Po informacjach o zakupach akcji 11 bit studios przez fundację rodzinną związaną z członkiem zarządu spółki jej kurs rósł o kilkanaście procent. Nabycie pakietu akcji za kilkaset tysięcy złotych miało miejsce na przecenie w okolicy kilkuletniego minimum. Czy udało się złapać dołek?


Kurs 11 bit studios zyskiwał w środowe przedpołudnie ponad 13 proc. i był notowany nawet na poziomie 173 zł. Dzień wcześniej, we wtorek, cena spadła do 149,20 zł i był najniżej od stycznia 2017 r. W okolicy tych poziomów na zakupy zdecydował się członek zarządu 11 bit studios Grzegorz Miechowski, a raczej Fundacja Rodzinna Miechowskich, która formalnie nabyła akcje. Jeden z pakietów udało się kupić po 149,80 zł. W sumie za 2000 akcji, po średniej cenie 150,52 zł, zapłacił na rynku ponad 301 tys. zł.
Zakup insidera i jednocześnie największego akcjonariusza spółki, który przed wtorkowymi zakupami posiadał 168 413 akcji stanowiących 6,97 proc. udziału w akcjonariacie, to pierwsza pozytywna informacja dla pozostałych akcjonariuszy, którzy od kilku miesięcy cierpią katusze, spoglądając na kurs 11 bit studios. Jeszcze we wrześniu za akcje spółki płacono nawet 646 zł, a w czerwcu ponad 700.
Fatalna passa dla inwestujących w 11 bit studios rozpoczęła się wraz z premierą pierwszej dużej gry w ramach zaplanowanego cyklu wydawniczego. Więcej na temat pisaliśmy w artykułach „Inwestowanie pod premiery gry to ciężki kawałek chleba” oraz „Ewakuacja z akcji 11 bit. Katastrofa na kursie”. Potem przyszło przesunięcie premiery tytułu „The Alters”, zmniejszenie zaangażowania w akcjonariat funduszy oraz wspomniane ostrzeżenie przed sporym odpisem z uwagi na ryzyko zamknięcia jednego z projektów, nad którym pracowało studio.
Ryzyko to zmaterializowało się we wtorek, gdy 11 bit poinformowało o zakończeniu kontynuacji produkcji gry komputerowej o kodowej nazwie "Projekt 8". Kurs zagregował na to przeceną o ponad 11 proc. i sprowadził cenę akcji najniżej od blisko 8 lat. Przypomnijmy, że od wrześniowego maksimum kurs spadł o 77 proc. do wtorkowego minimum.

Wyłożone ponad 300 tys. zł przez największego akcjonariusza, który posiada akcje warte kilkadziesiąt milionów złotych należy raczej odczytywać jako sygnał dla rynku, że z jego perspektywy kara wymierzona przez rynek w ostatnich miesiącach może być przesadzona.
Trudno rozpatrywać tę sytuację natomiast jak skorzystanie z okazji inwestycyjnej, bo kurs jest wciąż w silnym trendzie spadkowym i to zdecydowanie większe kapitały muszą zdecydować, czy się on odwróci przy uwzględnieniu otoczenia rynkowego. Zakup 2000 akcji zwiększył już posiadany pakiet Fundacji Rodzinnej Miechowskiego o blisko 1,2 proc.



























































