Słowaccy pracownicy fabryk Volkswagena przystąpili wczoraj do strajku i żądają wyższych płac. Akcję protestacyjną poparł premier Słowacji Robert Fico.


Strajk rozpoczął się przed fabryką w Bratysławie, pracownicy mieli transparenty głoszące takie hasła, jak: "nie upokarzaj nas", "robimy maksimum, robisz minimum". Ministerstwo finansów szacuje, że w Volkswagenie zatrudnionych jest 12 tys. pracowników, a udział w strajku zdeklarowało 70 proc. załogi. W fabrykach produkowane są między innymi takie modele, jak: volkswagen touareg, audi Q7, volkswagen up!, skoda citigo, seat mii oraz części do porsche cayenne.
Protest ruszył we wtorek 20 czerwca, po tym, jak rozmowy przeprowadzone dzień wcześniej nie przyniosły skutku - podaje agencja Bloomberg. Pracownicy oczekują 16-procentowego wzrostu płac w następnym roku, podwajając tym samym ofertę pracodawcy. Volkswagen określił żądania związkowców jako nieodpowiedzialne i stawiające przyszłość firmy oraz miejsca pracy w niebezpieczeństwie. Pracownicy odmówili przyznania przez zarząd 4,5-procentowego wzrostu płac w tym roku i 4,2-procentowego wzrostu płac w przyszłym roku, a także premii.
Robert Fico poparł protestujących i powiedział do dziennikarzy: "Dlaczego firma produkująca najlepsze i najbardziej luksusowe samochody płaci słowackim pracownikom połowę lub jedną trzecią kwoty, którą wypłaca zatrudnionym w Europie Zachodniej?", podaje Reuters.
Średnia płaca w słowackiej fabryce Volkswagena wynosi około 1800 euro, informuje Bloomberg. Pracownicy niemieckiej placówki zarabiają niemal dwukrotnie więcej niż wynosi słowacka średnia krajowa (912 euro), jednak uważają, że płaca nie jest współmierna z wysiłkiem podejmowanym na stanowiskach w zakładzie.
Weronika Szkwarek




























































