REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Wojna w Mali - tu chodzi o ropę

2013-01-14 10:57
publikacja
2013-01-14 10:57

Mali to państwo wielkości Francji, Niemiec i Polski razem wziętych. Większość kraju zajmuje pustynia. Ta dawna kolonia francuska nigdy nie była w centrum zainteresowania mediów. Na początku stycznia Francja wysłała tu swoje wojska. Dlaczego? Jak zwykle gra toczy się o ropę.



W Mali mieszka 14 mln ludzi, a oczekiwana długość życia wynosi 51 lat. Jst to jedno z najbiedniejszych państw świata. Średnia płaca wynosi ok. 610 dolarów rocznie, czyli ok. 160 zł miesięcznie, ale część mieszkańców tego kraju nigdy w życiu nie widziała żadnych pieniędzy. Prawie połowa mieszkańców Mali żyje w skrajnej nędzy. Państwo to zajmuje 178 miejsce w rankingu HDI (ranking wg wskaźnika rozwoju społecznego). Kraj ten słynie przede wszystkim z Timbuktu, które w XVI wieku było centrum islamu w regionie. Handlowano tu złotem, niewolnikami i solą.

Mali jest eksporterem złota – średnio ponad 50 ton rocznie. Wydobycie tego surowca przekłada się na ok. 15% PKB, czyli ok. 3 mld dolarów rocznie. Jednak to nie o żółty metal toczy się walka. Niestety, kolejny raz powtarza się sytuacja, w które, jeżeli „społeczność międzynarodowa” wysyła do jakiegoś kraju myśliwce, to musi tam być ropa i gaz. Największe złoża tych surowców znajdują się na terenach zamieszkałych przez Tuaregów.



Potencjał roponośny oceniany jest na jeden z największych w regionie – na tyle poważny, że już w 2004 roku zainteresowała się nim Algieria. Powstanie Tuaregów to przede wszystkim walka o kontrolę potencjalnie najbogatszych terenów w Afryce Wschodniej.

Regularna wojna rozpoczęła się 22 marca 2012 roku, kiedy wojsko dokonało zamachu stanu i odsunęło od władzy czarnoskórego prezydenta Amadou Toumani Toure. Rebelianci to głównie Tuaregowie, którzy stanowią 10% mieszkańców Mali. Konflikt ma również podłoże rasowe - Tuaregowie to „biały” lud wywodzący się od Berberów, a Timbuktu to ich „miasto”.

Mali to państwo wielkości Francji, Niemiec i Polski razem wziętych


Wyświetl większą mapę


Ogniska Al-Kaidy


Oficjalnie zachodnie media podają, że interwencja francuska ma na celu przeciwdziałanie tworzenia się nowych ognisk Al-Kaidy w zachodniej części Afryki. Trudno powiedzieć, czy jest to prawda. Zachodnie dzienniki, w tym "Le Figaro" podają, że działania wymierzone są przeciwko islamistom (90% populacji tego kraju wyznaje tę religię). Paradoksalnie okazuje się, że rebelianci posiadają takie same uzbrojenie, jak niedawni libijscy bojownicy o wolność.

Oficjalnym powodem buntu wojskowych pod wodzą kapitana Amadou Haya Sanogo był brak zdecydowanych działań rządu Mali przeciwko rebelianckiej działalności Tuaregów. Niestety dla rządu Mali, doprowadziło to do rozłamu w armii i wzmocniło rebeliantów.

Przywrócenie porządku czy kolejna okupacja?


Francuzi nie bawią się w konwenanse. To nie jest zabawa w zabezpieczenie łączności i dostaw wody tylko regularne działania wojenne w pełnym tego słowa znaczeniu. Śmierć poniosło kilkuset rebeliantów, tysiące cywilów uciekło za granicę, m.in. do Senegalu. Obecnie na terenie Mali znajduje się przynajmniej kilkuset żołnierzy francuskich, którzy do dyspozycji mają m.in. myśliwce Mirage 2000. Swoją pomoc i pełne poparcie zadeklarowały Stany Zjednoczone i Wielka Brytania. Dokładna liczba żołnierzy wojsk interwencyjnych nie jest znana.


»Ekspert: Polska może zaangażować się w Mali

Obecnie kraj ten jest na prostej drodze do podziału. Biorąc pod uwagę to, że granice ustalone przez kolonizatorów żaden sposób nie pokrywały się z zasięgiem poszczególnych grup etnicznych, to rozwiązanie wydaje się całkiem prawdopodobne. Przyszłość Mali nie maluje się w jasnych barwach - w Sudanie taki scenariusz zrealizowano dopiero po kilkudziesięciu latach wojny domowej.

Łukasz Piechowiak
Bankier.pl
Źródło:
Tematy

Komentarze (8)

dodaj komentarz
~radomich
a ja myślałem, że o uran (?)
~ja
Wszystko się szanownemu autorowi poplątało. Nie siedzę w temacie, jednak warto pamiętać, że Tuaregowie wzniecili powstanie "narodowowyzwoleńcze", które doprowadziło do faktycznego uniezależnienia północy kraju od rządu w Bamako, ale następnie zostali sami wyparci przez wojujących islamistów, którzy na tych terenach próbują Wszystko się szanownemu autorowi poplątało. Nie siedzę w temacie, jednak warto pamiętać, że Tuaregowie wzniecili powstanie "narodowowyzwoleńcze", które doprowadziło do faktycznego uniezależnienia północy kraju od rządu w Bamako, ale następnie zostali sami wyparci przez wojujących islamistów, którzy na tych terenach próbują założyć państwo Al-Kaidy (jak zwał, tak zwał). W związku z czym Tuaregowie jakoś dogadali się z rządem, licząc na jego pomoc: woleliby już żyć w Mali. No ale zaczęło się gadanie: odbyło się szereg afrykańskich konferencji i różne państwa miałyby niby pomóc Mali w walce z islamistami, jednak oczywiście efekty mizerne. I sytuacja teraz jest, jaka jest. Gdyby to była wojna o ropę, Anglicy, Amerykanie i paru innych już by tam siedziało, a nie tylko Francuzi (choć oni też, rzecz jasna). Jeżeli rzecz idzie o ropę, to jest to najmniejsza i najmniej sławna wojna o ropę w historii. Tymczasem to wojna z destabilizacją całego regionu i z realnym zagrożeniem terrorystycznym dla Europy. To naprawdę jest blisko, to stamtąd stale napływa fala emigrantów.
Dla Francuzów natomiast to wojna o wpływy w Afryce: to francuskojęzyczna część Afryki i Francja chce być tam patronem-rozjemcą-wielkim bratem: chce być jak najbardziej obecna i mieć jak największe wpływy. Udział w wojnie to nieodzowny krok w tym kierunku, ale jeden z niezliczonych. Interesy idą oczywiście w parze z polityką.
~ja
Wszystko się szanownemu autorowi poplątało. Nie siedzę w temacie, jednak warto pamiętać, że Tuaregowie wzniecili powstanie "narodowowyzwoleńcze", które doprowadziło do faktycznego uniezależnienia pólnocy kraju od rządu w Bamako, ale następnie zostali sami wyparci przez wojujących islamistów, którzy na tych terenach próbują Wszystko się szanownemu autorowi poplątało. Nie siedzę w temacie, jednak warto pamiętać, że Tuaregowie wzniecili powstanie "narodowowyzwoleńcze", które doprowadziło do faktycznego uniezależnienia pólnocy kraju od rządu w Bamako, ale następnie zostali sami wyparci przez wojujących islamistów, którzy na tych terenach próbują założyć państwo Al-Kaidy (jak zwał, tak zwał). W związku z czym Tuaregowie jakoś dogadali się z rządem, licząc na jego pomoc: woleliby już żyć w Mali. No ale zaczęło się gadanie: odbyło się szereg afrykańskich konferencji i różne państwa miałyby niby pomóc Mali w walce z islamistami, jednak oczywiście efekty mizerne. I sytuacja teraz jest, jaka jest. Gdyby to była wojna o ropę, Anglicy, Amerykanie i paru innych już by tam siedziało, a nie tylko Francuzi (choć oni też, rzecz jasna). Jeżeli rzecz idzie o ropę, to jest to najmniejsza i najmniej sławna wojna o ropę w historii. Tymczasem to wojna z destabilizacją całego regionu i z realnym zagrożeniem terrorystycznym dla Europy. To naprawdę jest blisko, to stamtąd stale napływa fala emigrantów.
Dla Francuzów natomiast to wojna o wpływy w Afryce: to francuskojęzyczna część Afryki i Francja chce być tam patronem-rozjemcą-wielkim bratem: chce być jak najbardziej obecna i mieć jak największe wpływy. Udział w wojnie to nieodzowny krok w tym kierunku, ale jeden z niezliczonych. Interesy idą oczywiście w parze z polityką.
~ja
Tak samo jest niestety i w tym wypadku. Po prostu, drogi wd12345, słabiej znasz się na Mali. Tu wszystko jest poplątane, autor w ogóle przegapił jedną wojnę, która zmieniła sytuację itd... Pewnie w Wikipedii nie pisali.
~wd12345
a skąd wiesz, że nie jestem w stanie odpłacić pięknym za nadobne?
~wd12345
Panie Łukaszu i takie rzeczowe artykuły powinien pan pisać również jeśli dotyczą Polskich spraw. Bo dotychczas pańskie artykuły o Polsckich sprawach były delikatnie mówiąc niewyważone.

Powiązane: Francja

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki