Uzbrojony mężczyzna zastrzelił w nocy z soboty na niedzielę 50 osób w klubie w Orlando. Po kilku godzinach sprawca, który wziął zakładników, został zastrzelony przez funkcjonariusza specjalnej jednostki policji SWAT.
[Aktualizacja - 13.06.16, godz. 06:40] Państwo Islamskie wzięło na siebie odpowiedzialność za atak w Orlando.
"Zbrojny atak na klub dla homoseksualistów w Orlando, w amerykańskim stanie Floryda, w którym ponad 100 osób poniosło śmierć lub zostało rannych, został przeprowadzony przez bojownika Państwa Islamskiego" - głosi krótki komunikat agencji, działającej na terenach zajętych przez IS.
Według amerykańskich telewizji NBC i CNN tuż przed dokonaniem masakry w nocy z soboty na niedzielę złożył on deklarację wierności Państwu Islamskiemu, dzwoniąc pod alarmowy numer 911; miał on też być znany FBI ze swoich "islamistycznych sympatii". Sprawca został zastrzelony przez policję.
Senator z Florydy Bill Nelson zastrzegł w niedzielę, że oświadczenie Państwa Islamskiemu o odpowiedzialności dżihadystów za strzelaninę nie zostało jeszcze potwierdzone. "Kiedy zdobędziemy więcej szczegółów, będziemy musieli zobaczyć, jakie są te powiązania" - powiedział.

Przeczytaj także
Burmistrz miasta Orlando na Florydzie, Buddy Dyer, poinformował w niedzielę, że w strzelaninie w klubie nocnym dla gejów zginęło 50 osób, a 53 zostały ranne. Napastnik został zidentyfikowany przez media jako Omar Mateen, obywatel USA pochodzenia afgańskiego.
Wcześniej informowano o ok. 20 ofiarach śmiertelnych i ok. 40 rannych. Według źródeł szpitalnych niektórzy ranni są w stanie krytycznym. Sprawca został zastrzelony przez policję.
Omar Mateen,29, from Port Saint Lucie, FL, was the shooter in the #Orlando night club.
— Julian Röpcke (@JulianRoepcke) 12 czerwca 2016
Possible Islamist background. pic.twitter.com/oaSLBomXQn
Burmistrz Orlando oświadczył, że to najbardziej krwawy incydent z użyciem broni palnej w historii USA, przewyższający liczbą ofiar masakrę na politechnice w Wirginii w 2007 roku; zginęło wówczas ok. 30 osób.
W związku ze skalą tragedii burmistrz wprowadził w mieście stan wyjątkowy i zwrócił się do gubernatora Florydy, by uczynił to samo w całym stanie.
Wielu rannych w szpitalach jest w stanie krytycznym. "Obawiam się, że bilans ofiar śmiertelnych wzrośnie" - powiedział agencji Associated Press chirurg Mike Cheatham. Wśród rannych jest policjant, który ma rany postrzałowe twarzy.
Jak poinformowano, wszczęto śledztwo w sprawie terroryzmu.
FBI poinformowała w niedzielę, że trwa ustalanie, czy strzelaninę w klubie nocnym w Orlando na Florydzie należy zakwalifikować jako przestępstwo nienawiści czy akt terroru. Według władz zginęło 50 osób i jest to najbardziej krwawy bilans strzelanin w USA.
Władze są pewne, że nie ma już innego zagrożenia - zapewniła FBI.
Sprawca został przez amerykańskie stacje telewizyjne zidentyfikowany jako Omar Seddique Mateen, obywatel amerykański pochodzenia afgańskiego, urodzony w 1986 roku. Mężczyzna mieszkał na Florydzie, w oddalonym o ok. 200 km od Orlando Port Saint Lucie. Nie był dotychczas notowany.
Napastnik był uzbrojony w karabin automatyczny i broń krótką. Wstępne ustalenia wskazują, że działał sam. Policja zabezpieczyła samochód podejrzanego, zaparkowany przed klubem.
Crisis negotiation unit showing up at the #pulse nightclub hostage situation in #Orlando pic.twitter.com/MKjMtdPQpS
— Nic Hornstein (@nichornstein) 12 czerwca 2016
Według cytowanego przez agencję Reutera wysokiego rangą przedstawiciela FBI Mateen mógł sympatyzować z Państwem Islamskim (IS), jednak wymaga to dalszego śledztwa. Na zbliżonym do IS koncie na Twitterze ukazało się zdjęcie, na którym, jak twierdzą autorzy, znajduje się Mateen.
"Mężczyzna, który przeprowadził atak w klubie nocnym na Florydzie, zabijając 50 ludzi i wielu raniąc" - głosi podpis do zdjęcia.
Media zastrzegają, że nie można zweryfikować, czy na zdjęciu faktycznie jest Mateen. Nie ma oficjalnego oświadczenia Państwa Islamskiego w tej sprawie.
FBI poinformowała, że w dalszym ciągu trwa ustalanie, czy zbrodnię należy uznać za przestępstwo nienawiści przeciwko homoseksualistom czy akt terroru. Jak zapewniono, w Orlando i okolicach nie ma już żadnego zagrożenia.
Ojciec sprawcy, Mir Seddique, oświadczył w telewizji NBC, że zbrodnia "nie ma nic wspólnego z religią"; w imieniu swojej rodziny złożył przeprosiny. Wyjaśnił, że syn kilka razy wpadł we wściekłość, gdy mężczyźni obejmowali się na oczach jego żony i syna.
Władze pozwoliły miejscowemu imamowi wystąpić na konferencji prasowej. Zaapelował on o spokój i wezwał ludność i media, by nie wyciągać pochopnych wniosków na temat motywu sprawcy.
Biały Dom oświadczył, że prezydent Barack Obama został poinformowany o strzelaninie i zażądał od władz federalnych "zapewnienia wszelkiej niezbędnej pomocy".
Do incydentu doszło w klubie dla gejów o nazwie Pulse na Florydzie, tuż przed zamknięciem. W chwili ataku w środku znajdowało się ok. 300 osób.
Rzecznik FBI poinformował, że mordercza strzelanina jest rozpatrywana jako akt terroru. Władze badają, czy sprawca był "samotnym wilkiem" czy też miał wspólników. Według Miny sprawca był uzbrojony w karabin automatyczny, strzelbę i "podejrzane urządzenia". Wcześniej lokalne media informowały, że napastnik mógł mieć przy sobie bombę.
Szef policji oświadczył, że kontrolowana eksplozja, którą przeprowadzono przed klubem, miała na celu oderwanie uwagi napastnika.
Z relacji Miny wynika, że sprawca najpierw oddał strzały do ochroniarza pracującego w klubie, a następnie wszedł do środka i wziął zakładników. Po ok. trzech godzinach do budynku przedostali się funkcjonariusze specjalnej jednostki policji SWAT. Napastnik zginął w wymianie ognia z jednym z funkcjonariuszy.
#Orlando nightclub shooting classified as domestic terrorism incident, sheriff says https://t.co/9JrwsvQcly pic.twitter.com/UTQMSacZSr
— Haaretz.com (@haaretzcom) 12 czerwca 2016
Świadkowie twierdzą, że wewnątrz klubu w chwili strzelaniny mogło być ponad sto osób.
"Ok. godz. 2 (godz. 8 czasu polskiego) ktoś zaczął strzelać. Ludzie padli na ziemię" - opowiadał telewizji Sky News jeden z klientów Pulse, Ricardo Negron. "Przypuszczam, że napastnik strzelał w powietrze. (...) Nastąpiła krótka przerwa, niektórzy z nas mogli wstać i wybiec tylnym wyjściem" - relacjonował. Świadek twierdzi, że następnie przez niecałą minutę słyszał odgłosy strzałów.
Blood donations needed after mass shooting at #Pulse https://t.co/QfAEkL17Cs pic.twitter.com/AwI1oNAdsr
— Orlando Sentinel (@orlandosentinel) 12 czerwca 2016
Inny świadek Jon Alamo słyszał ok. 50 strzałów. Udało mu się wydostać z budynku dzięki bramkarzowi, który wpuścił klientów na zaplecze, zazwyczaj dostępne tylko dla pracowników.
Ok. godz. 2 lokalnego czasu na Facebooku klubu zamieszczono wpis, w którym wezwano wszystkich do jak najszybszego opuszczenia budynku. "Wszyscy wyjdźcie i biegnijcie!" - napisano.
Była to już druga strzelanina w Orlando w ostatnich dniach. W piątek późnym wieczorem 22-letnia amerykańska wokalistka Christina Grimmie, znana m.in. z występów w popularnym programie telewizyjnym "The Voice", została zastrzelona, gdy rozdawała autografy po koncercie.
Chwilę później jej zabójca, 27-letni mężczyzna, popełnił samobójstwo. Motywy jego działania wciąż nie są znane. Grimmie zmarła w szpitalu na skutek odniesionych obrażeń.
Do tej tragedii doszło w sali The Plaza Live, oddalonej o niecałe 5 km od klubu Pulse. Przedstawiciele władz twierdzą jednak, że nic nie świadczy o tym, jakoby te dwa incydenty były powiązane.(PAP)
jhp/ bos/






























































