Nadchodzi kolejny sezon upadłości biur podróży. Zamknięcie biznesu to rzecz całkiem normalna, chyba że zmusza setki klientów do koczowania na zagranicznych lotniskach. Do tej pory, za publiczne pieniądze, sprowadzali ich marszałkowie województw. Teraz ratunek ma być finansowany z nowego, wspólnego budżetu biur podróży.

Ministerstwo uważa, że samo poprawienie obecnych zabezpieczeń nie wystarczy, fot.ThinkStock
Miniony rok zamknął się niewypłacalnością 15 organizatorów turystyki i koniecznością sprowadzenia do kraju prawie 7 000 turystów. Główna przyczyna upadłości: opóźnienia w płatnościach wywołane m.in. trudnymi warunkami gospodarczymi. Klienci z niepewnością wyczekują kolejnego lata. Po serii ostatnich enigmatycznych publikacji na o tym, że (jakoś) zmieni się mechanizm zabezpieczania ich interesów, wreszcie pojawiły się konkrety. Ministerstwo Sportu i Turystyki opublikowało projekt założeń projektu Ustawy o Turystycznym Funduszu Gwarancyjnym, na który firmy z branży miałyby się zrzucać, żeby „w najbardziej efektywny i ekonomiczny sposób” poprawić bezpieczeństwo turystów.
7 000 nieudanych wakacji

Działający na terenie Polski organizatorzy turystyki i pośrednicy turystyczni w imię ustawy turystycznej są zobligowani posiadać finansowe zabezpieczenie na wypadek niewypłacalności. Zabezpieczeniem może być umowa gwarancji bankowej, ubezpieczeniowej (najczęściej wybierana), umowa ubezpieczenia na rzecz klientów lub rachunek powierniczy, na który przyjmuje się wpłaty klientów.
Zobacz także
Poziom zabezpieczenia finansowego uzależniony jest od:
- miejsca organizacji wycieczek (państwa pozaeuropejskie, państwa europejskie, sąsiedztwo czy terytorium RP),
- środka transportu, jakim poruszają się turyści (lotniczy czy inny),
- wysokości pobranych przedpłat,
- wyprzedzenia, z jakim pobrano przedpłatę.
Tak zbudowany mechanizm zabezpieczenia ma służyć dwóm podstawowym celom: pokryciu kosztów powrotu turystów do kraju - w razie gdyby nie było w stanie tego zapewnić samo biuro podróży, oraz zwróceniu pieniędzy tym, którzy za wycieczkę zapłacili, ale na niej nie byli lub musieli wrócić przed czasem. System gwarancji okazał się jednak nieskuteczny, co było widać jak na dłoni, kiedy firma bankrutowała. Zabezpieczonych na czarną godzinę pieniędzy nie wystarczało (gwarancja zbyt niska, bo działalność jeszcze młoda albo wyjątkowo dużo klientów utknęło za granicą), a turyści, którzy w trakcie ogłaszania upadłości przebywali akurat na wakacjach, pozbawieni nieopłaconego przez touroperatora hotelu czy lotu powrotnego, koczowali na lotniskach.

W 2012 r. zbankrutowało 15 biur podróży, fot. Thinkstock
Żeby opłacić ich powrót, konieczna była interwencja marszałka tego województwa, na terenie którego działała nieszczęsna firma. W efekcie za powrót z wakacji pechowych turystów płacili wszyscy podatnicy. Teraz ma się to zmienić.
Kto sprowadzi turystów do kraju?
– Należy eliminować administrację publiczną z pełnienia roli aktora działań operacyjnych i przenosić te działania na właściwe, przeznaczone i przystosowane do tego jednostki, wyposażone w odpowiednie narzędzia do ich efektywnej realizacji – czytamy w opublikowanym przez resort turystyki projekcie założeń projektu ustawy o funduszu zabezpieczającym interesy turystów. Oznacza to koniec angażowania publicznych środków w losy prywatnych osób, którym nie udały się wakacje.
Planowanych zmian jest więcej. Resort odważa się przyznać, że „brakuje dodatkowego filaru zabezpieczeń na wypadek, gdyby wysokość podstawowego zabezpieczenia nie pokrywała w 100% kosztów związanych ze sprowadzeniem klientów do kraju oraz zwrotem wpłat za niezrealizowane usługi”. Z tego względu ministerstwo turystyki proponuje m.in.:
- zmiany przepisów dotyczących wysokości minimalnych sum gwarancyjnych,
- powołanie dodatkowego, drugiego filaru systemu zabezpieczeń lub udoskonalenie podstawowego.
Ministerstwo twierdzi jednak, że samo udoskonalenie obowiązującego dziś mechanizmu gwarancji nie pomoże. „Nie jest możliwe przewidzenie, nawet w krótkim okresie, czy w danym roku w przypadku któregoś z przedsiębiorców ogłaszających niewypłacalność podstawowe zabezpieczenie finansowe (np. umowa gwarancji ubezpieczeniowej) wystarczy na ewentualny powrót klientów do kraju oraz na zwrot wpłat klientów”. Wobec tego, oprócz poprawy dzisiejszego systemu, konieczne jest zdaniem ministerstwa stworzenie dodatkowej rezerwy finansowej - tzw. drugiego filaru, który w praktyce byłby nowym, specjalnym Funduszem posiadającym osobowość prawną. Miałby się on zajmować m.in. sprowadzaniem do kraju turystów upadającego biura podróży.
Biura zrzucą się na Fundusz
Do Funduszu miałyby przystąpić biura podróży z wyłączeniem tych, które organizują wycieczki po kraju lub do państw sąsiedzkich – w ich przypadku ryzyko jest mniejsze. Organizatorzy wypoczynku na dłuższych trasach mieliby co kwartał zasilać Fundusz składką płatną od każdej wycieczki. Kwota zależałaby od rodzaju prowadzonej działalności, a jej wyjściowa wysokość prawdopodobnie wynosiłaby:
- 15 zł przy wycieczkach czarterowych,
- 10 zł przy wycieczkach innym niż lotniczy środkiem transportu.
Biorąc pod uwagę częstotliwość zagranicznych podróży Polaków i zakres korzystania z usług pośredników turystycznych (w 2012 r. w ten sposób zrealizowano prawie 1,5 mln podróży), ministerstwo szacuje, że rocznie do Funduszu wpłacano by 18,6 mln zł. Środki będą uruchamiane w sytuacjach alarmowych - kiedy zabraknie pieniędzy z tytułu podstawowego systemu zabezpieczeń, czyli na przykład wykupionych gwarancji ubezpieczeniowych.

Wysokość dodatkowej składki zależałaby od rodzaju oferowanych wycieczek, fot. Thinkstock
Czy powołanie Funduszu jest konieczne? To tylko
jedna z propozycji, alternatywna wobec innych pomysłów, jak choćby wspominane
od czasu do czasu wprowadzenie obowiązkowych
polis turystycznych dla klientów biur podróży. Ubezpieczeniowy przymus z
całą pewnością wywołałoby oburzenie turystów. Póki co forsuje się więc rozwiązanie
mniej kontrowersyjne i podkreśla przerzucenie ciężaru lepszego zabezpieczania
turystów na biura podróży.
Jednak fakt, że biura będą płatnikami nowej, dodatkowej
składki nie oznacza, że kosztów nie poniosą turyści. Wszak podwyżka
cen wycieczek wydaje się najbardziej prawdopodobnym źródłem choćby częściowego finansowania
składek do nowego funduszu. Koniec końców jednak za bezpieczeństwo turystów będą płacili sami zainteresowani, a nie podatnicy,
jak to było, gdy interweniował marszałek województwa.
Malwina Wrotniak, Bankier.pl
m.wrotniak@bankier.pl
Jak się mieszka w innych częściach świata? Tylko w Bankier.pl |
![]() |
| "Tam mieszkam" - zobacz najnowsze odcinki z tej serii! |






























































