Po kilku słabych sesjach wtorkowa sesja na nowojorskich giełdach przyniosła solidne wzrosty głównych indeksów. W cieniu giełdowego optymizmu rentowność 10-letnich obligacji rządu USA osiągnęła najwyższy poziom od grudnia 2018 roku.


Dla giełdowych byków była to najlżejsza sesja od miesiąca. S&P500 poszedł w górę o 1,61%, kończąc dzień na poziomie 4 462,21 punktów. Nasdaq zwyżkował o 2,15%, wspinając się na wysokość 13 619,66 pkt. Dow Jones zyskawszy 1,45% osiągnął wartość 34 911,20 pkt.
Powrót optymizmu po trwającej od początku kwietnia fali spadkowej tłumaczono dobrymi wynikami giełdowych korporacji. Akcje Johnson & Johnson podrożały o 3,2% po tym, jak farmaceutyczny gigant pokazał wyższy od oczekiwań zysk za I kwartał. Do tej pory rezultatami kwartalnymi pochwaliło się 49 spółek z indeksu S&P500 i w niemal 80% przypadków zaraportowane zyski przekroczyły oczekiwania analityków.
- Ludzie weszli w ten sezon wynikowy z nadmiernym pesymizmem, przeważając gotówkę i surowce, panicznie wyprzedzając obligacje i spółki technologiczne. Tymczasem prognozy zarządów nie idą w dół tak bardzo, jak wielu się tego spodziewało – skomentował Thomas Hayes z nowojorskiego Great Hill Capital.
Jeszcze więcej niż na rynku akcji działo się w świecie obligacji. Rentowności amerykańskich obligacji skarbowych poszły mocno w górę na całej długości krzywej terminowej. W przypadku papierów 10-letnich mówimy o poziomie prawie 2,94%, czyli najwyższym od ponad trzech lat. Od początku roku rentowność tych obligacji już niemal uległa podwojeniu i zbliżyła się do wieloletnich maksimów z jesieni 2018 roku.
Paliwa do wzrostu rentowności dostarczył James Bullard. Szef Fedu z St. Louis powiedział, że inflacja jest stanowczo za wysoka (tak, mało to odkrywcze) i że według niego stopa funduszy federalnych do końca roku powinna wzrosnąć do 3,5%. To więcej od rynkowego konsensusu, który obecnie zakłada wzrost stopy funduszy federalnych w tym rojku do 2,5-3,0%. Już na majowym posiedzeniu Bullard chciałby podwyżki o 75 pb. Rynek spodziewa się ruchu o 50 pb.
Jeśliby faktycznie do końca roku stopa funduszy federalnych wzrosła w okolice 3%, to hossa na Wall Street stałaby się mocno zagrożona. W 2018 roku zdecydowanie łagodniejsze zacieśnienie polityki monetarnej przez Fed (łączne podwyżki o 100 pb.) doprowadziło do grudniowego załamania cen amerykańskich akcji. Przed regularną bessą inwestorów uratowała wolta Powella, błyskawicznie przeszedł od zacieśniania do luzowania polityki pieniężnej w USA. Tym razem taką woltę może uniemożliwić szalejąca inflacja, która w ostatnich miesiącach sięga najwyższych poziomów od 40 lat.
KK































































