Rezultaty szczytu Donalda Trumpa z Xi Jinpingiem w Pekinie są złą wiadomością dla Tajwanu, bo prezydent USA przedkłada interesy biznesowe nad bezpieczeństwo i prawa człowieka - powiedział PAP chiński dysydent i politolog dr Jianli Yang. Ocenił, że szczyt był symbolicznym uznaniem przez USA równego statusu Chin.


Yang - uczestnik protestów na placu Tiananmen w 1989 r., który za swoją działalność spędził pięć lat w chińskim więzieniu, a obecnie kieruje waszyngtońską organizacją Citizen Power Initiatives for China - ocenił, że zakończony w piątek szczyt Xi-Trump w Pekinie może zapoczątkować spokojny i stabilny okres relacji między mocarstwami. Jak jednak dodał, stanie się tak kosztem akomodacji interesów Chin i poświęcenia kwestii bezpieczeństwa, czy praw człowieka.
Yang ocenił, że choć kwestia Tajwanu wyglądała na wielki temat szczytu, w rzeczywistości była najmniej prawdopodobnym obszarem konkretnych ustaleń.
Jego zdaniem nie doszło do zasadniczej zmiany amerykańskiej polityki strategicznej dwuznaczności ani zobowiązania do zapewnienia Tajwanowi zdolności do samoobrony. Przyznał jednak, że zaszła jedna istotna zmiana, bo Trump wyraźnie może wahać się w kwestii sprzedaży broni na wyspę.
- To zdecydowanie nie jest dobra wiadomość dla Tajwanu - stwierdził Yang, komentując wypowiedzi Trumpa z pokładu Air Force One. Prezydent sugerował w nich, że może wstrzymać dostawy uzbrojenia i przyznał, że omawiał tę kwestię szczegółowo z Xi. Trump powiedział też dziennikarzom, że gwarancje prezydenta Ronalda Reagana z 1982 r. wobec Tajwanu o tym, że kwestia sprzedaży broni nie będzie konsultowana z Chinami, to „bardzo dawne czasy”, a „ostatnią rzeczą, jakiej teraz potrzebujemy, jest wojna oddalona o 9500 mil”.
Zdaniem politologa, najważniejszym sygnałem szczytu jest to, że Trump traktuje Xi Jinpinga i Chiny jako równorzędnego partnera, mówiąc o obu mocarstwach jako „G2”, wielka dwójka.

- Patrząc z perspektywy historycznej, to spotkanie oznacza początek ery, w której Chiny są traktowane jako równy partner USA - dodał, zastrzegając, że uznanie to jest „bardziej znaczące dla Chińczyków niż dla Amerykanów”.
Yang zwrócił uwagę, że Xi Jinping miał bezpośrednio odwołać się do tzw. pułapki Tukidydesa - koncepcji opisującej ryzyko konfliktu między mocarstwem dominującym a rosnącym pretendentem (w czasach antycznej Grecji chodziło o dominujące Ateny i wschodzącą Spartę).
- Myślę, że ta idea jest obecna w jego myśleniu od dawna - powiedział Yang. Według niego Xi wierzy, że USA i Chiny mogą uniknąć historycznego scenariusza konfrontacji, budując „nowy typ relacji między wielkimi mocarstwami”. „Czy uda się tego uniknąć? Osobiście uważam, że jest za wcześnie, by to oceniać - stwierdził Yang. Jak zauważył, nie wiadomo, czy politykę Trumpa będą kontynuować jego następcy.
Yang ocenił, że Trump postrzega relacje z Chinami przede wszystkim przez pryzmat handlu. - Biznes to dla Trumpa sprawa numer jeden i to właśnie uzyskał na tym szczycie - powiedział, wymieniając kontynuację rozejmu taryfowego, chińskie zobowiązanie do zakupu amerykańskich towarów - w tym samolotów Boeinga, soi i wołowiny - oraz zgodę USA na złagodzenie kontroli eksportu chipów.
Zdaniem Yanga ostatnie dołączenie szefa Nvidii Jensena Huanga do prezydenckiej delegacji jasno pokazuje priorytety Trumpa. - Chodziło o wywarcie presji na Chiny, by otworzyły rynek na chipy Nvidii H200, jednocześnie oferując złagodzenie restrykcji - ocenił. Zauważył, że sprawa jest paradoksalna, bo jeszcze niedawno władze USA chciały objąć eksport chipów Nvidii do Chin restrykcjami - m.in. by zachować prymat w dziedzinie AI - lecz teraz Pekin nie chce pozwolić własnym przedsiębiorstwom na ich import.
- Na tym przykładzie widać, że Trump nie przejmuje się obawami o bezpieczeństwo narodowe - powiedział Yang.
Dysydent, który sam spędził lata w chińskim więzieniu, wyraził przekonanie, że kwestia praw człowieka i więźniów politycznych została potraktowana marginalnie. - Nie wierzyłem, że Trumpa to obchodzi. Jeśli wspomniał o Jimmym Laiu, to raczej dla formalności, a Xi nawet nie musiał na to odpowiadać - powiedział Yang, nawiązując do uwięzionego w Hongkongu prodemokratycznego wydawcy.
Według Yanga Pekin zobowiązał się jedynie do pomocy w otwarciu cieśniny Ormuz - co leży w interesie samych Chin jako głównego importera irańskiej ropy - i nic więcej.
- Pekin nie chce angażować się w negocjacje z Iranem szerzej - ocenił.
Yang określił brak poważnej dyskusji o Ukrainie jako „wielką lukę” szczytu. Jego zdaniem Xi Jinpingowi zależy na utrzymaniu status quo w tej wojnie, ponieważ służy to chińskim interesom. - Trump chce zakończyć wojnę, ale nie zależy mu na tym tak bardzo, jak ludzie sądzą - dodał.
Yang zarysował wizję kształtującego się porządku międzynarodowego, w którym Trump, Xi Jinping i Putin dzielą wspólne przekonanie: że wszyscy powinni utrzymywać dobre i stabilne relacje; żeby świat był stabilny pod ich kontrolą.
Z Waszyngtonu Oskar Górzyński (PAP)
osk/ mal/



























































