Publikując raport z badania portfela kredytów mieszkaniowych Komisja Nadzoru Finansowego sporo miejsca poświęciła problematyce kredytów liborowych, zwanych potocznie „frankowymi”.


Cały raport opisaliśmy w artykule zatytułowanym „KNF ostrzega przed nadmiernym zadłużeniem Polaków”. Teraz wybraliśmy dla Państwa z całego raportu pięć wykresów opisujących kwestie związane z walutowymi kredytami mieszkaniowymi.
1. Maleje systemowe znaczenie kredytów walutowych
Na koniec 2018 roku już tylko co czwarty kredyt denominowany był w walucie innej niż polski złoty. „Liczba i wartość kredytów walutowych ulega systematycznemu zmniejszaniu. Na koniec 2018 r. w portfelach banków znajdowało się 555,9 tys. kredytów walutowych o łącznej wartości 128,6 mld zł, w tym 457,3 tys. kredytów CHF o łącznej wartości 104,8 mld zł.” – podsumowała KNF.
2. Sto tysięcy walutowych „podwodniaków”
Zarówno kredyty złotowe, jak i „frankowe” spłacają się dość dobrze – odsetek zobowiązań zagrożonych w pierwszym przypadku wynosi 1,7% a w drugim 2,3%. Ale problemem jest liczba kredytów CHF, w przypadku których pozostająca do spłaty wartość kredytu przewyższa wartość kredytowanej nieruchomości. Wskaźnikiem LTV powyżej 100% cechował się co piąty kredyt walutowy. Oznacza to aż 105 530 nieruchomości znajdujących się „pod wodą”, z czego 87% stanowiły te zadłużone w CHF. W przypadku zobowiązań złotowych takich „podwodnych hipotek” było 27 769, co stanowiło zaledwie 1,7% ogółu kredytów tego typu.
3. Problem „franków” zniknie za 10 lat
KNF policzył, że za około 10 lat z bilansów banków zniknie połowa obecnego zadłużenia z tytułu kredytów denominowanych w CHF. Ale jeśli uwzględnić proceder nadpłacania tych kredytów przez dłużników, to zadłużenie spadnie o połowę za ok. 8 lat (przy utrzymaniu bez zmian kursu CHF/PLN). Zatem jeśli nie stanie się nic złego na rynku walutowym, to około roku 2030 problem kredytów liborowych przestanie mieć istotne znaczenie dla sektora bankowego.

4. Błędy okresu kredytowego boomu
Nadzór finansowy zwrócił uwagę, że najgorszą jakością cechują się kredyty mieszkaniowe udzielone w latach 2007-08. Czyli w okresie bańki na rynku nieruchomości i szczytowej popularności kredytów denominowanych w CHF, które w tym okresie w porywach stanowiły nawet 80% rynku. Kredyty mieszkaniowe udzielone w roku 2007 cechują się „szkodowością” na poziomie 5,7%, a te z roku 2008 aż 6,5%.
5. Ekspansja i upadek kredytów walutowych
Kredytowe szaleństwo, jakie w latach 2006-08 dopadło Polaków, było napędzane przede wszystkim pożyczkami denominowanymi w walutach obcych – w szczególności we frankach szwajcarskich. W szczycie boomu w 2008 r. banki zadłużyły ludzi na równowartość 50 mld zł. W większości były to toksyczne kredyty powiązane z CHF. Zresztą sami kredytobiorcy też nie chcieli nawet patrzeć na kredyty złotowe, które wówczas były znacznie droższe w obsłudze od zobowiązań frankowych.
Po roku 2008 „franki” praktycznie zniknęły z oferty banków. Przez kolejne trzy lata popularne były jeszcze kredyty w euro, ale od 2013 r. nadzór bankowy praktycznie zakazał udzielania kredytów walutowych. Natomiast od pięciu lat potężna ekspansja hipoteczna napędzana jest rekordowo niskimi stopami procentowymi w Polsce, co prowadzi do silnego wzrostu cen nieruchomości.
Krzysztof Kolany
Raport UKNF opracowano na podstawie badania według stanu na koniec 2018 r., którym objęto 27 banków komercyjnych, które skupiały 97,3% całkowitej wartości kredytów mieszkaniowych. Część danych dostarczonych przez banki miała charakter szacunków eksperckich.































































