Od 1 września bieżącego roku producenci małego sprzętu AGD zobligowani będą przez unijne dyrektywy do sprzedaży odkurzaczy o mocy nie większej niż 900 W. Zyskać ma środowisko, ale także i konsumenci.
Już kilka lat temu, kiedy Unia rozprawiła się z żarówkami szklanymi o mocy powyżej 75 W, zapowiedziała walkę z odkurzaczami o większej mocy. W 2014 roku poczyniono w tej sprawie pierwsze kroki i obniżono ją do 1600 W, zaznaczając jednocześnie, że będzie ona jeszcze zmniejszona, jako datę podając wrzesień 2017 r., by dać producentom czas na dostosowanie się do nowych wytycznych. Czyli żeby cieszyć się mocniejszym sprzętem – należy pospieszyć się z zakupami.
Oczywiście produkty, które pojawiły się na rynku przed tą datą, nie zostaną z niego wycofane, klienci będą mieli zatem kilka dodatkowych tygodni, by zaopatrzyć się w mocniejsze odkurzacze. Sytuacja sprzed 3 lat pokazała producentom, że nie powinni się obawiać. Im bliżej terminu wycofania, tym zainteresowanie sprzętem jest większe i zdecydowanie nie stracą oni na produkcji – mogą wręcz zyskać jeszcze więcej, gdyż zgodnie ze starą zasadą: im większy popyt, tym ceny idą w górę. A ludzie, mając świadomość szybko kończącego się towaru – nie będą oszczędzać.
Unię interesuje środowisko, klienta – jakość sprzątania
Z jednej strony jesteśmy zapewniani o tym, że zmniejszenie mocy odkurzaczy pomoże w ochronie środowiska, a jakość sprzątania pozostanie na tym samym poziomie, z drugiej jednak słychać sceptyczne głosy.
Unia zapewnia, że nowy sprzęt będzie pochłaniał mniej prądu (szacuje, że jego wprowadzenie pozwoli zaoszczędzić 19 terawatogodzin energii rocznie do 2020 r., dodając, że jest to wartość, która pozwala zasilić londyńskie metro na 20 lat) i jednocześnie zbierał więcej kurzu niż dotychczas. Konsumenci patrzą na to z przymrużeniem oka, producenci zapewniają jednak, że tak będzie. Stawiają m.in. na wprowadzenie innowacyjnych silników i szczelny system przepływu powietrza i podkreślają, że moc wcale nie idzie w parze z wydajnością, emisja CO2 zmniejszy się w kraju o 6 mln ton właśnie dzięki przejściu na efektywność, a w naszych portfelach rocznie zostanie dodatkowe 25 zł.

Jednak, jak ocenia dyrektor marketingu Euro RTV AGD Tomasz Siedlecki w rozmowie z portalem se.pl, skuteczność sprzętu zdecydowanie będzie niższa. - Słabsza moc silnika oznacza słabsze ssanie, co musi wpłynąć na efektywność sprzątania – mówi. Dodaje jednak, że „z drugiej strony producenci na pewno będą pracować nad nowymi rozwiązaniami takimi, aby efektywność tego sprzętu o niższej mocy była jak najlepsza. Tylko że to dalsza perspektywa.”
Co z tym czystszym środowiskiem? I naszym portfelem
Czy z związku ze słowami Tomasza Siedleckiego dbanie o ekologię tak naprawdę się uda? Jeśli nowym – słabszym – odkurzaczem będziemy musieli wykonać więcej ruchów, by dokładnie posprzątać to, co kiedyś zbierane było jednym „przejechaniem”, sprzęt tym samym dłużej będzie podpięty do gniazdka, zużywając więcej energii niż dotychczas.
Poza tym, wiadomo nie od dziś, rzeczy nowe, ulepszone technologicznie, kosztują odpowiednio więcej, a żeby dostosować odkurzacze o mniejszej mocy do większej efektywności i uzupełnić je o wspominane już wyżej innowacje – będą potrzebne odpowiednio zwiększone nakłady finansowe. A kto najprawdopodobniej za to zapłaci? My, z naszych portfeli, przy sklepowej kasie.
Oczywiście nie możemy być do końca niczego pewni, dopóki unijne dyrektywy nie wejdą w życie, a na rynku nie pojawią się słabsze odkurzacze. Dopiero wtedy będzie można przekonać się, która ze stron miała rację i ocenić, czy jesteśmy zadowoleni z jakości nowego sprzętu. Należy zaznaczyć, że prawo to będzie obowiązywać jedynie na terenie krajów unijnych, więc – w razie czego – w produkty o większej mocy zaopatrzyć będzie można się poza granicami Wspólnoty.
DU





























































