Przez cały weekend amerykański sekretarz skarbu Henry Paulson wraz z gubernatorem nowojorskiego oddziału Fed-u Timothy Geithnerem próbowali znaleźć kupca dla zagrożonego bankructwem banku inwestycyjnego Lehman Brothers. Ponieważ z transakcji wycofali się najpoważniejsi gracze – Bank of America oraz Barclays – Lehman musiał złożyć wniosek o upadłość. Pomocy finansowej odmówił także rząd USA, który zaledwie tydzień temu przejął Fannie Mae oraz Freddie Mac.
Uprzedzając panikę na rynku Fed zdecydował się podjąć kolejne bezprecedensowe działania, mające na celu poprawę sytuacji w systemie finansowym. Amerykański bank centralny przeszło dwukrotnie zwiększył ilość gotówki, którą może pożyczyć pod zastaw bankom i firmom inwestycyjnym. Fed zgodził się przyjmować pod zastaw nawet akcje giełdowych spółek!
Wielu analityków jest przekonanych, że Rezerwa Federalna pójdzie dalej i po raz kolejny „zaskoczy” rynek obniżką stóp procentowych, pomagając w ten sposób kolejnym instytucjom finansowym uniknąć bankructwa. Równocześnie taka decyzja oznaczałaby ostateczną kompromitacją Fed-u, którego szefowie ostatnim razem zapowiedzieli, że następna zmiana stóp będzie oznaczać ich podwyżkę.
Obecnie stopa funduszy federalnych wynosi zaledwie 2% przy inflacji CPI na poziomie 5,6% (lipiec). Wśród rozwiniętych gospodarek tańszy kredyt dostępny jest tylko w Japonii (0,5%). Za spekulacjami odnośnie nieplanowej obniżki stoją konkretne pieniądze – z notowań grudniowych kontraktów na stopę funduszy federalnych wynika, że rynek obstawia cięcie o przynajmniej 25 pkt. bazowych.
Pozostaje tylko pytanie czy władze Rezerwy Federalnej po raz kolejny ulegną oczekiwaniom finansistów i postanowią przerzucić koszty kryzysu na Amerykanów, którzy zapłaciliby za błędy bankierów wysoką inflacją, a więc spadkiem siły nabywczej swoich pensji.
K.K.































































