Wiceministra ds. europejskich Magdalena Sobkowiak-Czarnecka przyznała, że rozszerzenie Unii Europejskiej "nie idzie tak, jakbyśmy tego chcieli". Jak wskazała, polska prezydencja zakładała otwarcie pierwszego klastra negocjacyjnego z Ukrainą, jednak na przeszkodzie stoją Węgry.


"Cały problem z kwestią Ukrainy i Rosji polega na tym, że mamy jeden kraj, i myślę, że każdy już wie, o którym mówię, który jest absolutnie przeciwny nakładaniu czegokolwiek na Rosję" - powiedziała Sobkowiak-Czarnecka, która w środę bierze udział w odbywającym się w Katowicach 17. Europejskim Kongresie Gospodarczym (EKG).
Jak mówiła, choć ostatecznie udało się przekonać Węgry do przyjęcia 16. pakietu sankcji na Rosję, wciąż nie ma zgody np. na kwestie pomocowe. Problemem jest również postęp w negocjacjach akcesyjnych.
"Rozszerzenie nie idzie tak, jakbyśmy tego chcieli. Zakładaliśmy otwarcie choćby pierwszego klastra, jeśli chodzi o negocjacje z Ukrainą. Ale trzeba przyznać, że każdy ruch w rozszerzeniu wymaga pełnej jednomyślności. Dzisiaj tej jednomyślności nie ma i trzeba to sobie otwarcie powiedzieć" - powiedziała, zastrzegając jednak, że polska prezydencja jeszcze trwa.
O tym, że polska prezydencja jest zdeterminowana, by otworzyć pierwszy klaster negocjacyjny w sprawie akcesji Ukrainy do UE, ale blokują to Węgry, w kwietniu w Brukseli mówił też minister ds. europejskich Adam Szłapka. "Oczywiście, jeśli pierwszy klaster nie zostanie otwarty, to będziemy prace prowadzić w innych kierunkach po to, żeby być przygotowanym na różne sytuacje polityczne" - powiedział.

Wcześniej, podczas wizyty we Francji, premier Donald Tusk wskazywał na potrzebę "szukania nietypowych rozwiązań", które pozwolą na wspólną politykę europejską wobec Rosji "nawet, jeśli Węgry nie będą tym zainteresowane".
Podczas środowego panelu na EKG Sobkowiak-Czarnecka zwracała również uwagę na kwestie związane z deregulacją. "To, co zaproponowaliśmy jako polska prezydencja - i to jest sukces numer jeden (...) - to zmiana podejścia. Nie mówimy Komisji Europejskiej, aby ci sami urzędnicy, którzy napisali te, być może szkodliwe dla biznesu, przepisy, teraz je wykreślali, bo wiadomo, że każdy autor jest przywiązany do własnego dzieła. Odwróciliśmy ten sposób myślenia" - wskazała.
Wiceministra poinformowała, że obszary wymagające deregulacji wskazuje specjalna grupa robocza, która powstała na poziomie Rady, czyli państw członkowskich. Według niej jej pierwszym "namacalnym sukcesem" jest inicjatywa "stop-the-clock", która przewiduje m.in. odroczenie w określonych przypadkach daty rozpoczęcia stosowania wymogów dotyczących sprawozdawczości zrównoważonego rozwoju. Wśród wyzwań wiceministra wymieniła też "deregulację dotyczącą obronności", która pozwoli Europie szybciej się zbroić.(PAP)
sno/ mok/































































