REKLAMA
Mistrz inwestowania! Rywalizacja w Wakacjach na Giełdzie

Tygodniowy komentarz Rynku Walutowego i Pieniężnego

Jacek Maliszewski2001-03-19 12:03
publikacja
2001-03-19 12:03

Tygodniowy komentarz Rynku Walutowego i Pieniężnego


RYNEK WALUTOWY

Jesteśmy o krok od zmiany trendu na naszym rynku walutowym. Do pełnego wyklarowania sytuacji brakuje jeszcze tylko wzrostu kursu dolara ponad poziom 4,17 złotego (najlepiej na zamknięcie dnia). Na razie trend spadkowy został załamany, co dokładniej widać na wykresie z danymi tygodniowymi. Gorzej wygląda sytuacja w przypadku drugiego ważnego dla naszej waluty kursu, jakim jest kurs euro. Tutaj ani w przypadku danych dziennych ani tygodniowych nie pojawił się sygnał zapowiadający zmianę trendu. Jeśliby spojrzeć na wykres kursu koszyka walut złożonego po połowie (jest to mój własny umowny koszyk, stworzony na własne potrzeby; nie należy tego mylić z koszykiem walut, który kiedyś - do kwietnia 2000 roku - obowiązywał) z dolara i euro, to zauważymy podobny sygnał zakończenia trendu umacniania się złotówki, jaki powstał na wykresie kursu dolara. Co ciekawe kurs koszyka spadł prawie dokładnie do poziomu wynikającego z wysokości formacji podwójnego szczytu, czyli do 3,81 złotego. Czyżby miało to oznaczać koniec aprecjacji złotego? Tak sądzę. Teraz przydałby się okres stabilizacji na obecnym poziomie, by po dynamicznym przełamaniu 3,97 złotego, kurs złotówki wszedł w trend spadkowy (trend rosnący koszyka). Zanim napiszę kilka słów spoza analizy technicznej, proponuje jeszcze spojrzeć na wykresy kursu dolara względem euro oraz jena japońskiego. Zacznijmy od rynku EUR/USD. W dalszym ciągu trwa na tym rynku korekta wcześniej zapoczątkowanego trendu rosnącego (początek w listopadzie 2000). Dopóki kurs euro nie spadnie poniżej poziomu 0,8850 (w piątek był już bardzo blisko), to cały obecny spadek od poziomu 0,9650 do chwili obecnej należy traktować właśnie jako korekta. Poziom 0,8850 jest o tyle istotny, iż spadek poniżej niego zanegowałby tworzącą się na wykresie tygodniowym odwróconą formacje głowy i ramion. Zgodnie z analiza techniczną, powstanie takiej formacji zapowiada zmianę trendu głównego. A trendem głównym jest do tej pory dwuletni trend spadkowy kursu euro. Aby w pełni uzyska potwierdzenie zakończenia tego trendu, musi dojść do wyjścia kursu euro w górę ponad poziom 0,9650 dolara. Czy to jest realne? Poczekamy zobaczymy. Na koniec proszę spojrzeć na wykres kursu dolara względem jena. Kurs japońskiej waluty systematycznie traci na wartości. Zbliżamy się do bardzo ważnego poziomu 125 jenów za dolara. Przebicie tego poziomu, to otwarta droga na 140 jenów.

Tyle jeśli chodzi o prostą analizę techniczną (prostą - gdyż uwzględnia tylko linie trendu).

Teraz kilka słów na temat przyczyn obecnego stanu rzeczy na rynkach walutowych. O tym, że za umocnieniem naszej waluty stały tylko i wyłącznie wysokie realne stopy procentowe, powiedziano już sporo. O tym, że kapitał spekulacyjny napływający do polski w celu zakupu papierów skarbowych, powiedziano już też dość sporo. O tym, że w każdej chwili kapitał ten może spakować manatki i uciec za granicę, tak jak zrobił to niedawno w Turcji mówi się już mniej. Najmniej mówi się jednak o tym, że ostatnie osłabienie złotego oraz kolejne (którego jestem zresztą pewny) będzie wynikiem kalkulacji ryzyka (czytaj: strachu) oraz potencjalnego zysku (czytaj: chciwości). W czwartek strach padł na zachowanie inwestorów operujących na naszym rynku walutowym po informacji o szybko rosnącym deficycie budżetowym. Nawet nadspodziewanie niska inflacja w relacji 12 miesięcy (luty2001-luty2000) nie była w stanie zahamować wzmożonej wymiany złotówek na dolary i euro. Teraz zapewne przez kilka dni (głownie za sprawą najbliższego przetargu na dziesięcioletnie obligacje o stałej stopie procentowej - o czym w dalszej części komentarza) kurs złotego ma szansę nieznacznie się umocnić odreagowując kilkudniową przecenę. Jeśli jednak wyniki środowego przetargu na obligacje będą tak słabe jak to miało miejsce podczas ostatniego przetargu na obligacje i na bony skarbowe, to ucieczka ze złotego powinna stać się faktem.

O walucie japońskiej nie będę za wiele się wypowiadać. Każdy widzi, jaki dramat przeżywa ten kraj. Praktycznie nie widać żadnych sygnałów zapowiadających ożywienie w tym kraju. A bez tego nie ma szansy na napływ kapitału. Nawet działania Banku Centralnego zmierzające do kolejnej obniżki stóp procentowych nie mogą wpłynąć na poprawę opłacalności inwestycji w walucie japońskiej. Dlaczego? Cóż za różnica, czy roczne oprocentowanie kredytu lub lokaty wynosi 0,3% w skali roku, czy 0,2%?

Ciekawie za to wygląda sprawa na rynku EUR/USD. Pojawiają się wypowiedzi analityków zagranicznych, iż obecny spadek (z 0,965 do 0,8900) kursu euro wynika z odległych w czasie lepszych perspektyw dla gospodarki USA. To prawda, że obniżka podatków zapowiedziana prze nowego prezydenta Stanów Zjednoczonych może przynieść ożywienie gospodarcze w tym kraju. Sadzę jednak, iż ożywienie to ma szansę pojawić się dopiero za kilkanaście miesięcy. Według mnie, po pęknięciu bańki spekulacyjnej na rynkach akcji (głównie na Nasdaq), czeka nas samo nakręcająca się spirala recesji. Osoby, które straciły w wyniku dekoniunktury na rynku akcji, zdecydują się mniej przeznaczyć na konsumpcje (przykładowo, gdyby mój kapitał odłożony zmalał o połowę, odłożyłbym wycieczkę na Florydę lub Hawaje do następnego roku). Taki spadek popytu wewnętrznego jeszcze bardziej osłabi wyniki finansowe przedsiębiorstw działających na rynku wewnętrznym. Jedynym ratunkiem wydaje się być wobec tego eksport. Jednak informacje płynące od takich firm jak Intel wskazują, że spadek aktywności gospodarczej jest zauważalny na całym prawie świecie. Stąd też spadek obrotów tej firmy nie tylko w kraju ale także na rynkach zagranicznych. Nie oszukujmy się. Ożywienie w USA tak szybko nie nadejdzie. Patrzenia na dwa lata naprzód w chwili obecnej jest mało sensowne. O sile walut zadecyduje wobec tego realne oprocentowanie lokat oraz papierów dłużnych. A to powoli przekręca się na korzyść strefy eurolandu.

Podsumowując, dopóki kurs euro nie spadnie poniżej 0,8850 dolara, cały obecny spadek wartości euro należy traktować jako korektę wzrostowego trendu zapoczątkowanego w listopadzie 2000 roku.

RYNEK PIENIĘŻNY

Nietypowo zacznę od rynku amerykańskich papierów skarbowych. Najważniejszym odnośnikiem pokazującym stan rynku jest rentowność obligacji 30 letnich. Spójrzmy może na wykres w ujęciu tygodniowym. Od początku 200 roku trwa hossa na rynku obligacji. Spadająca rentowność oznacza bowiem wzrost cen obligacji na rynku wtórnym. Co ciekawe spadek rentowności obligacji w styczniu 2000 roku wyprzedził o 2 miesiące załamanie na rynku Nasdaq. Widzimy wyraźnie, gdzie od ponad roku płynie kapitał. Piotr Kuczyński wskazał, iż z funduszy akcyjnych odpłynęło niedawno 7 miliardów dolarów. Te pieniądze płyną właśnie na rynek papierów dłużnych. Na razie rentowność obligacji 30 letnich jest na poziomie powyżej 5%. Spadek poniżej tego poziomu spowoduje rozdzielenie strumienia przepływu kapitału na dwa nurty: w dalszym ciągu na rynek amerykańskich papierów skarbowych oraz na rynek papierów skarbowych nominowanych w euro. Chwila taka nadchodzi szybkimi krokami. Jeśli spojrzymy na wykres przedstawiający różnicę w oprocentowaniu krótkoterminowych (do jednego roku) lokat na rynku międzybankowym dla euro oraz dolara, to zauważymy, że różnica ta wynosi około 0,1 pkt procentowego. Z dnia na dzień linia pokazana na wykresie. zbliża się do poziomu ZERO. W codziennych komentarzach opisywałam wielokrotnie, z czym należy się liczyć po zrealizowaniu się scenariusza spadku stóp procentowych w USA poniżej poziomu stóp w strefie euro. Przypomnę tylko najważniejszą tezę: „Grozi przepływ na masową skalę kapitału z USA do Europy”. Patrząc na wykresy dzienne indeksów LIBOR USD 1M oraz EURIBOR 1M, można zauważyć, że na rynku lokat dolarowych tendencja cały czas jest spadkowa (spadek oprocentowania), podczas gdy na rynku lokat w euro trwa stabilizacja na poziomie 4,80-4,85%. Jeszcze parę dni i nawet te najkrótsze lokaty jednomiesięczne znajdą się na jednakowym poziomie w obu strefach walutowych. Zresztą takie same konkluzje wynikają z obserwacji kształtu krzywej FORWARD dla obydwu walut, które prezentuje co dzień w komentarzach. Rynek amerykański oczekuje silnej obniżki stóp (być może nawet o 75 pkt bazowych w dniu 20 marca), a rynek europejski oczekuje utrzymania stóp na obecnym poziomie w europie. Właśnie dzień 20 marca może stać się przełomowym dniem. Warto wstrzymać oddech na te kilka dni. We wtorek i środę (we wtorek rynek może poddać się emocjom, w środę zaczną się ruchy kapitałem po nocnych przemyśleniach) może dojść do wyjaśnienia, które to określi trend na rynku pieniężnym i walutowym oraz rynku akcji na wiele miesięcy. Obniżka stóp o 50 pkt byłaby dobra dla dolara, ale za słaba dla rynku akcji. Obniżka o 75 pkt byłaby zbawienna (na krótka metę jednak) dla rynku akcji, ale pogrążyłaby dolara i zachęciłaby kapitał ulokowany na rynku amerykańskich papierów skarbowych do zrealizowania rocznych zysków (hossa na rynku obligacji od stycznia 2000 roku) i przepłynięcia do wyżej rentownych papierów europejskich. I tak źle i tak niedobrze. Trudny orzech do zgryzienia ma teraz FED :(.

Na zakończenie spójrzmy na nasz rynek. Ja już wspomniałem w części dotyczącej rynku walutowego w środę odbędzie się przetarg na obligacje dziesięcioletnie o stałej stopie procentowej. Termin zapłaty za przydzielone obligacje przypada na 24 marca (sobota). Wyniki tego przetargu zadecydują o ruchu cen na rynku wtórnym na najbliższych kilkanaście dni, czyli do kolejnego przetargu w dniu 4 kwietnia (harmonogram przetargów możesz obejrzeć tutaj).

W poniedziałek odbędzie się kolejny przetarg na boby skarbowe (w każdy poniedziałek). Jak na razie od 3 tygodni trwa stabilizacja rentowności bonów 52 tygodniowych oraz powolny wzrost rentowności bonów 13 tygodniowych. Rentowność tych ostatnich niedługo będzie miała duże znaczenie dla wyznaczenia kolejnego kuponu odsetkowego dla obligacji trzyletnich o zmiennym oprocentowaniu. Podstawa ustalenia tego kuponu będzie bowiem średnia ze średnich rentowności przetargowych bonów 13 tygodniowych z czterech kolejnych przetargów począwszy od przetargu z dnia 2 kwietnia. Gdyby obecna tendencja wzrostu rentowności na przetargach dla bonów 13 tygodniowych się utrzymała przez cały kwiecień, to należy oczekiwać wzrostu kuponu odsetkowego dla obligacji TZ o 0,3-0,5 punktu procentowego w skali roku (różne serie obligacji mają różne oprocentowanie; najwyżej oprocentowane są obligacje o terminie wykupu nie dalszym niż maj 2002 roku). Polecam gorąco wobec tego obligacje tego typu. Warto kupić moim zdaniem obligacje o symbolach TZ0202 (wykup w lutym 2002 roku) oraz TZ0502 (wykup w maju 2002 roku).

I na koniec kilka słów o rynku lokat międzybankowych. Ostatnie informacje z GUS na temat inflacji miały mniejsze znaczenie, niż informacje o wykonaniu deficytu budżetowego po dwóch miesiącach. Gdyby takie tempo wpływów i wydatków budżetowych utrzymało się przez kolejnych kilka miesięcy, to już w czerwcu budżet państwa uległby rozsypce. To dość niebezpieczne zjawisko. Być może spowoduje to wstrzymanie się przez Radę Polityki Pieniężnej z podjęciem decyzji o obniżeniu stóp procentowych. Tak chyba myśli większość uczestników rynku, czego dowodem jest zawahanie i nieznaczny wzrost oprocentowania lokat na tym rynku. Czarne chmury zbierają się nad naszym rynkiem. Na szczęście w okresie kwiecień maj ministerstwo finansów nie musi wykapować dużych ilości wcześniej wyemitowanych bonów skarbowych (a obecnie wygasających). Można wobec tego zwiększyć finansowanie deficytu emisją bonów bez potrzeby zwiększania ich podaży. Jednak już miesiące letnie upłyną pod presją wzmożonych potrzeb zarówno na finansowanie bieżącego deficytu, jak i na wykup wcześniej wyemitowanych bonów. prawdziwy dramat jednak dopiero za kilka lat, gdy trzeba będzie co miesiąc wykapować obligacje wraz z odsetkami na kwotę kilku miliardów złotych miesięcznie. Akurat w tym samym czasie gwałtownie rosną raty naszej spłaty zadłużenie zagranicznego. Czy do tego czasu Polska osiągnie tak silny wzrost gospodarczy, by być w stanie regulować płatności wynikające z długu publicznego? Być może wypowiedzi Leszka Millera na temat renegocjacji warunków spłaty zadłużenia nie są tak pozbawione sensu...Oby nie...

Jacek Maliszewski

Źródło:
Tematy

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane: Waluty

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki