Obawiam się, że uwolnienie zawodów tak naprawdę ograniczy się do skrócenia ścieżki, która i tak jest bardzo długa. To niewiele zmieni, jeżeli do zostania sędzią trzeba będzie uczyć się np. dodatkowe 5, a nie 10 lat po studiach.
Trzeba po prostu zlikwidować ograniczenia i jednocześnie zakazać ich wprowadzania. Wystarczyłaby zwykła rejestracja działalności w odpowiednim spisie, a następnie monitorowanie zadowolenia klientów. Niestety Polska jest niechlubnym liderem w ograniczaniu dostępu do różnych zawodów – od notariusza począwszy na taksówkarzu i grzybiarzu kończąc.
Ograniczanie dostępu do zawodu znane jest od początku państwowości. Rzadko kiedy ograniczenia nakładane są w wyniku nacisku niezadowolonego społeczeństwa. Zwykle jest to inspirowane przez przedstawicieli danych zawodów, którzy dawni członkowie cechów, wywierają naciski na rządzących by ci chronili społeczeństwo przed szarlatanami i pseudo ekspertami.
W Polsce najwięcej mówi się o ograniczaniu dostępu do zawodu adwokata, notariusza i komornika. Najgorsze jest to, że już nie wystarczy skończyć studiów, by podjąć pracę w wybranym zawodzie. Konieczne jest zdawanie dodatkowych egzaminów, aplikacje, staże, itp. Ile państwo traci na darmowym kształceniu np. prawników, którzy nie mogą pracować w zawodzie, nawet jeżeli rzeczywiście są „kiepscy” nie mają nawet prawa do doradzania w prostych sprawach.
Uwolnienie dostępu do zawodów może mieć tylko pozytywny wpływ na ceny usług, ich jakość oraz rynek pracy. Ceny spadną, bo będzie większy wybór. Jakość wzrośnie, bo to rynek będzie weryfikował, który usługodawca jest najlepszy, a nie jego urzędowe certyfikaty. Do tego można spodziewać się spadku bezrobocia.
Cała rozmowa z ministrem sprowadziła się do tematu sądów. O tym, że należy zwiększyć nakłady na sądownictwo, organizacje pozarządowe zwracały uwagę przy okazji publikacji liczby spraw, które w 2011 roku wpłynęły do e-sądu. Minister wyraźnie odwołał się do zasady subsydiarności w wykonywaniu urzędowych obowiązków. Do tego zaznaczył, że należy zwiększyć liczbę sędziów w najbardziej obłożonych sprawami placówkach.
Stąd chce ściągnąć mniej zajętych pracą sędziów z mniejszych miejscowości. W zamian proponuje ok. 1000 zł dodatkowej pensji. W zasadzie już na wstępie pomysł ten wydaje się nietrafiony. Liczbę sędziów najłatwiej zwiększyć ułatwiając absolwentom studiów prawniczych dostępu do tego zawodu.
Tekst jest komentarzem do artykułu Resort sprawiedliwości ułatwi dostęp do ok. 200 zawodów






























































