W Michigan trwa zacięty wyścig o mandat w Senacie USA, od którego może zależeć układ sił w tej izbie Kongresu. Na ostatniej prostej przed zaplanowanymi na 3 listopada wyborami kandydatów swoich partii wesprą w ten weekend prezydent Donald Trump i były przywódca Barack Obama.


Walka o mandat senatorski w stanie Michigan jest wyrównana i budzi zainteresowanie w całym kraju. Mierzą się w niej Abdul El-Sayed - 41-latek reprezentujący progresywne skrzydło Partii Demokratycznej - i Mike Rogers, były funkcjonariusz FBI i były kongresmen z Partii Republikańskiej.
Od wyniku głosowania w tym kluczowym stanie w dużej mierze zależą szanse Demokratów na przejęcie kontroli nad Senatem.
Na ostatniej prostej do kampanii włączą się Trump i Obama. W sobotę były demokratyczny prezydent wystąpi na wiecu razem z El-Sayedem w Detroit. Z kolei w niedzielę do Michigan ma przybyć Trump, który popiera Rogersa i ostro krytykuje 41-latka.
W minionym tygodniu kandydaci wystąpili na ostatniej debacie przedwyborczej, podczas której pytano ich m.in. o koszty życia, politykę celną Trumpa i wojnę z Iranem.
- Uważam, że sytuacja jest złożona, ale powiem wam jedno: proces przenoszenia produkcji przemysłowej z powrotem do USA już trwa. W pełni to popieram — powiedział Rogers, komentując politykę celną Trumpa. Przyznał, że „być może kanadyjskie cła nie zostały dobrze przemyślane”, zwłaszcza jeśli chodzi o branżę motoryzacyjną w Michigan. USA produkują samochody i podzespoły wspólnie z Kanadą, wobec której Trump zastosował taryfy.
El-Sayed, który w czasie kampanii koncentruje się na kosztach życia, podkreślił, że taryfy zaszkodziły amerykańskim producentom i pracownikom. - I nie ma wątpliwości, że uderzyły w nasze portfele - dodał.

John Austin z Brookings Institution i Eisenhower Institute ocenił w rozmowie z PAP, że polityka gospodarcza prowadzona przez Trumpa wpływa negatywnie na sytuację w tym stanie graniczącym z Kanadą.
- Mieszkańcy zaczęli to rozumieć i obwiniają za sytuację Trumpa. Obiecywał naprawić gospodarkę i przywrócić miejsca pracy w takich stanach jak Michigan. Dzięki tym obietnicom dwukrotnie wygrał wybory, zdobywając poparcie wyborców niezdecydowanych, białych przedstawicieli klasy robotniczej, części Latynosów i innych ludzi, którzy ciężko pracowali, ale nie byli w stanie poprawić swojej sytuacji materialnej. Tymczasem wszystkie jego działania przynoszą dokładnie odwrotny skutek - ocenił ekspert.
- Nakładając cła na Kanadę i pozostałych partnerów handlowych, Trump niszczy amerykańską bazę przemysłową - uważa Austin, który zajmuje się regionem Wielkich Jezior.
- Drożeje wszystko: od opieki zdrowotnej, przez produkty w sklepach spożywczych i paliwo na stacjach. To efekt absurdalnych ceł Trumpa. Do tego dochodzi wojna, którą rozpoczął bez wyraźnego powodu i której nie potrafi zakończyć - kontynuował ekspert.
Kandydat Demokratów, pytany podczas debaty o wojnę z Iranem, zwrócił uwagę na jej konsekwencje gospodarcze i wyraził przekonanie, że jego kontrkandydat „od początku gorliwie popierał tę wojnę, ponieważ stoi ramię w ramię z Donaldem Trumpem”.
- Jeśli mi nie wierzycie, zwróćcie na to uwagę w niedzielę, kiedy Trump przyjedzie tutaj na zaproszenie Rogersa, żeby przypomnieć wam, że w rzeczywistości głosując na Rogersa, głosujecie również na Trumpa. Obaj są po tej samej stronie w sprawie tej wojny, a wy ponosicie jej koszty - przekonywał El-Sayed.
63-letni Rogers argumentował w czasie debaty, że Michigan „nie stać na politykę El-Sayeda i (stan) nie może ryzykować jego ideologii”. - Jeśli zastanowimy się, co jest stawką w tych wyborach, to okaże się, że nie chodzi już, tak naprawdę, o podział na lewicę i prawicę. Chodzi o serce i duszę naszego kraju, o to, kim jesteśmy jako Amerykanie, oraz o przyszłość, jaką chcemy zapewnić naszym dzieciom - powiedział kandydat.
El-Sayed urodził się w Michigan w rodzinie imigrantów z Egiptu. Ten stan zamieszkuje jedna z największych muzułmańskich społeczności w USA, licząca około 240 tys. osób. W przypadku wygranej zostałby pierwszym muzułmaninem zasiadającym w amerykańskim Senacie.
Rogers, podobnie jak inni przedstawiciele Republikanów, zarzuca konkurentowi, że ma powiązania z islamską organizacją Bractwo Muzułmańskie. 41-latek zaprzecza tym oskarżeniom.
Austin ocenił w rozmowie z PAP, że Rogers i Republikanie „próbują przedstawić El-Sayeda jako muzułmańskiego ekstremistę, choć nim nie jest”. - Niestety, wykorzystywanie uprzedzeń rasowych i nacjonalizmu etnicznego to częsta praktyka w polityce - przyznał.
El-Sayed, epidemiolog i były urzędnik odpowiadający za zdrowie publiczne, prowadzi kampanię pod hasłem wprowadzenia powszechnego systemu opieki zdrowotnej, reformy finansowania kampanii wyborczych i zakończenia amerykańskiej pomocy wojskowej dla Izraela.
Niektórzy Demokraci w Michigan przyznają, że nie mogą go poprzeć - nawet jeśli oznaczałoby to pozbawienie ich partii szans na zdobycie większości w Senacie - ze względu na retorykę El-Sayeda wobec Izraela. Jak podkreślił dziennik „Washington Post”, wielu żydowskich wyborców w Michigan uważa jednak, że 41-latek nie zrobił wystarczająco dużo, by potępić antysemityzm.
El-Sayed przedstawia się jako kandydat spoza establishmentu i przekonuje, że Demokraci powinni odrzucić wpływy wielkich korporacji i przyjąć bardziej progresywny program. Poparli go czołowi politycy postępowego skrzydła Demokratów, m.in. senator Bernie Sanders oraz kongresmenka Alexandria Ocasio-Cortez.
W niedawnej rozmowie z ABC News Rogers przekonywał, że dociera do wyborców tradycyjnie popierających Demokratów, w tym Afroamerykanów i Żydów, którzy - jak zaznaczył - nieufnie podchodzą do jego progresywnego rywala. Stacja zastrzegła jednak, że brakuje sondaży pozwalających ocenić, czy Republikanin rzeczywiście zyskuje poparcie w tych grupach.
Z Detroit Natalia Dziurdzińska (PAP)
ndz/ rtt/


























































