Do górników protestujących pod ziemią w czechowickiej kopalni Silesia zjechali prezydenccy ministrowie - poinformował we wtorek rano rzecznik protestujących Kazimierz Grajcarek. Według wcześniejszych informacji Kancelarii Prezydenta, do Silesii mieli udać się Karol Rabenda i Mateusz Kotecki.


W poniedziałek o godzinie 6. wyjazdu na powierzchnię odmówiła część górników Przedsiębiorstwa Górniczego Silesia, która kończyła czwartą zmianę. Zdaniem związkowców, było to wtedy 30-40 osób. Akcja nie ma charakteru strajku; wydobycie jest kontynuowane. Protestujący domagają się przede wszystkim objęcia ich firmy instrumentami osłonowymi, jakie zapewnia znowelizowana ustawa górnicza.
Jak przekazał we wtorek na porannym briefingu Grajcarek, w tym czasie pod ziemię do protestujących pod szybem górników zjechali ministrowie Kancelarii Prezydenta RP. Gdy wyjadą na powierzchnię, mają spotkać się z dziennikarzami. Jeszcze jeden briefing, związków zawodowych, planowany jest na popołudnie, po zakończeniu o godz. 14. pierwszej zmiany.
- Wtedy będziemy wiedzieć, ilu tam ludzi zostało, co z tymi ludźmi się dzieje. Jako związki mamy problem, bo ludzie chcą protestować, a my idziemy do nich i prosimy, żeby nie protestowali, ew. żeby robiło to tylko część ludzi, bo chcemy, żeby kopalnia fedrowała - wyjaśniał Grajcarek, podkreślając spontaniczny charakter protestu.
Rzecznik protestujących podał, że po nocy pod szybem przebywało szesnastu pracowników, a kolejnych pięciu protestowało na powierzchni, w zakładzie przeróbczym. Zaznaczył, że związki dostarczają im jedzenie i potrzebne rzeczy. Protestujący mają też opiekę lekarską, zapewnianą przez pracodawcę.
Nowelizacja ustawy górniczej
Związkowcy w poniedziałek zaprosili na kopalnię prezydenta RP Karola Nawrockiego, co ma związek z podpisaniem przez niego 15 grudnia znowelizowanej ustawy górniczej.

Nowelizacja, która wejdzie w życie 1 stycznia 2026 r., określa m.in. instrumenty osłonowe dla pracowników firm likwidujących kopalnie. To urlopy górnicze i urlopy dla części innych pracowników (z 80 proc. wynagrodzenia obliczanego jak za urlop wypoczynkowy, bez obowiązku wykonywania pracy) oraz jednorazowe odprawy w kwocie 170 tys. zł zwolnionych z podatku PIT.
Osłony te obejmą pracowników Polskiej Grupy Górniczej, Południowego Koncernu Węglowego, Węglokoksu Kraj, Jastrzębskiej Spółki Węglowej i w przyszłości Bogdanki. Nie dotyczy to Silesii.
Minister w Kancelarii Prezydenta Karol Rabenda – informując 15 grudnia na portalu X o podpisaniu nowelizacji przez Karola Nawrockiego – podał, że po rozmowach ze stroną społeczną prezydent zdecydował, że „wystąpi z inicjatywą zmiany tej ustawy, by objęła wszystkich górników”. „Nie można doprowadzić do sytuacji, gdzie pracownicy jednej branży będą różnie traktowani w Polsce” – podkreślił.
Rabenda: Rząd powinien zareagować ws. Silesii
- Jeśli strona rządowa dalej będzie milczała, dalej unikała tematu, pan prezydent będzie składał tę poprawkę. Bo dzisiaj mamy sytuację, że górnicy w spółkach Skarbu Państwa są objęci ochroną, a górnicy z prywatnych kopalni nie są nią objęci. Poza tym, że to jest niesprawiedliwe, to wprowadza chaos i zamieszanie, a sytuacja w kopalni Silesia nie jest najlepsza - dodał Rabenda.
Zwrócił uwagę, że „siostrzana” ustawa, która dotyczy energetyków i górników węgla brunatnego zawiera osłony dla pracowników również sektora prywatnego. Podkreślił, że została ona przyjęta przez parlament, nie została przez nikogo podważona, a także uzyskała zgodę Unii Europejskiej. - Jeśli są więc jakieś formalne problemy, to ministerstwo jest od tego, żeby je przełamywać, a nie używać jako wymówkę - ocenił Rabenda.
Dopytywany przez dziennikarzy o perspektywę zwolnień załogi Silesii, minister odpowiedział, że chodzi o podmiot prywatny, na który Kancelaria Prezydenta nie ma wpływu. Przekazał jednocześnie, że „wydaje się, że zarząd będzie chciał coś zrobić, żeby kopalnia funkcjonowała”. Zapewnił o staraniach, aby „wesprzeć zwłaszcza pracowników, bo na nich najbardziej panu prezydentowi zależy”.
Kotecki zrelacjonował, że ministrowie odwiedzili ok. 20 górników, prowadzących akcję protestacyjną 500 m pod ziemią. Zapewnił, że ministrowie będą pilnowali postulatu protestujących, który zakłada, że po zakończeniu protestu wobec jego uczestników nie zostaną wyciągnięte konsekwencje.
Szef Solidarności w Silesii Grzegorz Babij poinformował, że strona związkowa spotkała się we wtorek w Katowicach z wiceministrem energii Marianem Zmarzłym, który m.in. poprosił o przekazanie apelu do uczestników protestu o jego przerwanie.
- Ja to zrobiłem. Zapytałem dzisiaj kolegów na dole, czy wyjadą, bo taki jest apel pana ministra. Powiedzieli, że nie ma takiej możliwości do czasu, dopóki nie będą mieć gwarancji na piśmie, że ta ustawa ich obejmie - powiedział związkowiec. Zaapelował przy tym do ministra energii Miłosza Motyki o pisemne złożenie takiej gwarancji.
Czego oczekują protestujący
Protestujący żądają również wypłaty zadeklarowanego przez właściciela kopalni, którym jest Grupa Bumech, świadczenia z okazji Barbórki. Chcą deklaracji na piśmie, że wobec uczestników akcji nie zostaną wyciągnięte konsekwencje.
Liderzy działających na kopalni związków – Solidarności, Kadry i Związku Zawodowego Górników – już w poniedziałek akcentowali, że protest jest inicjatywą oddolną, spowodowaną złym traktowaniem pracowników przez rządzących. Jak mówili, górnicy z Silesii nie zostali objęci osłonami z ustawy górniczej. Znaczenie miały też zapowiedziane przez właściciela zwolnienia i groźba likwidacji kopalni.
Minister energii Miłosz Motyka, odnosząc się w poniedziałek do protestu we wpisie na platformie X, wyraził zrozumienie dla niepokoju załogi i zapewnił, że analizowane są możliwe działania.
„W takich przedsiębiorstwach decyzja o wsparciu musi mieć oparcie o obowiązujące przepisy – tu konkretnie o ustawę Prawo Restrukturyzacyjne. Spółka jest obecnie w postępowaniu sanacyjnym, a prawo nie pozwala w takiej sytuacji na udzielanie pomocy publicznej firmom z sektora górnictwa. To blokada formalna, nie decyzja rządu” - wyjaśnił Motyka.
„Złożono już wniosek o umorzenie postępowania sanacyjnego, a po jego rozpatrzeniu możemy przejść do kolejnych kroków. Państwo musi odpowiedzialnie zarządzać pomocą publiczną, w szczególności jeśli oznacza pomoc podmiotom prywatnym. Jednak ta odpowiedzialność nie oznacza obojętności – dlatego pracujemy nad rozwiązaniami, które mogą pomóc pracownikom PG Silesia” – podkreślił szef ME
Związki z Silesii: pismo ministra energii "strzałem w twarz" górnikom
>Szef kopalnianej Solidarności Grzegorz Babij odczytał pismo, skierowane do protestujących przez ministra energii Miłosza Motykę.
Zgodnie z odczytanym przez Babija tekstem minister poprosił pracowników PG Silesia o zawieszenie akcji protestacyjnej na okres świąteczny noworoczny i powrót do rozmów po 6 stycznia 2026 r. Zapewnił, że w ME trwają intensywne prace nad znalezieniem rozwiązań legislacyjnych, obejmujących możliwość wsparcia pracowników firmy.
„Sytuacja PG Silesia wymaga w szczególności zweryfikowania możliwości udzielania pomocy, mając na uwadze obowiązujące przepisy prawa krajowego oraz procedur notyfikacji pomocy publicznej. Zapewniam, że kwestie społeczne, w tym sytuacje osób zatrudnionych w zakładach górniczych oraz firm okołogórniczych pozostają w szczególności w moim zainteresowaniu” - miał napisać minister.
- To jest strzał w twarz górnikowi z PG Silesia - skomentował Babij. - Nie może być sytuacji, kiedy od kilku miesięcy trwa analiza. Już została ustawa podpisana, a oni dalej analizują. Ja się pytam, jak długo? Ja mam zjechać i ten świstek pokazać ludziom na dole? Czy on się dobrze czuje, ten facet? - wołał związkowiec.
- Albo, panie Motyka, masz pan jaja i przyjedziesz na tę kopalnię, albo po pana zajedziemy do Warszawy, jak będzie trzeba. Bo na takie coś sobie górnik z PG Silesia nie zasłużył, żeby było jasne. I do wszystkich rządzących też się zwracam o opamiętanie - dodał Babij.
Wyraził obawę, że takie przesłanie ministra może poskutkować rozszerzeniem się protestu. Przekonywał, że sytuacja jest trudna też dla związków. Według niego ludzie nie chcą opuszczać pracy; także we wtorek pracownicy pierwszej zmiany mieli deklarować, że nie wyjadą po niej spod ziemi. - Oby te decyzje tego człowieka nie doprowadziły do nieszczęść - przestrzegł szef Solidarności w Silesii.
Związkowcy uważają, że umorzenie postępowania sanacyjnego oznacza upadek kopalni.
Protestujący pod ziemią w poniedziałek domagali się przyjazdu ministra energii Miłosza Motyki. Grajcarek przekazał we wtorek rano, że przedstawiciele związków spotkali się ws. protestu z wiceministrem energii Marianem Zmarzłym.
Przedsiębiorstwo Górnicze Silesia w Czechowicach-Dziedzicach jest największą prywatną kopalnią węgla w Polsce. Jej udział w polskim rynku w 2022 roku wynosił około 3 proc. w produkcji węgla energetycznego i 2,3 proc. w produkcji węgla kamiennego łącznie.
Pod koniec listopada br. zarządca masy sanacyjnej Silesii zawiadomił tamtejsze związki o zamiarze zwolnień grupowych. Dotyczyłyby one ponad 750 pracujących w Silesii osób.
Grupa Bumech, właściciel spółki PG Silesia eksploatującej kopalnię, podała 8 grudnia br., że złożyła zarządcy masy sanacyjnej PG Silesia ofertę dzierżawy kopalni Silesia. Bumech zadeklarował też przejęcie wybranych pracowników w trybie art. 23(1) Kodeksu pracy. W tej sytuacji zarządca masy sanacyjnej przesunął ew. zwolnienia na styczeń. (PAP)
mtb/ szf/ mrr/































































