Trudno wytłumaczyć, dlaczego rząd pobiera akcyzę od samochodów służących jako karetki. Nawet jeżeli część z nich faktycznie służy tylko do przewozu osób, to niedorzecznością jest nakładanie akcyzy nawet na tego typu pojazdy – w końcu służą one w mniejszym lub większym stopniu do ochrony życia obywateli.
Stąd nie będzie przesadą stwierdzenie, że rząd, nakładając „akcyzę na karetki”, poniekąd naraża obywateli na bezpośrednie niebezpieczeństwo. Te parę milionów złotych, które wpłyną z tego tytułu do budżetu, po prostu nie są warte zagrożenia. Zarówno tego wynikającego dla zdrowia obywateli, jak i dla dobrego „public relations” obecnego rządu.
Niestety akcyza okazała się bardzo dochodowym narzędziem do szybkiego zwiększania dochodów do budżetu. Obecnie nikt nie pamięta o pierwotnym celu nakładania tego podatku i to się mści, np. wysoka akcyza na paliwo utrzymywana jest tylko dlatego, by rząd nie zbankrutował – prócz finansowego argumentu nie ma żadnego innego, który uzasadniałby jej wysokość.
Nikogo nie powinny przekonywać argumenty dotyczące wymagań UE dotyczące minimalnych stawek na akcyzę za paliwo. Rząd twierdzi, że nie może jej obniżyć poniżej wymagalnego poziomu. Gdyby jednak chciał ją podwyższyć ponad ten, który UE mogłaby ustalić jako maksymalny (podobnie jak w przypadku podatku VAT) to najprawdopodobniej KE szybko wydała by zgodę na te działania. Tak było z podatkiem VAT na Węgrzech. Niestety żaden rząd w UE nigdy nie zweryfikował, czy podobna prawidłowość dotyczy prób obniżania obciążeń podatkowych.
Łukasz Piechowiak, Bankier.pl
Tekst jest komentarzem do artykułu Fiskus wsiadł do karetek



























































