Europa powinna uniezależnić swoje bezpieczeństwo od Stanów Zjednoczonych – postulują hiszpańskie dzienniki: „El Pais” i „El Mundo” komentując zakończony w środę szczyt NATO w Ankarze.


W obu dziennikach autorzy zwrócili uwagę, że pogróżki Donalda Trumpa, jakie kierował podczas szczytu pod adresem Hiszpanii, nie padły po raz pierwszy. W środę Trump po raz kolejny ostro zaatakował Hiszpanię, polecając swojemu ministrowi finansów (skarbu) Scottowi Bessentowi wstrzymanie wszelkiej wymiany handlowej z tym iberyjskim krajem. Podobne groźby, w tym sugestie wyrzucenia Hiszpanii z NATO i nałożenia ceł na hiszpańskie towary, padały już z ust Trumpa w przeszłości.
„El Mundo” zaznaczył, że pod wodzą Trumpa Stany bywają kapryśne i niemiłe, ale „prawdziwe zagrożenie dla Europy to zmilitaryzowana Rosja, który doprowadziła do krwawej wojny na naszym kontynencie”. Podkreślił, że ci, którzy „chcą Europy samodzielnej – gaullistowskiej!” nie powinni zapominać, kto wzniecił wojnę na naszym kontynencie. (Przywódca Francji generał Charles de Gaulle chciał, by Europa była w stanie przeciwstawić się zarówno Związkowi Radzieckiemu, jak i USA - przyp. PAP). „To zmusza nas także do zadawania niewygodnych pytań: jeśli USA są tak mało wiarygodnym sojusznikiem, dlaczego wciąż potrzebujemy ich ochrony? Dlaczego wciąż nie jesteśmy w stanie zagwarantować jej sami?” – czytamy w „El Mundo”.
„El Pais” zauważył, że wydatki na obronność w Europie wzrosły dwukrotnie w latach 2018-2025, a skorzystały na tym Stany Zjednoczone. Przypomniał, że wartość zakupów amerykańskiej broni w Europie wzrosła z ok. 8,7 mld euro w 2020 roku do ponad 47 mld euro w 2025 r. W kontekście powtarzających się gróźb Trumpa o przejęciu Grenlandii czy zerwaniu kontaktów z Hiszpanią, „El Pais” uważa, że Europejczycy muszą inwestować u siebie w przemysł obronny i służby wywiadowcze, tworząc „bardziej europejskie” NATO.
Byłby to sukces Trumpa gdyby, „w zamian za chwiejną obietnicę ochrony Europy”, wciąż udawało mu się wystawiać jej „multimilionowe rachunki” – skomentował dziennik. „Dla Europejczyków oznaczałoby to marnotrawstwo, które tylko przedłużałoby dzisiejszą niepewność, podporządkowanie się kaprysom obecnego lokatora Białego Domu, a w przyszłości - interesom geopolitycznym Waszyngtonu” – dodał. (PAP)

jw/ kj/




























































