Prezydent Donald Trump zagroził, że doprowadzi do „zamknięcia rządu”, jeśli Kongres nie da mu pieniędzy na budowę muru z Meksykiem. W efekcie Stany Zjednoczone mogą stracić elitarny rating AAA w kolejnej agencji. Rynki finansowe zareagowały spokojnie.


„Zbudujemy ten mur, nawet jeśli musimy zamknąć nasz rząd" - powiedział Trump we wtorek wieczorem podczas wiecu w Phoenix w Arizonie. W USA to Kongres określa, na co administracja prezydenta może wydać pieniądze podatników. A przeciwko budowie muru na granicy z Meksykiem są nie tylko reprezentanci Partii Demokratycznej, ale też część Republikanów.
Jeśli do końca września Kongres nie przyjmie ustawy budżetowej i nie podniesie limitu zadłużenia publicznego, administracja prezydenta Trumpa uda się na przymusowy urlop. Tzw. zamknięcie rządu skutkuje wstrzymaniem funkcjonowania wszystkich urzędów i placówek federalnych poza tymi absolutnie kluczowymi (wojskiem, FBI, skarbówką itp.) dla państwa. Ostatnie „zamknięcie rządu” miało miejsce we wrześniu 2013 roku i nie wywołało większego zamieszania w gospodarce.
Kongres, który po wakacyjnej przerwie zbierze się 5 września, będzie miał około 12 dni na przegłosowanie ustaw umożliwiających finansowanie rządu. Od 15 marca Stany Zjednoczone nie mogą powiększać swojego zadłużenia. Od tego czasu administracja USA funkcjonuje na nadzwyczajnych zasadach, pozwalających zachować płynność finansową dzięki tymczasowym oszczędnościom (przede wszystkim opóźnieniom w płatności składek emerytalnych na rzecz pracowników federalnych). Ponadto 30 września kończy się dotychczasowa ustawa budżetowa określająca finansowanie wydatków federalnych.
Agencja Fitch Ratings już ostrzegła, że brak decyzji w sprawie podniesienia limitu zadłużenia będzie miał „potencjalnie negatywne implikacje” dla ratingu kredytowego Stanów Zjednoczonych. Obecnie USA cieszy się u Fitcha najwyższą możliwą notą AAA. Podczas przedpoprzedniego kryzysu budżetowego w sierpniu 2011 agencja S&P jako pierwsza w historii obniżyła rating kredytowy Stanów Zjednoczonych z AAA do AA+ .

Rynki finansowe nie bardzo przejęły się groźbą prezydenta Trumpa. Na zamknięciu środowej sesji w Nowym Jorku indeks S&P500 stracił tylko 0,35%. Dow Jones obniżył się o 0,40%, a Nasdaq o 0,30%. Przypomnijmy, że dzień wcześniej DJIA odnotował najsilniejszą zwyżkę od kwietnia.
Dość spokojnie było też na rynku walutowym. Dolar co prawda stracił względem euro, ale nie był to ruch szczególnie silny. O 22:00 kurs EUR/USD wynosił 1,1816 wobec 1,1764 na zamknięciu wtorkowych notowań. W dół poszły za to rentowności amerykańskich obligacji skarbowych (czyli ich ceny wzrosły), a złoto podrożało o 0,4%. To sygnał, że inwestorzy przerzucają kapitał do tzw. bezpiecznych przystani.
W opinii analityków mało kto na rynkach finansowych na poważnie liczy się z możliwością paraliżu administracji Donalda Trumpa. Spory waszyngtońskich polityków na Wall Street przyjmowane są z dużym spokojem i ze świadomością, że nawet najostrzejsze wypowiedzi stanowią tylko element politycznej taktyki. Z punktu widzenia inwestorów nadal kluczową kwestią pozostaje to, czy Trumpowi uda się przeforsować obiecywaną w kampanii wyborczej obniżkę podatków.


























































