Od początku roku notowania srebra poszły w górę o ponad 20%. We wtorek biały metal drożeje o blisko 3%, osiągając najwyższe ceny od czerwca 2015 roku. Czy to koniec 5-letniej bessy?


Nieprzychylni nazywają srebro „złotem dla biedaków”, bo ze względu na niższą cenę jednostkową biały metal czasem bywa traktowany jako substytut złota dla ludzi, którzy nie dysponują kwotą rzędu 5.000 złotych potrzebnych na zakup złotego Krugerranda. A na srebrną bulionówkę za 80 złotych pozwolić sobie może prawie każdy.
Nie podzielam tego poglądu, lecz jednak coś w tym jest, że kurs srebra z reguły podążą śladami swojego żółtego brata, reagując z pewnym opóźnieniem, ale za to z większą dynamiką. Notowania obu metali w grudniu wyznaczyły wieloletnie minima w ujęciu dolarowym. Oba zaliczyły bardzo udany styczeń i początek lutego, ale kwietniowemu rajdowi srebra towarzyszy stagnacja kursu złota.
We wtorek o 13:50 za uncję srebra w ramach kontraktów terminowych płacono 16,70 USD. Przed południem ceny sięgnęły nawet 16,76 USD/oz., osiągając najwyższy poziom od maja 2015 roku. Tylko od początku kwietnia srebro zdrożało o 10,5%, od początku roku zyskując 20,4%, a od grudniowego dna ponad 22%. Tymczasem notowania złota, które od początku roku wzrosły o 17,3%, od miesiąca stoją w miejscu.
Tak mocno drożejące srebro to rzecz niewidziana od kilku lat. Biały metal pozostawał w wieloletniej bessie, odkąd pod koniec kwietnia 2011 roku w atmosferze manii spekulacyjnej osiągnął niemal 50 USD/oz. Od tego czasu inwestycje w srebro dostarczały głównie rozczarowań, pozostawiając za sobą rzesze „długoterminowych inwestorów”.

O ile złoto pozostaje metalem monetarnym (jest jedyną „twardą walutą” w świecie masowo „drukowanego” pieniądza), to srebro utraciło ten status ponad sto lat temu. Od kilku dekad srebro pozostaje przede wszystkim metalem przemysłowym i jego ceny są silnie uzależnione od koniunktury gospodarczej.
„Jeden powód to osłabienie dolara. Drugo to silny popyt na srebro w Szanghaju” – twierdzi Ronald Leug, szef maklerów z Lee Cheong Gold Dealers cytowany przez agencję Reuters. Niektórzy analitycy mówią też o aktywacji dużej liczby zleceń typu stop-loss złożonych przez posiadaczy krótkich pozycji na wysokości 16,30 USD/oz – czyli lokalnych maksimów z kwietnia i października.
Póki co ze względu na ostatnie osłabienie dolara zaczątki srebrnej hossy nie są widoczne dla inwestorów z Polski. We wtorek uncja srebra (bez vatu i marży dilerskiej) kosztowała ok. 63,40 zł. Od trzech lat notowania białego metalu poruszają się w granicach 50-70 zł za uncję.




























































