autorom pomysłu można pogratulować przebiegłości, a także poczekać, w jaki sposób, w świetle prawa podatnicy złożą się na emerytury żon pracujących w charakterze gospodyń domowych.
Łukasz Piechowiak
Bankier.pl
l.piechowiak@bankier.pl































































