Odbicie na nowojorskich giełdach nie okazało się zbyt trwałe. Wygląda to tak, jakby rynek „przetrawił” sygnały z Rezerwy Federalnej i jednak uznał, że nie są one aż tak korzystne. W tle pozostaje wysokie ryzyko geopolityczne oraz nierozstrzygnięte kwestie celne.


Po jednym dniu wzrostów indeksy na Wall Street znów zakończyły dzień na czerwono. Co prawda spadki nie były głębokie, ale jednak S&P500 utracił 0,22% i na koniec czwartkowej sesji znalazł się na poziomie 5 662,88 pkt. Nasdaq osunął się o 0,33% i zszedł na wysokość 17 691,63 pkt. Dow Jones oddał symboliczne 0,03% i finiszował z wynikiem 41 953,20 pkt.
Początek dnia nie zapowiadał takiego zakończenia. Główne indeksy w Nowym Jorku po ujemnym otwarciu szybko wyszły ponad kreskę. W najlepszym momencie sesji S&P500 zyskiwał nawet 0,6%. Później jednak zyski zostały roztrwonione i resztę dnia S&P500 i Nasdaq spędziły w strefie spadkowej.
Mawia się, że prawdziwą reakcję na komunikat z Rezerwy Federalnej poznajemy dopiero następnego dnia, gdy inwestorzy wszystko sobie „przetrawią”. Jeśli tak było tym razem, to informacje z Fedu okazały się niezbyt stawne. Wprawdzie Powell i spółka podtrzymali obietnicę dwóch kolejnych obniżek stóp procentowych, gwałtownie ograniczyli QT oraz bagatelizowali ryzyko związane ze wzrostem oczekiwań inflacyjnych, ale zarówno sama treść komunikatu jak i podniesione prognozy dla inflacji nie były za bardzo kompatybilne z dalszym luzowaniem polityki monetarnej. A bez tego niezmiernie ciężko będzie utrzymać niemal rekordowo wysokie wyceny mnożnikowe amerykańskich akcji. Zwłaszcza w sektorze technologicznym.

Dodajmy do tego wciąż nierozstrzygnięte kwestie celne. 2 kwietnia zbliża się nieubłaganie i zostało raptem 12 dni na rozwiązanie sporów z Kanadą i Meksykiem. Nie wiadomo też, co będzie z cłami nakładanymi na import z Europy. Tym bardziej, że „oficjałki” z kierownictwa UE brzmią coraz bardziej bojowo i grożą odwetem za amerykańskie taryfy. A Unia ma się czym „odwinąć” i może zaszkodzić gospodarce USA.
Nie najlepiej idą też negocjacje w sprawie Ukrainy. Trwały rozejm (nie mówiąc nawet o pokoju) wydaje się coraz mniej prawdopodobny, ponieważ na Kremlu ani myślą ustępować prezydentowi Trumpowi. Zdaje się też, że ani Ukraina, ani kraje UE nie zaakceptują niektórych amerykańskich propozycji.
Za to tym razem otrzymaliśmy pozytywne niespodzianki z frontu makroekonomicznego. Wbrew obawom części ekonomistów nie dostrzeżono istotnego wzrostu liczby wniosków o zasiłek dla bezrobotnych, która w ubiegłym tygodniu wyniosła 223 tys. wobec 221 tys. tydzień wcześniej. Marcowy odczyt koniunktury w regionie Filadelfii obniżył się z 18,1 pkt. do 12,5 pkt., ale oczekiwano spadku aż o 8,5 pkt. Nieoczekiwanie wzrosła też sprzedaż domów na rynku wtórnym, gdzie jesienią odnotowano najniższą sprzedaż od 30 lat.
KK





























































