Nie ma stałych przyjaciół, są tylko wieczne interesy - to hasło idealnie charakteryzuje politykę zagraniczną Wielkiej Brytanii. Ostatnio pojawiają się doniesienia, że Zjednoczone Królestwo może opuścić UE. Biorąc pod uwagę stosunek Brytyjczyków do Europy kontynentalnej, nie byłoby w tym nic dziwnego i prawdopodobnie nie byłoby też żadnej wielkiej tragedii. Jednak to tylko gra pozorów.

Źródło:Image Source/Thinkstock
Największym płatnikiem UE są Niemcy, które do unijnego budżetu wpłaciły 21 miliardy euro, a odzyskały w formie dopłat 11,8 mld euro. Różnica wyniosła 9,2 mld euro. Problem w tym, że Niemców stać na to, by tyle wpłacać. Budżet federalny naszego zachodniego sąsiada to ponad 300 mld euro. Ponadto Niemcy są w stosunkowo dobrej kondycji finansowej. Do UE wpłacają więcej, bo opłaca im się to przede wszystkim politycznie. Z kolei Francuzi do wspólnego budżetu wpłacają 18,2 mld euro. Jednocześnie wyciągają 13,1 mld euro, z czego najwięcej, bo aż 9,9 mld euro wydają na zachowanie i zarządzanie zasobami naturalnymi, czyli rolnictwo.
Wielka Brytania wpłaca do UE 12,1 mld euro, a otrzymuje 6,7 mld euro. Różnica, czyli 5,4 mld euro to bardzo drażliwy temat dla brytyjskich polityków. Rachunek dla nich jest prosty - dokładamy do tego biznesu, a wcale nie mamy z tego kokosów. Najwięcej pieniędzy z budżetu UE otrzymują Polacy. Wpłacamy 3,3 mld euro, a otrzymujemy 8,5 mld euro więcej. Drugim największym beneficjentem funduszy unijnych jest Hiszpania, która wpłaca 8,9 mld euro, ale otrzymuje 13,2 mld euro.
Brytyjczycy nie chcą więcej nas finansować i trudno im się dziwić. Zyskują mniej niż Francuzi, a muszą dokładać się do budżetu państw, których obywatele "notorycznie odbierają miejsca pracy rodowitym Anglikom". Nie trzeba być utalentowanym populistą, by szybko przekonać poddanych Elżbiety II do ucieczki z socjalnej strefy Euro "zdominowanej przez Niemców, którzy przekupili Francuzów i wspólnie nasłali na nich Polaków".
Czy Wielkiej Brytanii opłaca się ucieczka z UE?
Politycznie byłby to strzał w stopę. Częste spotkania, szczyty i gorąca linia z najważniejszymi ludźmi w Europie to jedno z największych osiągnięć brytyjskiej dyplomacji. Pod tym względem, Zjednoczonemu Królestwu nie zaszkodziłoby wyjście z UE tak mocno, jak np. Polsce. W końcu Wielka Brytania to większa gospodarka, mają broń atomową, przewodniczy w większej organizacji od UE jaką jest Brytyjska Wspólnota Narodów oraz ma stałe miejsce w radzie bezpieczeństwa ONZ.
| » Budżet UE bez Wielkiej Brytanii? |
Jednak utrata możliwości decydowania o wspólnej polityce całej Europy to byłby dla nich krok wstecz. Wielka Brytania raczej nie będzie już takim imperium jak 100 lat temu, nie będzie mieć Indii, Australii i Hongkongu. Nie może nawet porównywać się do USA, które są dla nich jednym wielkim kompleksem. Tylko dzięki UE mogą czuć się jako potęga i w tym momencie najważniejsza dla nich jest walka o dominację z Niemcami. Bo to, że wygrają z Francuzami "jest dla nich oczywiste".
Wielka Brytania ma też inny problem, który skutecznie obniża ich wartość polityczną. Coraz częściej na wyspach do głosu dochodzą ruchy niepodległościowe Szkocji i Walii. W Szkocji referendum w tej sprawie odbędzie się w 2014 roku. Czy osamotniona Anglia ma rację bytu? Jak w każdym państwie, obywatele w wyborach powszechnych decyzje podejmują pod wpływem chwili. Nie patrzą na długookresowe plany i strategie, bo ich zwyczajnie nie rozumieją. Anglia od zawsze chciała być tylko i wyłącznie suwerenem. Osamotniona będzie zdana tylko na siebie, bez szans na rolę lidera w większym tworze, jakim jest Unia Europejska. Tutaj będzie musiała dzielić się pozycją z innymi państwami, a to już jej się nie podoba. W tym momencie polityka przeciwników UE w Wielkiej Brytanii opiera się na zasadzie "lepiej samemu jeść ciastko niż dzielić się z kimś tortem".
Czy dla UE wyjście Anglii byłoby bolesne?
| Zobacz też: | |
| Wielka Brytania pierwszym krajem, który wyjdzie z Unii? | |
Na pewno byłoby to mniej problematyczne, niż wyjście Belgii z UE, która żyje z administracji europejskiej, która kosztuje 5 mld euro rocznie, a stolica tego kraju jest równocześnie najważniejszym miastem w całej UE. Wielka Brytania poza Unią straciłaby wpływ na podejmowane tu decyzje, ale wciąż pozostawałaby w ścisłym gospodarczym sojuszu z Europą. To dla nich bardzo niekorzystne rozwiązanie, ale jednocześnie nie stanowiłoby większego problemu dla Francuzów, Niemców, czy Polaków. Anglicy to dla nich niewygodny partner, bo stawia twarde warunki, od zawsze przeciwny socjalnej polityce, w pewnym sensie głos rozsądku.
Przy prostym rachunku zysków i strat, te kilka miliardów euro rocznie więcej, które wpłacają do budżetu UE, to stosunkowo niska cena za rolę lidera w całej strukturze. W dodatku tego jedynego, który otwarcie sprzeciwia się wydawaniu pieniędzy w czasach kryzysu. Brytyjscy politycy głęboko wierzą, że w ten sposób można uchronić Europę przed jeszcze większym kryzysem. A kryzys na kontynencie byłby bardzo niebezpieczny dla ich interesów, a zwłaszcza w londyńskim City. W tym momencie politycy tylko negocjują, ale tak naprawdę nikt nie myśli poważnie o jakiejkolwiek zmianie.





























































