Roman Mańka: Mijają cztery lata kadencji obecnego rządu. Jakie działania w zakresie finansów publicznych i gospodarki wskazałby Pan, za najbardziej doniosłe?
Adam Szejnfeld: Uważam, że w obecnej dekadzie jest to rząd, który zrobił najwięcej dla uporządkowania finansów. Pomijam tu wcześniejsze rządy, w których uczestniczył prof. Leszek Balcerowicz, bo to jest fenomen reformatorski pierwszej dekady.
To my wreszcie wdrażamy reformę finansów publicznych, ale całościowo i kompleksowo. Wspomnę chociażby to, co się teraz dzieje, a więc o konsolidacji finansów publicznych. To my także wymyśliliśmy i wprowadzamy takie rozwiązania, jak reguła wydatkowa. Reguła ma na celu stabilizację wydatków, a także obniżanie deficytu. W tym obszarze jesteśmy nowatorscy w skali Europy i już inne kraje biorą z nas przykład.
To my też jesteśmy rządem, który nie tylko mówi o budżecie zadaniowym, ale go po prostu z roku na rok wdraża. Fachowcy wiedzą, że budżet zadaniowy nie jest czymś, co można wprowadzić od razu, stanowi on bowiem szeroki pakiet przedsięwzięć. Jego poszczególne elementy należy wprowadzać więc etapami i robimy to.
Kolejnym przykładem jest wieloletnie planowanie finansów publicznych. Jest to coś, o czym wszyscy mówili przez całe lata, ale nikt nie wprowadził. My to robimy już od tego roku. Tak newralgiczna sprawa, jak deficyt finansów publicznych ulegnie dzięki temu poważnej redukcji. Chcemy, aby w 2012 r. wyniósł 37 mld zł, w 2013 r. - 30 mld zł., a w 2014 r. - 27 mld.
Również w poprzednich latach pierwszym problemem, którym się zajmowaliśmy było zmniejszanie deficytu budżetowego, pomimo że cały otaczający nas świat pogłębiał rozmiary zadłużenia, a opozycja w Polsce także domagała się jego zwiększenia. Dzisiaj krytykuje się nas za dług publiczny, ale wczoraj ci sami ludzie domagali się zwiększenia wydatków państwa i zaciągania nowych zobowiązań.
Także to my wreszcie wprowadziliśmy reformę systemu emerytalnego. Dziś mówi się tylko o OFE, a przecież obszar ten stanowi zaledwie część reformy całego systemu. Jesteśmy więc pierwszym rządem od dziesięciu lat, który powiedział dość, jeżeli chodzi o emerytury pomostowe. Zrobiliśmy to w obliczu strajków i demonstracji.
Jako pierwsi zainicjowaliśmy - choć może faktycznie w ograniczonym zakresie - reformę KRUS-u. Pomimo sprzeciwu naszego koalicyjnego partnera, który jest oponentem zmian w tym obszarze. Najbogatsi rolnicy zostali w ramach KRUS-u objęci innymi zasadami.
Inną dziedziną jest gospodarka. W tej sferze chciałbym zwrócić uwagę na działania na rzecz bezpieczeństwa energetycznego Polski. Nigdy nie zrobiono w tej dziedzinie więcej niż za czasów tego rządu. I to niezależnie, czy weźmiemy pod uwagę energetykę konwencjonalną opartą na węglu, energetykę odnawialną, energetykę jądrową, czy też podsektor paliw płynnych - ropę i gaz. Dotyczy to działań w zakresie mocy wytwórczych, przesyłu i magazynowania.
Największą jednak sferą zmian stała się przedsiębiorczość. Wprowadziliśmy w zakresie podejmowania a szczególnie prowadzenia działalności gospodarczej. W ostatnich trzech latach tylko w dziedzinie przedsiębiorczości wprowadziliśmy np. ponad 30 udogodnień dla biznesu. Zderegulowaliśmy prawo, np. zamieniając obowiązek przedstawiania licznych zaświadczeń na zwykłe oświadczenia, radykalnie ograniczyliśmy zakres kontroli fiskusa w firmach, wprowadziliśmy do prawa domniemanie uczciwości podatnika, dorozumianą zgodę administracji, możliwość zawieszenia działalności gospodarczej oraz odpowiedzialność urzędniczą.
Zmieniliśmy też przepisy ustawy o rachunkowości, by łatwiej i taniej małe firmy realizowały swoje obowiązki wobec fiskusa, ustanowiliśmy partnerstwo publiczno-prawne i upadłość konsumencką, obniżyliśmy do minimum wymagany kapitał założycielski spółek kapitałowych, zlikwidowaliśmy też „areszty wydobywcze”.
R.M.: Ale jednej z fundamentalnych, sztandarowych obietnic, którą Platforma Obywatelska prezentowała w kampanii wyborczej, nie udało się zrealizować. Nie wprowadzono podatku liniowego. Dlaczego to funkcjonujące w wielu krajach rozwiązanie nie zostało implementowane w Polsce?
A.S.: Gdybym chciał zacytować klasyka, to musiałbym powiedzieć, że to jest oczywista oczywistość. Nie znam nikogo w PO, kto był zwolennikiem podatku liniowego, a odszedł od tej idei.
R.M.: Czyli jest to postulat nadal w programie PO obecny?
A.S.: Oczywiście! Dla wielu z nas to nie tylko marzenie, ideał, ale materialna wartość. Trzeba jednak pamiętać, iż marzenia, a przede wszystkim twarde plany, można realizować tylko w sprzyjających okolicznościach. Do tej pory takich nie było. Mam tu na myśli nie tylko miniony kryzys, ale też stanowisko świętej pamięci prezydenta. Tenże przecież oficjalnie zapowiadał, iż ustawy o podatku liniowym nie podpisze. Również wszystkie partie w Sejmie poza PO, są temu przeciwne. Jak więc można winić nas za brak możliwości wprowadzenia tego systemu, skoro wszyscy byli i są przeciwni.
R.M.: Okręgów jednomandatowych nie wprowadziliście, Senatu też nie zlikwidowaliście.
A.S.: Okręgi jednomandatowe wprowadziliśmy i do Senatu, i do gmin. Tyle na razie udało nam się wywalczyć i u koalicjanta, i u opozycji. Natomiast, by zlikwidować Senat, trzeba zmienić konstytucję. I znów mamy wszystkich przeciwko sobie. Konkluzja z tego oto taka, że wyborcy w jeszcze większej masie muszą nas poprzeć, byśmy mogli rządzić samodzielnie.
R.M.: Zakładając hipotetycznie, że Platforma Obywatelska wygra najbliższe wybory parlamentarne i utrzyma się przy władzy - czy można liczyć, że wprowadzicie podatek liniowy w następnej kadencji?
A.S.: Wszystko zależeć będzie od tego, jak będzie rozwijać się gospodarka. Ja dam inny przykład, bardziej realny niż sprawa podatku liniowego, mianowicie wejście do strefy wspólnej waluty.
R.M.: Właśnie. Euro miało być w 2012 r., później mówiło się o kolejnych datach, ale to jednak chyba nadal daleka perspektywa?
A.S.: Gdyby nie światowy kryzys, to wprowadzilibyśmy Polskę do strefy euro. Jednak nie sam cel jest najważniejszy. Najważniejsze jest dochodzenie do niego! Spełnienie kryteriów z Maastricht pozwoli uzyskać niesamowicie korzystne efekty dla państwa, finansów publicznych oraz przedsiębiorców. I to jest najważniejsze! Na razie musimy zmniejszyć deficyt budżetowy. Robimy to.
R.M.: Pan mówi o ograniczeniu deficytu budżetowego, o ograniczeniu długu publicznego, a jednocześnie prof. Leszek Balcerowicz wywiesił zegar, który każdego dnia pokazuje, jak ten dług błyskawicznie wzrasta… A wielu ekonomistów mówi wprost, że rozmiary długu publicznego dramatycznie się powiększyły za kadencji obecnego rządu. Jaka jest odpowiedź PO na tego typu argumenty?
A.S.: Przede wszystkim bardzo się cieszę, że prof. Balcerowicz ten zegar wywiesił. Uważam, że on nie jest skierowany do nas, czyli do rządu i większości parlamentarnej, tylko do obywateli i do opozycji. Chodzi o to, by wreszcie opozycja, która nieustannie wychodzi z populistycznymi hasłami - dajmy na to, dajmy na tamto - i nigdy nie mówi skąd wziąć środki na finansowanie tych żądań, mogła się w tym „liczniku Balcerowicza” przejrzeć, jak w lustrze.
R.M.: Czy to znaczy, że rząd nie ulega populistycznym żądaniom opozycji?
A.S.: Zrobiliśmy podliczenia - bardzo uczciwe, bez naciągania, łatwo weryfikowalne - efektu finansowego dla budżetu państwa, realizacji planów i deklaracji zapisanych w programie PiS-u. I okazało się, że gdyby propozycje tego ugrupowania były realizowane, to łączny deficyt budżetowy w Polsce byłby dzisiaj wyższy o 150 mld zł.
Ja nie znam żadnego elementu programu w wydaniu PiS-u, bądź SLD, który działałby na rzecz oszczędności, racjonalizacji wydatków, zwiększenia efektywności finansów publicznych. Wręcz przeciwnie. Programy tych ugrupowań są przepełnione deklaracjami i obietnicami. Gdyby doszło do ich realizacji, to drastycznie pogłębiłyby dzisiejsze trudności państwa.
Rząd Donalda Tuska wprowadza natomiast mechanizmy, które mają zredukować dług publiczny z pozycji 7,9 proc. do ok. 3 procent. To jest nasza odpowiedź na „licznik Balcerowicza”. Zrealizujemy to mimo, że mamy świadomość, iż jest to zadanie bardzo trudne.
R.M.: Rozmawiałem z wieloma ekonomistami z różnych stron: i takimi, którzy są zagorzałymi zwolennikami Platformy Obywatelskiej i takimi, którzy są krytykami. Oni obawiają się o przyszłość Polski. Mówili o zagrożeniach demograficznych, strukturalnych, energetycznych. Ale jednocześnie każdy z nich komplementował dokument ministra Michała Boniego „Polska 2030”, twierdząc, że to powinna być strategia rozwoju naszego kraju. Jaka jest przyszłość Polski?
A.S.: Jestem przekonany, że jeżeli na polskiej scenie politycznej nie zajdą znaczące zmiany, a na świecie nie wydarzy się nowy kryzys, czy nowa tragedia jak w Japonii, to nasza przyszłość będzie rysowała się w dobrych barwach. „Polska 2030” jest natomiast bardzo dobrym dokumentem, ale nie posiada według mnie statusu prawnego strategii rządowej, dlatego też nie ma formalnej możliwości, aby był on podstawowym dokumentem Rady Ministrów.
Natomiast, kiedy myślę o przyszłości, nie myślę w kontekście tego dokumentu. Patrzę raczej z niepokojem na to, co się dzieje w świecie, jeżeli chodzi o skutki dla polskiej gospodarki.
R.M.: Ta globalna gospodarka staje się coraz mniej przewidywalna?
A.S.: Unijny wzrost PKB planowany jest na poziomie 1,7 proc. i nie jest pewny. Poziom zaufania obywateli jest bardziej chwiejny niż u nas. Natomiast ze szczególnym zainteresowaniem należy obserwować sytuację w krajach, które mają znaczenie dla całej europejskiej gospodarki, poprzez swoją pokryzysową sytuację. Mam tu na myśli takie państwa, na przykład jak Hiszpania, Włochy, Grecja, Portugalia, Irlandia, itd. Widzimy po nich, że sytuacja w Europie nie jest jeszcze stabilna.
Podobnie na świecie. Na przykład Azja - mamy spadek wzrostu gospodarczego w Chinach oraz w wielu innych krajach azjatyckich, a także ostatnie kłopoty Japonii spowodowane trzęsieniem ziemi. Inny przykład to zamieszki w krajach arabskich i wpływ tych wydarzeń na ceny ropy naftowej. W Polsce jest dobrze, wszystkie czynniki pokazują, że powinno być jeszcze lepiej, ale nie można ich izolować od sytuacji europejskiej oraz światowej.
Zobacz też:
» Szejnfeld: Bardzo lubię Janusza Palikota
» Adam Szejnfeld: Przedsiębiorcom wolność i zaufanie
» Mizerne efekty pracy komisji "Przyjazne Państwo"
» Szejnfeld: Bardzo lubię Janusza Palikota
» Adam Szejnfeld: Przedsiębiorcom wolność i zaufanie
» Mizerne efekty pracy komisji "Przyjazne Państwo"































































