Wśród inwestorów indywidualnych panuje często błędne przekonanie, że podejście systematyczne - oparte na chłodnych wyliczeniach i algorytmach - to domena zarezerwowana wyłącznie dla wielkich funduszy hedgingowych z Wall Street. Tymczasem, jak przekonują rynkowi praktycy, żeby zbudować przewagę na giełdzie wcale nie potrzebujemy potężnych serwerowni i genialnych pomysłów. Potrzebujemy czegoś znacznie trudniejszego - dyscypliny.


Wielu inwestorów wchodzi na rynek z nadzieją na szybkie zyski, ufając własnej analizie i rynkowej intuicji. To tzw. podejście dyskrecjonalne, które w kryzysowych momentach często wpycha ich w pułapkę własnych emocji. Alternatywą jest inwestowanie systematyczne - oparte na zestawie twardych reguł, z których nie rezygnuje się nawet wtedy, gdy na rynkach leje się krew.
O tym, jak zbudować własną strategię, z jakiego powodu sztuczna inteligencja traci pieniądze i dlaczego proste zasady z książek wciąż przynoszą zyski, rozmawiamy z Szymonem Karasiem, zarządzającym aktywami w UniCredit, oraz z Grzegorzem Linkiem, byłym zarządzającym funduszami, a obecnie popularyzatorem inwestowania ilościowego w ramach portalu Inwestowanie Algorytmiczne.
Michał Misiura, Bankier.pl: Zacznijmy od podstaw, aby uporządkować pojęcia. Czym właściwie z perspektywy rynkowego praktyka jest podejście systematyczne i czym różni się od podejścia dyskrecjonalnego.
Grzegorz Link: Podejście systematyczne to, najprościej rzecz ujmując, żelazny zestaw reguł, które należy bezwzględnie przestrzegać. Inwestowanie dyskrecjonalne opiera się z kolei w znacznie większym stopniu na naszej intuicji, własnych analizach, a nasze działania na rynku są na bieżąco dopasowywane do zmieniającej się sytuacji. Michael Mauboussin wyszczególnił 4 rodzaje przewag na rynku: informacyjna, analityczna, behawioralna i techniczna, i każda z nich może być fundamentem skutecznej strategii. Podejście systematyczne pomaga w dwóch pierwszych, ale najbardziej dla inwestora indywidualnego przydatna jest ta trzecia, behawioralna przewaga, którą zapewnia inwestowanie w oparciu o systemy.

Więcej materiałów na temat inwestowania na świecie i globalnej gospodarki znajdziecie w nowej sekcji >> INWESTYCJE BEZ GRANIC
Szymon Karaś: Wymiar behawioralny jest najważniejszy. Inwestycyjna dyscyplina czyli trzymanie się sztywnych reguł powoduje, że rzadziej pod wpływem emocji sami siebie wsadzimy na jakąś minę. Należy również pamiętać o asymetrii czasu dostępnego przez inwestora indywidualnego i instytucjonalnego. Mało który inwestor indywidualny ma czas, by na pełen etat analizować rynek. Podejście systematyczne może się wydawać do takich warunków lepiej dostosowane.
Istnieje jednak silny mit, że taki model inwestowania jest zarezerwowany tylko dla gigantycznych funduszy hedgingowych, które dysponują wielkimi serwerami, zaawansowanymi technologiami i sztabami ludzi. Czy to prawda?
Grzegorz Link: Oczywiście, są wielkie instytucje działające w sposób potężnie zautomatyzowany. Wymagają one na przykład błyskawicznego zawierania transakcji (tzw. high-frequency trading), do czego potrzebują potężnych serwerów, a nawet bezpośrednich podpięć światłowodowych pod giełdy, by zyskać ułamki sekund. Ale to tylko jeden z rodzajów inwestowania systematycznego.
Wszystko zależy od tego, jaki mamy horyzont inwestycyjny. W przypadku stosowania strategii opartych na interwałach tygodniowych czy miesięcznych, taka infrastruktura nie jest nam w ogóle do niczego potrzebna, a z perspektywy inwestora indywidualnego jest to o wiele bardziej przystępne.
Jak zatem wygląda tworzenie własnej strategii? Większość początkujących pewnie marzy o odnalezieniu finansowego “Świętego Graala”.
Grzegorz Link: Większość z nas przychodzi do tego świata z wizją, że znajdzie niesamowite i zupełnie nieodkryte strategie. A to zazwyczaj tak nie działa. Skuteczne systemy przeważnie są wariacją tego, co już dawno na rynku istnieje i zostało po prostu bardzo dobrze poskładane. Kluczowym elementem jest walidacja - przetestowanie na danych, jak proponowana strategia zachowała się w podobnych warunkach historycznie. To daje nam wskazówkę, czy pomysł który mamy, który chcemy wykorzystać, ma szansę działać w przyszłości. Zaczynamy pracować ze wskaźnikami, które bronią się ekonomicznie, stoi za nimi pewne racjonalne uzasadnienie.
Przeczytaj też poprzednie materiały z cyklu INWESTYCJE BEZ GRANIC:
Ale nie można przesadzić – gdy zaczynamy mieszać, narzucać na to kolejne filtry i dodatkowe warunki, to w końcu “zhakujemy” rynek. Znajdziemy idealny kompozyt i uzyskamy idealny wykres, o którym powiemy, że historycznie działał rewelacyjnie. To pułapka – tzw. „overfitting”, zbyt przesadnie dopasowane do danych. Na tym etapie ludzie najczęściej się wykładają.
Szymon Karaś: Mamy również naturalną pokusę, by sprawdzić, czy nasza strategia poradziłaby sobie dobrze w każdym możliwym kryzysie, podczas wojny i pandemii, a najlepiej, żeby wygrywała bez przerwy przez ostatnie 100 lat. I nawet jeśli w testach wyjdą nam rewelacyjne wyniki, to te strategie często odpadają na etapie prawdziwej weryfikacji rynkowej, okazując się w rzeczywistości bezużyteczne. Dlatego przy tworzeniu systemu zawsze musimy zadać sobie pytanie: dlaczego coś historycznie w ogóle działało i czy to konkretne ekonomiczne uzasadnienie jest dzisiaj wciąż aktualne? Trzeba pamiętać, że gospodarka się zmienia i fakt, że coś zadziałało kilka dekad temu to za mało żeby oczekiwać, że nadal będzie działać. Szczególnie jak taka strategia jest nadmiernie skomplikowana.
W ostatnich latach świat zachłysnął się sztuczną inteligencją. Czy AI może nam dziś taką idealną strategię napisać i zastąpić zarządzającego?
Szymon Karaś: AI obniżyło bariery wejścia i bardzo przyspieszyło większość procesów. Aby dzisiaj testować pomysły, nie trzeba już bardzo dobrze umieć programować - wystarczy znać tylko podstawy. Ale musimy rozróżnić wsparcie procesu inwestycyjnego od sytuacji, w której przekazujemy pieniądze do AI i pozwalamy modelowi językowemu przejąć rolę zarządzającego. Na ten moment wyniki takich działań są złe i paradoksalnie proces inwestycyjny tych modeli jest bliższy do bardzo rozchwianego zarządzania dyskrecjonalnego niż systemowego, o którym rozmawiamy.
Jako przykład warto podać pewien startup Nof1 z projektem Alpha Arena, w którym oddano różnym modelom językowym po 10 000 dolarów. Okazało się, że większość z nich po dwóch tygodniach zanotowała potężne straty rzędu kilkudziesięciu procent mimo, że narzuconym celem inwestycyjnym dla części z nich była ochrona kapitału. Dynamika zmian jest bardzo wysoka, ale jesteśmy nadal daleko od oddania zarządzania maszynom.
Grzegorz Link: Kiedyś zaprogramowanie testów danych historycznych to była ciężka praca, a dzisiaj możemy nasz pomysł ładnie opisać modelowi językowemu, a on wygeneruje nam gotowy kod do testów w terminalu. Można z nim przedyskutować ideę i zapytać go o słabe punkty. To dobre ich zastosowanie. Zdecydowanie nie polecam jednak polegać na nim bezwzględnie. Zastanówmy się logicznie: jeżeli wszyscy inwestorzy będą pytać ten sam model językowy o najlepsze rynkowe rozwiązanie, to on wszystkim będzie polecał te same strategie. A jeśli tysiące osób zaczną grać w ten sam sposób, jakakolwiek przewaga rynkowa natychmiast wyparuje.
Skoro eliminujemy ludzką intuicję na rzecz matematyki, to gdzie leży haczyk? Czy zyskowny system musi mieć wysoką skuteczność, by zarabiać w długim terminie?
Grzegorz Link: Tak zwane strategie trendowe mogą przez 70% czasu przynosić straty. Mają jednak bardzo szeroki zakres wychwytywania ruchów i kiedy w końcu ten rzadki, gigantyczny trend na rynku nadejdzie, one zarabiają na nim krocie. Mimo że statystycznie notują znacznie więcej małych strat niż sukcesów, te pojedyncze zyski są nieporównywalnie większe od obsunięć kapitału. Przewaga w takich systemach polega na tym, że inwestorzy stosujący je bezwzględnie trzymają pozycję. Nie zastanawiają się na zasadzie "zarobiłem, może już wyjdę". Po prostu ufają systemowi.
Szymon Karaś: Dlatego te strategie są trudne psychologicznie. Ciężko nie zwątpić w strategię jeśli przez większość czasu będziemy tracić na niej pieniądze. Wyobraźmy sobie pasywnych inwestorów, którzy założyli sobie, że kupują akcje i trzymają je przez całe życie. Część z nich może złapać się na tym, że w momencie, kiedy usłyszą opinie analityków o nadchodzącej recesji, będą zamykać swoje pozycje ze stratą. Utrzymanie nawet tak prostej strategii jak kup i trzymaj przez wiele lat jest wbrew pozorom trudne.
Dlaczego proste strategie, o których wszyscy wiedzą, wciąż działają?
Grzegorz Link: Inwestowanie jest jak chodzenie na siłownię: dokładnie wiemy, jak żyć zdrowo, jak dbać o formę i rozwijać mięśnie. Wystarczy regularnie ćwiczyć na siłowni, biegać czy chodzić po górach. Ale większość z nas tego nie robi, ponieważ regularność i systematyczność bywają trudne. Nie ma tu drogi na skróty, jeśli chcesz być zdrowy, musisz po prostu odbębnić ten nudny trening.
Dokładnie tak samo działają znane, klasyczne strategie inwestycyjne. Wszyscy znają ich zasady, ale gigantycznym problemem dla ludzi jest ich utrzymanie w trudnych chwilach. Piekielnie trudno jest wydać gotówkę i kupić dane aktywo w momencie, kiedy cały świat krzyczy o krachu i katastrofie gospodarczej, ale nasza reguła nakazuje nam zająć pozycję.
Drugi powód to fakt, że ich trwałość ma podłoże czysto ekonomiczne i wynika z tzw. premii za ryzyko. Często jakaś strona rynku nie chce ponosić danego ryzyka, pragnie je komuś oddać i jest gotowa za to zapłacić. Systematyczny gracz przejmuje to ryzyko w najgorszym, najtrudniejszym momencie w zamian za tę konkretną premię.
Szymon Karaś: Nawiązując do klasyki, serii wywiadów Jacka Schwagera "Czarodzieje Rynku" (Market Wizards): występujący tam Richard Dennis, kapitan legendarnej grupy Żółwi, wierzył, że to dyscyplina jest kluczem do sukcesu. Przekonywał, że mógłby opublikować swoje wewnętrzne zasady tradingowe w ogólnodostępnej gazecie i nie wpłynęłoby to i tak na dalsze wyniki tych strategii, bo większość nie potrafiłaby utrzymać dyscypliny.
Jak odsiać ziarno od plew, skoro internet jest pełen "złotych rynkowych reguł"?
Szymon Karaś: Sprawdzajmy, czy strategia nie jest nadmiernie skomplikowana i oparta tylko na jednym incydencie z historii. Można spotkać się z sytuacją, kiedy analitycy biorą dwa wykresy, nakładają je na siebie i wieszczą powtórkę z przeszłości, bo "tak było wcześniej". Dlatego należałoby testować pomysły w innych okresach i na innych rynkach - jeśli coś działało przez 10 lat na jednym instrumencie, możemy sprawdić, czy będzie działać na innym rynku.
Pułapką dla strategii jest też tak zwany "look-ahead bias" (błąd patrzenia w przyszłość). Część danych makroekonomicznych podawanych przez instytucje jest po pewnym czasie korygowana. Inwestorzy, budując systemy i testując historię, mogą omyłkowo wykorzystać te skorygowane już dane, tak jakby znali je w momencie dokonywania dawnej transakcji. W takich testach wychodzą potem złudne sukcesy, które w rzeczywistości nie miałyby prawa się wydarzyć.
Grzegorz Link: Należy podejść do tego dokładnie tak samo, jak robi się to w nauce: kluczowy jest eksperyment. Nie musimy ufać analitykom, którzy nakładają na siebie wykresy i zawsze celują, że czeka nas powtórka scenariusza z 1929 roku. Zdobądźmy dane historyczne, zaprogramujmy prosty tester i sprawdźmy na twardych liczbach, jak dany system zachowałby się w rzeczywistości.
Jaką drogę musi wobec tego przejść początkujący inwestor, by wejść w świat systematycznego zarabiania? Gdzie postawić ten pierwszy krok?
Grzegorz Link: Zawsze radzę, by zacząć odwrotnie niż większość ludzi to robi. Inwestorzy bardzo często wchodzą na rynek i od razu chcą projektować super zaawansowane „fabryki Świętego Graala” – idealnej strategii, o której nikt wcześniej nie słyszał. Tu niemal zawsze się wykładają i notują bolesne straty. Wielu wspaniałych traderów na początku swojej drogi straciło na przykład 60-70% kapitału, zanim zrozumieli, jak ważny jest system.
Trzeba zacząć od całkowitych, prostych wręcz podstaw: zbudowania bezpiecznej poduszki finansowej i zwykłego inwestowania pasywnego. Kolejnym etapem algorytmizacji naszego portfela jest tzw. strategiczna alokacja aktywów. Wychodzimy ze 100% akcji na rzecz matematycznie dobranego podziału, np. określone procentowo proporcje akcji, obligacji i surowców. Następnie mechanicznie taki portfel rebalansujemy, by utrzymywać te wagi. Takie podejście zajmuje dosłownie kilka minut w miesiącu.
Dopiero z czasem, gdy nasza wiedza będzie większa, możemy sięgać po koncepcje taktycznej alokacji aktywów, w których wagi portfela dynamicznie dopasowują się do warunków rynkowych – świetnym przykładem jest tu model Dual Momentum, spopularyzowany kilkanaście lat temu przez Gary’ego Antonacciego.
Na samym końcu możemy przejść do strategii krótkoterminowych, szybszych, opartych chociażby na arbitrażu statystycznym, gdzie gramy na zejściach z powrotem do normy mocno skorelowanych ze sobą spółek, efektach momentum, powrotu do średniej, i tym podobnych. Ta ścieżka rozwoju – od najprostszych fundamentów po złożone modele – to racjonalny sposób na wejście w ten świat. A zwykle jest odwrotnie - inwestorzy, tak, jak i ja, najpierw sparzą się na najtrudniejszych strategiach, żeby wreszcie docenić wartość prostoty.
Partnerem publikacji jest UniCredit


























































