W czwartek doszło do mocnych spadków na rynkach metali szlachetnych. W tle majaczyły wieści z Chin, zaskakujące dane ze Stanów Zjednoczonych oraz umacniający się dolar.


Trochę wywołaliśmy wilka z lasu, o poranku pisząc o tym, że „metale szlachetne (jeszcze?) nie wróciły z wakacji”. Zasygnalizowana w artykule kwestia słabości tego sektora rynku w pełni uwidoczniła się w kolejnych godzinach.
W czwartek wieczorem kontrakty terminowe na złoto zniżkowały o 2,3%, schodząc do 1 754,45 dolarów za uncję trojańską. Zatem w ciągu dwóch dni cena uncji królewskiego metalu obniżyła się o ponad 50 USD.
Jeszcze mocniej spadły notowania kontraktów na srebro, które zniżkowały o blisko 4%, osiągając cenę 22,93 USD/oz. W ten sposób kurs białego metalu powrócił do poziomów z sierpniowych minimów wyznaczonych podczas dziwnego krachu sprzed przeszło miesiąca.
Do tego dodajmy zniżkę cen platyny o 1,3%. Po wielu dniach spadków odbiły za to notowania palladu, który w czwartek zyskał 1,2%.
- Złoto otrzymało całkiem mocne trafienie. Wielu posiadaczy długich pozycji pobiegło do wyjścia – tak czwartkowe wydarzenia na rynkach metali szlachetnych skwitował Bob Haberkorn, starszy analityk z RJO Futures cytowany przez agencję Reuters.
Pretekstów – czy może raczej wyjaśnień – dla czwartkowej przeceny złota i srebra nie brakowało. Po pierwsze, w grze pozostaje „kwestia chińska”, gdzie największa firma deweloeprska w kraju stoi na krawędzi bankructwa. Jeśli grupa Evergrande wywróci się na 300 mld dolarów długu, może to mieć bardzo poważne konsekwencje dla chińskiego systemu finansowego, nastrojów konsumentów i całej gospodarki. A przecież Chiny są obok Indii drugim głównym rynkiem złota na świecie.
Po drugie, od samego rana wyraźnie zyskiwał dolar, w dość naturalny sposób ciągnąc w dół dolarowe notowania metali szlachetnych. Aprecjacja „zielonego” mogła być katalizatorem stojącym za masowym zamykaniem długich lewarowanych pozycji na rynku terminowym.
I wreszcie po trzecie, gwoździem do trumny mogły się okazać wręcz sensacyjnie dobre dane o amerykańskiej sprzedaży detalicznej, która w sierpniu wzrosła o 0,7% mdm, podczas gdy ekonomiści spodziewali się jej spadku o 1% mdm. Nawet uwzględniając potężną rewizję danych za lipiec (z -1,1% mdm na -1,8% mdm, co wydatnie obniżyło bazę porównawczą), zaskoczenie było ogromne i rzadko spotykane w przypadku tak ważnego wskaźnika makro. Część inwestorów mogła to potraktować jako sygnał, że Rezerwa Federalna jednak zdecyduje się w najbliższym czasie ograniczyć skup obligacji, co na krótką metę byłoby czynnikiem negatywnym dla popytu na złoto.
KK





























































