Nieprecyzyjna definicja cyfrowej platformy pracy, zasady domniemania stosunku pracy oraz nowe obowiązki administracyjne to elementy projektu ustawy o pracy za pośrednictwem platform internetowych, które nie podobają się wielu przedsiębiorcom. Choć w założeniu miały chronić kurierów i kierowców pracujących dla aplikacji mobilnych, mogą objąć również wielu freelancerów, firmy e-commerce oraz platformy fakturowo-rozliczeniowe. Może to nawet trzykrotnie zwiększyć ich koszty.


Przygotowany przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej projekt ustawy o pracy platformowej miał wdrożyć unijną dyrektywę PWD (Platform Work Directive) chroniącą kurierów i kierowców aplikacji, która powinna wejść w życie do końca 2026 r. Obecnie zakończyły się konsultacje społeczne, a projekt przepisów jest na etapie prac rządowych. Tymczasem zdaniem przedsiębiorców nowe regulacje mogą objąć również przedstawicieli wielu innych sektorów m.in. branży IT, e-commerce, tłumaczy czy platformy rozliczeniowe. Według nich pozostawiają one zbyt duże pole do interpretacji i mogą zwiększyć koszty działalności wielu firm. Ostrzegają, że rządowy projekt pomija zabezpieczenia przewidziane w unijnej dyrektywie. Według ich szacunków koszty dla firm mogą być trzykrotnie wyższe od zakładanych, a nowe przepisy mogą objąć ponad 700 tys. osób.
Większe obciążenia dla firm i ryzyko dla freelancerów
Obawy
dotyczą m.in. niezależnych specjalistów, którzy wykorzystują internet do
kontaktu z klientami i realizacji projektów. Zdaniem krytyków ustawy samo
korzystanie z narzędzi cyfrowych nie powinno przesądzać o traktowaniu takiej
współpracy jako zatrudnienia pracowniczego. Według nich polskie regulacje idą
znacznie dalej niż unijne ramy, nakładając na przedsiębiorców nieuzasadnione
bariery prawne oraz rozbudowane obowiązki sprawozdawcze.
Jak twierdzi Robert Lisicki, Dyrektor Departamentu Pracy Konfederacji Lewiatan,
zaproponowane w projekcie ustawy rozwiązania, w szczególności dotyczące
definicji, domniemania istnienia stosunku pracy, nowych zadań PIP, obowiązków w
stosunku do organów i przedstawicieli osób wykonujących pracę za pośrednictwem
platform, przetwarzania danych, są niejasne, nieproporcjonalne co do celów
określonych w dyrektywie, tworząc szereg ryzyk i nowych obciążeń po stronie
przedsiębiorców.
– To będzie miało zasadnicze skutki społeczno-gospodarcze. – twierdzi Robert Lisicki. - Prace nad projektem ustawy muszą również uwzględnić fakt systematycznego zwiększania obciążeń polskich pracodawców, które wynikają z szeregu wprowadzanych, zapowiadanych zmian m.in. w regulacjach zatrudnienia, a skutkują wzrostem obowiązków administracyjnych i dodatkowymi nakładami finansowymi. Zdolność polskich przedsiębiorców do absorbcji tych zmian i kosztów jest już bardzo ograniczona.
Dyrektywa celuje w kurierów, a uderza w platformy
Zdaniem Piotra Juszczyka, głównego doradcy podatkowego w Infakt.pl, dyrektywa celuje w kurierów i kierowców, ale polski projekt przenosi jej definicję platformy niemal słowo w słowo, a ta definicja jest pojemna.

- Wystarczą łącznie cztery warunki: usługa świadczona online, na żądanie klienta, w której organizowanie płatnej pracy ludzi jest elementem istotnym, a nie pomocniczym, oraz zautomatyzowany system, który tę pracę przydziela, monitoruje lub ocenia. Taki opis może pasować także do giełd zleceń dla programistów czy tłumaczy. Granicą jest to, czy platforma realnie dopasowuje zlecenia do wykonawców, czy tylko wyświetla ogłoszenia. Domniemanie etatu działa niezależnie od rodzaju umowy, więc także wobec programisty na B2B. Wystarczy, że uprawdopodobni kierownictwo platformy. Wtedy to platforma musi udowodnić, że nie jest on pracownikiem mówi Bankier.pl Piotr Juszczyk.
Jak twierdzi ekspert Infakt.pl, z punktu widzenia podatków kluczowe jest to, że decyzja inspektora pracy od dnia jej wydania działa także na gruncie PIT, ZUS i składki zdrowotnej.
- Dla samozatrudnionego oznacza to, że od tego dnia przychody z tej współpracy przestają być przychodami z firmy, więc nie rozliczy ich ryczałtem ani liniówką. Platforma staje się płatnikiem. Czego inspektor nie ustali, to projekt każe przyjąć z automatu. Umowę na czas nieokreślony, pełny etat i płacę minimalną. Inaczej trzeba patrzeć na programy do fakturowania i księgowości, w których przedsiębiorca obsługuje własną firmę, bo one nie organizują cudzej pracy – mówi Piotr Juszczyk. - Większe ryzyko dotyczy serwisów, które pośredniczą w rozliczaniu zleceń między wykonawcą a klientem. Sama dyrektywa zaznacza, że przetwarzanie płatności może być częścią organizowania pracy. Dlatego definicję trzeba doprecyzować przed uchwaleniem ustawy, bo dziś wiele firm nie wie, czy ich dotyczy.
Szara strefa może być większa
Natomiast zdaniem Przemysława Głośnego, prezesa Useme, choć potrzeba uporządkowania standardów pracy osób zależnych od platform jest zrozumiała, to nie musi oznaczać wymuszania umowy o pracę w każdej sytuacji.
– Proponowane przez ministerstwo przepisy ograniczą korzystanie z elastycznych form zatrudnienia i tym samym osłabią pozycję konkurencyjną Polski wobec innych krajów, zarówno w Europie, jak i globalnie. Obecnie obowiązujące przepisy są dobre i nie ma potrzeby ich zaostrzania – uważa Przemysław Głośny.
Zdaniem eksperta, jeśli praca spełnia jakiekolwiek z trzech kryteriów, czyli nadzór kierowniczy, stałe miejsce lub czas pracy, to powinna to być umowa o pracę.
– Tymczasem nowe przepisy, z uwagi na swoją arbitralność, mogą jako umowę o pracę zakwalifikować projekty niezależnych specjalistów, którzy albo są już zatrudnieni na umowę o pracę w innym miejscu, co ma miejsce w przypadku 67 proc. freelancerów, albo cenią swoją niezależność i możliwość samodzielnego decydowania o czasie i sposobie pracy – uważa prezes Useme. – Polscy, niezależni specjaliści są w stanie konkurować z ekspertami z Francji czy Niemiec już nie ceną, bo przestaliśmy być najtańsi, ale brakiem sztywnych reguł rynkowych. Zaproponowany projekt ustawy grozi wzrostem szarej strefy, przy jednoczesnym odpływie specjalistów do platform amerykańskich i polski budżet nie będzie miał z tego ani złotówki – ostrzega ekspert.
Nowe obowiązki także dla operatorów płatności
Jak twierdzi Joanna Seklecka, Prezes Zarządu eService, dzisiejsze platformy to złożone ekosystemy, w których operator płatności pełni kluczową rolę - obsługuje przepływ pieniędzy zarówno na linii klient-platforma, jak i platforma-wykonawca.
– Nowe regulacje mają ogromny potencjał do szerszego wpływu na rynek i wyjścia daleko poza sektor przewozów czy dostaw. To nie są jedynie formalności, ale realne wyzwania technologiczne, operacyjne i strategiczne. Przed platformami i operatorami płatności będzie wspólne wyzwanie: wypracować jeszcze bardziej zaawansowane procedury weryfikacji tożsamości oraz ciągłego monitorowania przepływów finansowych – mówi Bankier.pl Joanna Seklecka.
Główne zastrzeżenia biznesu do projektu ustawy to:
- niejasna definicja platformy pracy - przepisy mogą objąć także serwisy służące do rozliczeń i fakturowania, które nie organizują pracy,
- niepewność przy odwołaniu od decyzji PIP - projekt nie określa jasno momentu, od którego decyzja ma być wykonalna, zwłaszcza gdy kontrolowany podmiot się od niej odwoła,
- ryzyko błędnej oceny systemów bezpieczeństwa - narzędzia do przeciwdziałania praniu pieniędzy czy realizacji obowiązków podatkowych mogą zostać uznane za systemy zarządzania pracą,
- możliwe niedoszacowanie skali i kosztów zmian. Rząd zakłada, że rynek obejmuje 300 tys. osób, a analiza Towarzystwa Ekonomistów Polskich wskazuje na 719 tys. Zdaniem biznesu ocena skutków regulacji nie uwzględnia dostatecznie ryzyka spadku zatrudnienia i aktywności gospodarczej.



























































