Jednoprocentowe spadki na Wall Street oraz 2,5-procentowe tąpnięcie w Tokio – to najlepiej widoczne skutki środowej decyzji Rezerwy Federalnej. Na razie trudno wyrokować, czy to jednorazowa reakcja, czy początek dłuższej fali spadków.
Bank centralny Stanów Zjednoczonych od lutego ograniczy program skupu obligacji o 10 mld USD miesięcznie, do 65 mld USD na miesiąc. Równocześnie nie tylko podtrzymał – a wręcz wydłużył – obietnicę utrzymania zerowych stóp procentowych. Nawet gdyby stopa bezrobocia spadła poniżej 6,5%.
Podobna decyzja zapadła w grudniu, gdy Fed przyciął QE3 także o 10 mld USD/m-c. Było to również posunięcie przewidziane przez ekonomistów – niemal wszyscy analitycy z Wall Street spodziewali się właśnie takiej decyzji. Choć niezbyt gwałtowna – ale jednak zauważalna – reakcja rynków była negatywna.
S&P500, który tracił od początku środowej sesji, po publikacji komunikatu FOMC pogłębił spadki, by po chwili powrócić do stanu wyjściowego. Jednakże w dalszej części handlu przeważali sprzedający i ostatecznie indeks ten spadł o ponad 1% i od niedawnego rekordu wszech czasów dzieli go już 4,2%. Nieco mocniej, bo odpowiednio 1,19% i 1,15%, zniżkowały Dow Jones oraz Nasdaq.
Spadki były następnie kontynuowane na rynkach azjatyckich. W Tokio Nikkei225 oddał 2,45%. Pozostałe giełdy regionu notowały straty w granicach 1%. Wyjątkiem była Malezja, gdzie giełda poszła w górę o 0,8%.

Znacznie spokojniej było na rynku walutowym. Kurs EUR/USD pozostał bez większych zmian, broniąc linii trendu wzrostowego wytyczonej przez lokalne minima z lipca i listopada 2013 roku. Większej sensacji nie było również na rynkach surowcowych: ropa i złoto nawet nieco zdrożały, kontynuując noworoczne odbicie po grudniowej przecenie.
K.K.






























































