Obie izby amerykańskiego Kongresu zgodnie i niemal jednogłośnie przyjęły ustawę finansującą władzę wykonawczą przez następne siedem dni. W ten sposób odwleczono groźbę tzw. zamknięcia rządu, które nastąpiłoby już w sobotę.
Wniosek przeszedł przez Senat bez głosu sprzeciwu, natomiast w Izbie Reprezentantów uzyskał 382 głosy „za” przy 30 „przeciw”. Ustawa zapewnia finansowanie wydatków federalnych do 5 maja. Tyle czasu ma Kongres na przygotowanie budżetu obowiązującego do 30 września, czyli do końca roku budżetowego w USA.
Problem znany jest od miesięcy. Oficjalnie mówiono o nim od początku marca. Wszelkie ostrzeżenia zostały jednak zignorowane i 15 marca ponownie zaczął obowiązywać zawieszony dwa lata wcześniej limit długu federalnego.Od tego dnia rząd USA nie mógł się dalej zadłużać. A ponieważ supermocarstwo funkcjonuje tylko dzięki kredytowi, to 28 kwietnia Departamentowi Skarbu skończyłyby się pieniądze.
Byłoby głupio, gdyby kontrolowany przez Republikanów Kongres „wyłączył światło” w Białym Domu, mającym republikańskiego prezydenta dokładnie w 100. dniu jego kadencji. Niemniej jednak przyjęte w piątek prawo nie rozwiązuje żadnego problemu. Po pierwsze, USA nadal nie mają budżetu, ani nowego limitu długu publicznego. Po drugie, wciąż nierozstrzygnięta została kwestia zasadnicza – czyli permanentny deficyt fiskalny skutkujący niebezpiecznym wzrostem zadłużenia.
Republikanie i Demokraci na ostrzu noża stawiają finansowanie tzw. Obamacare – czyli wprowadzony przez Baracka Obamę model przymusowych ubezpieczeń medycznych a'la NFZ. Prawica chciałaby ten program wyeliminować, a lewica broni go niczym niepodległości. Z kolei waszyngtońscy „neokonserwatyści” chcieliby wzrostu wydatków militarnych, czemu opiera się frakcja odpowiedzialnych fiskalnie Demokratów. Osobną kwestią jest postulat budowy muru na granicy z Meksykiem, o którym Demokraci nie chcą nawet słyszeć.

Kongresmeni i senatorzy mają teraz siedem dni na osiągnięcie kompromisu. Mimo że Republikanie dysponują większością w obu izbach, nie są w stanie narzucić swojej woli opozycji. Po pierwsze, ponieważ sami są wewnętrznie podzieleni. Po drugie, ponieważ w Senacie mają tylko 52 głosy (na 100), a potrzebują 60, aby uniknąć parlamentarnej obstrukcji.
W tle czai się jeszcze zaproponowana przez Biały Dom wielka reforma podatkowa, drastycznie obniżająca stawki podatkowe dla osób fizycznych i korporacji. Obniżka podatków i pierwsza od czasów Ronalda Reagana reforma amerykańskiego prawa podatkowego budzi ogromne kontrowersje i zapewne będzie musiała wiązać się ze wzrostem deficytu budżetowego i długu USA.
Krzysztof Kolany




























































