Holding Berkshire Hathaway, którego akcjonariuszem i prezesem jest Warren Buffett, od dłuższego czasu inwestuje w mobilne domy. Wyjaśniamy, dlaczego taka działalność wzbudza kontrowersje w USA.


Warren Buffett to osoba, której raczej nie trzeba szerzej przedstawiać czytelnikom Bankier.pl. Podobna sytuacja dotyczy również holdingu inwestycyjnego Berkshire Hathaway, który pod względem kapitalizacji zajmuje aktualnie dziesiąte miejsce na świecie. Wspomniana spółka posiada udziały w bardzo wielu przedsiębiorstwach z różnych branż (między innymi ubezpieczeniowej, transportowej, energetycznej, handlowej, budowlanej i nieruchomościowej).
Jeden rodzaj działalności, w którą inwestuje holding Berkshire Hathaway, już od pewnego czasu wzbudza szczególne zainteresowanie amerykańskich mediów. Mowa o sprzedaży tak zwanych mobilnych domów oraz ich kredytowaniu. Warto bliżej przyjrzeć się temu tematowi, który jest związany z ważnym zjawiskiem społecznym. Mowa o trudnych warunkach mieszkaniowych niezamożnych osób w USA.
Około 17 mln Amerykanów żyje w mobilnym domu
Usługi dotyczące mieszkalnictwa są postrzegane w specyficzny sposób. Właśnie dlatego każda próba oferowania ubogim osobom znacznie gorszych (substandardowych) warunków wzbudza kontrowersje. Dotyczy to również Stanów Zjednoczonych, gdzie mniej więcej co dwudziesta osoba żyje w mobilnym domu. Tym zbiorczym pojęciem bywają określane nie tylko przyczepy kempingowe. Warto również pamiętać o domach kontenerowych oraz tanich domach prefabrykowanych.
Spółki kontrolowane przez Berkshire Hathaway działają w branży domów kontenerowych oraz tanich domów prefabrykowanych. Niektóre domy kontenerowe zachowały jeszcze możliwość dość łatwego przewozu, podczas gdy tanie domy prefabrykowane cechują się szybkim czasem budowy wynoszącym kilka dni. Nowe modele domów mobilnych wyglądają o wiele lepiej i są bardziej wygodne niż te sprzed 30-40 lat. Nie zmienia to jednak faktu, że w USA nadal postrzega się je jako substandard mieszkaniowy. Innym problemem pozostaje energochłonność części wspomnianych domów oraz ich niższy poziom bezpieczeństwa, który daje znać o sobie np. podczas tornad.

Mieszkańcy domów mobilnych z USA niekoniecznie są osobami najbiedniejszymi. W tej grupie liczącej około 17 milionów osób znajdziemy również emerytów, nauczycieli albo pracowników umysłowych niższego szczebla, którzy ze względu na posiadanie jakiejkolwiek zdolności kredytowej postanowili znaleźć kompromisowe rozwiązanie między najmem i drogim tradycyjnym domem. Niemniej jednak zamieszkanie w osiedlach domów mobilnych (tzw. trailer parks) jest dość stygmatyzujące i stanowi raczej przykrą konieczność, a nie wybór. Chodzi przede zwłaszcza o te osiedla, gdzie domy są już stare i zaniedbane.
Oskarżenia mediów dotyczą nieuczciwego pożyczania
Skoro już wiemy, na czym polega specyfika mobilnych domów w USA, warto teraz wyjaśnić, dlaczego działalność spółek kontrolowanych przez Berkshire Hathaway (m.in. Clayton Homes) wzbudza kontrowersje. Wspomniane firmy razem z mobilnymi domami oferują cały pakiet usług (np. wyposażeniowych, ubezpieczeniowych oraz kredytowych) świadczonych przez inne przedsiębiorstwa należące do holdingu Berkshire Hathaway. To właśnie kredyty na mobilne domy wzbudzają szczególne kontrowersje w Stanach Zjednoczonych. Wątpliwości odnośnie działalności kredytowej spółek powiązanych z Berkshire Hathaway były na tyle duże, że polityki kredytodawców publicznie bronił sam Warren Buffett.
Oskarżenia związane z wysokim oprocentowaniem kredytów na mobilne domy (sięgającym nawet 15 proc. w 2013 r.) można częściowo odeprzeć argumentami dotyczącymi większego ryzyka kredytowego. Sytuacja wygląda inaczej w przypadku oskarżeń o nieetyczną sprzedaż wspomnianych kredytów przez doradców. Ze specyfiką mobilnych domów jest związana jeszcze jedna kwestia, o której boleśnie przekonali się kredytobiorcy. Mianowicie takie domy szybko tracą na wartości, co utrudnia refinansowanie kredytu. Amerykańskie media przytaczają przykłady osób, które kupiły używany mobilny dom, płacąc 60-70 tysięcy dolarów, a pięć lat później mogły go sprzedać np. za mniej więcej 50-60 proc. początkowej ceny (mimo braku spadkowego trendu na całym rynku domów).
Mobilne lokum może być około dwa, trzy razy tańsze
Doniesienia z USA sugerują, że wizja drogiego kredytu i szybkiej utraty wartości lokum nadal nie odstrasza osób, którym marzą się tanie cztery kąty. W minionym roku za przeciętny, nowy dom mobilny z USA trzeba było zapłacić około 90 tysięcy dolarów. Ta cena nie uwzględnia kosztu małej działki, która jest własna lub dzierżawiona od właściciela trailer parku. Typowy właściciel mobilnego domu z dochodem na poziomie 50-60 proc. krajowej średniej nie ma jednak dużego wyboru, bo przeciętna cena tradycyjnego amerykańskiego domu w 2020 r. zbliżyła się już do rekordowych 350 tysięcy dolarów.
Andrzej Prajsnar





























































