Unia Europejska wprowadza zasadę, że każdy młody człowiek do 25. roku życia ma mieć zagwarantowane zatrudnienie do 4 miesięcy po ukończeniu nauki. Na ten cel UE chce przeznaczyć 33 mld zł, z czego 2 mld zł dla Polski. Ma to być jeden z elementów walki z bezrobociem.
![]() | »Przedsiębiorcy wróżą odbicie. Nadchodzi prosperity? |
Unijni urzędnicy wprowadzili zasadę, że każdy młody chętny do podjęcia pracy ma tę pracę mieć. Nieważne, czy będzie to prawdziwa praca, czy etat stworzony tylko po to, by statystycznie zmniejszyć bezrobocie. W teorii rynek pracy opiera się na prostej zasadzie – pracodawca zatrudnia kogoś, gdy zysk z jego pracy przewyższa koszty związane z utrzymaniem takiego pracownika na stanowisku.
Do absurdów dochodzi, gdy zaczyna się angażować środki publiczne. Wówczas tworzy się miejsca pracy tylko po to, by otrzymać jak największe dotacje z urzędu. Pracownik nie musi nic tworzyć, nie musi nawet rzeczywiście pracować. Wystarczy, że jest. W ten sposób marnuje się nie tylko pieniądze publiczne. Olbrzymim kosztem alternatywnym jest zmarnowany czas i potencjał, który można by wykorzystać na tworzenie realnych dóbr i usług. Jednak teoria nie zawsze przystaje do praktyki. W rzeczywistości młody człowiek poszukujący pracy, który chce założyć rodzinę, woli korzystać z możliwości zatrudnienia nawet na sztucznym stanowisku pracy niż pozostawać bezrobotnym.
Młodzi bezrobotni
W Polsce mamy 4,6 mln ludzi w wieku do 24 lat. Z tego pracę posiada 1,1 mln osób, 415 tysięcy to bezrobotni, a pozostałe 3 mln to ludzie ekonomicznie nieaktywni - w większości uczniowie i studenci. Dzięki temu, że młodzi Polacy studiują, nie mogą być traktowani jako bezrobotni. Problem zaczyna się wtedy, gdy kończą szkoły. Wówczas wchodzą na rynek pracy i ze zdziwieniem zauważają, że wieloletnie bezrobocie jest bardzo realne, a płace nie spełniają ich oczekiwań.
![]() | » Wzrasta ryzyko utraty pracy |
Program gwarancji zatrudnienia ma pewną wadę, która jest niedostosowana do polskiego rynku pracy. Otóż z uwagi na dużą liczbę uczących się ludzi wielu absolwentów nie będzie mogło skorzystać z pomocy finansowej państwa i otrzymać możliwości zatrudnienia nawet na sztucznym etacie, ponieważ obowiązuje ograniczenie wiekowe pomocy tylko dla osób do 25. roku życia. Stąd propozycja resortu pracy, aby zmodyfikować unijny program tak, by obejmował również ludzi do 30. roku życia.
Bezrobocie nie bierze się znikąd
Główne przyczyny bezrobocia, czyli wysokie koszty podatkowe oraz biurokracja, są znane od lat. W pewnym sensie nawet programy walki z bezrobociem są elementem szkodzącym na rynku pracy, bo są finansowane z podatków pobieranych od wynagrodzeń.
Od kilku miesięcy odnotowujemy ożywienie i bezrobocie zaczęło spadać. W dużej mierze wynika to z wahań sezonowych i większej emigracji. Jeżeli poprawi się koniunktura w gospodarce, a wszystko na to wskazuje, to liczba zarejestrowanych bezrobotnych powinna się jeszcze obniżyć. Niestety, to wciąż za mało, aby mówić o pokonaniu problemu. Zwycięstwem nie będzie także stworzenie dziesiątków tysięcy sztucznych etatów, które będą finansowane z pracy coraz mniejszej liczby osób tworzących realne PKB. To prędzej czy później doprowadzi do pogłębienia kryzysu. Czy wtedy również zaproponuje się podwyższenie górnej granicy wieku, np. do 40 lat? Bo jeśli dalej walka z bezrobociem będzie polegać tylko na planowaniu rozdawnictwa, to taki scenariusz robi się coraz bardziej realny.
Łukasz PiechowiakBankier.pl





























































