Wejście w życie nowych regulacji wywołało wśród inwestorów spore poruszenie. Obok nowych kroków inwestycyjnych, najwięcej emocji wzbudził tzw. WUJ. Warszawska giełda w obu przypadkach zapewnia, że jedynie realizuje europejskie wytyczne.
Pierwsza sesja giełdowa w 2018 r. rozpoczęła się w nieco nerwowej atmosferze. Inwestorzy skarżyli się, że niektóre ich zlecenia nie są przyjmowane, w efekcie czego notowania niektórych mniejszych spółek nie ruszały przez kilkadziesiąt minut od rozpoczęcia handlu. Powodem tego zamieszania były nowe kroki notowań wprowadzone przez giełdę. Więcej na ich temat przeczytasz w artykule „Nowe kroki notowań na GPW”.
O ile kroki notowań to kwestia, która dotknie wszystkich inwestorów (choć niekoniecznie musi okazać się wielkim utrudnieniem, szczególnie, gdy domy maklerskie uporają się z drobnymi mankamentami swojego oprogramowania), o tyle kwestia zmian dotyczących zlecenia z warunkiem wielkości ujawnionej (WUJ) w teorii obejmie tylko część giełdowego (nie brak inwestorów z wieloletnim stażem, którzy nigdy takiego zlecenia nie złożyli). W tym drugim wypadku chodzi jednak o coś ważniejszego, a mianowicie o zasady i równość traktowania wszystkich graczy.
Zacznijmy od fundamentów. Zlecenie z warunkiem wielkości ujawnianej umożliwia kupno lub sprzedaż znaczącego pakietu akcji bez „pokazywania” tego rynkowi – w arkuszu zleceń widoczna jest jedynie część zlecenia, zaś reszta pojawia się sukcesywnie, po zrealizowaniu poprzednich części. W ten sposób inwestorzy mogą składać duże zlecenia bez obaw, że sam fakt pokazania się zlecenie w arkuszu wpłynie na zachowanie innych uczestników rynku.
Zgodnie z wprowadzonymi wczoraj regulacjami, wartość zlecenia z warunkiem WUJ w chwili złożenia na giełdę nie może być mniejsza niż 50 000 złotych. Jak tłumaczy giełda, zmiany wynikają wprost z regulacji forsowanych przez Komisję Europejską i niczego w tym zakresie nie da się zmienić (konkretnie chodzi o rozporządzenia delegowane Komisji 2017/587 oraz 2017/583).

- Z tych regulacji unijnych wynika, że minimalna wielkość zleceń z wielkością ujawnioną nie może być mniejsza niż 10 000 euro albo jej równowartość w walutach krajowych. W związku z tym dla instrumentów notowanych w euro będzie to właśnie 10 000 euro, natomiast w przypadku instrumentów notowanych w złotych będzie to 50 000 złotych – wyjaśnia Krzysztof Ajdukiewicz, dyrektor działu notowań GPW.
- Biorąc pod uwagę interes wszystkich uczestników rynku kapitałowego, GPW nie wprowadziła żadnych dodatkowych modyfikacji, niewynikających z konieczności dostosowania swoich regulacji do unijnych przepisów - dodaje Ajdukiewicz.
W praktyce oznacza to jednak, że znaczna większość polskich inwestorów indywidualnych zostanie pozbawiona możliwości składania tego typu zleceń. Powód? Jak wynika z ostatniego Ogólnopolskiego Badania Inwestorów, większość polskich inwestorów indywidualnych dysponuje zbyt małym portfelem akcji.
- Wyznaczenie progu 50 000 zł dla zleceń z wielkością ujawnioną (WUJ) dosyć skutecznie odbiera to narzędzie ogromnej większości inwestorów indywidualnych. Coś, co może mieć jakiekolwiek uzasadnienie - którego nie jestem jednak w stanie sobie wyobrazić - w przypadku rynków zagranicznych, w polskich warunkach rynkowych jest podstawianiem nogi inwestorom indywidualnym. Przeciętny portfel inwestora indywidualnego w Polsce to około 50 000 zł i ma on w portfelu około 6-8 akcji, co po prostych wyliczeniach pokazuje, że ma on zainwestowanie w różne spółki pojedyncze tysiące złotych. Nie ma więc mowy o zleceniach ponad 50 000 zł – komentuje Michał Masłowski, wiceprezes Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych.
Jedną z idei przyświecających wprowadzeniu regulacji z pakietu MiFID II było wyrównanie reguł gry dla różnych podmiotów obecnych na rynkach finansowych. W praktyce okazało się jednak, że większą wagę unijni regulatorzy przywiązują do ujednolicenia mechanizmów na giełdach w poszczególnych państwach członkowskich, bez zważania na poziom rozwoju rynku kapitałowego i zamożność inwestorów.
Owszem, ujednolicenie zasad może w przyszłości przełożyć się na powstanie paneuropejskiego rynku akcji (takie rozwiązanie znajduje licznych zwolenników), jednak pozostaje mieć nadzieję, że proces ten nie będzie odbywał się kosztem indywidualnych inwestorów z krajów wciąż będących na dorobku. W omawianym przypadku wystarczyłoby, aby zamiast sztywnej kwoty 10 000 euro przyjąć wzór, który oddawałby specyfikę danego rynku. Nie zapominajmy też o drugiej stronie czyli o spółkach - w Warszawie na niektórych spółkach obrót w kwocie 50 000 złotych to chleb powszedni, podczas gdy we Frankfurcie czy Paryżu takie kwoty spotykane są zapewne znacznie rzadziej.
Nawet jeżeli polski inwestor nigdy w życiu nie złoży zlecenia WUJ (a przed wprowadzeniem zmian i tak nie miał takiego zamiaru), to sama świadomość istnienia kolejnego progu, poniżej którego traktowanym jest się jak inwestor drugiej kategorii, z pewnością nie jest niczym dobrym.






























































