Zgodnie ze stabilizującą regułą wydatkową możliwy wzrost wydatków zapisany w ustawie budżetowej na 2016 rok nie powinien przekroczyć poziomu 10 mld zł - ocenił w wywiadzie dla PAP Marek Rozkrut, główny ekonomista i partner w EY.
Budżet 2016
Rada UE zamknęła w czerwcu procedurę nadmiernego deficytu wobec Polski, potwierdzając tym samym, że nasz kraj zredukował deficyt poniżej 3 proc. PKB. Minister finansów Mateusz Szczurek przestrzegał wówczas, że nie oznacza to przyzwolenia na nieodpowiedzialność, ale zaznaczył jednocześnie, że istnieje niewielkie pole do zwiększenia wydatków budżetowych.

"Formalnie, zdjęcie procedury nadmiernego deficytu - z punktu widzenia reguły wydatkowej - niczego nie zmienia. Niemniej, zgodnie z ustawą, w przypadku obniżenia deficytu sektora finansów publicznych (po odjęciu kosztów reformy emerytalnej) do poziomu nieprzekraczającego 3 proc. PKB, korekta wzrostu wydatków o 2 pkt. proc. przestaje obowiązywać. I to się teraz udało osiągnąć" - powiedział PAP Rozkrut.
"Trzeba jednak pamiętać, że korektę wzrostu wydatków i tak będziemy mieli. Niemniej wyniesie ona nie 2, lecz 1,5 pkt. proc. Wynika to z tego, że państwowy dług publiczny przekracza poziom 43 proc. PKB. I taki stan rzeczy z pewnością utrzyma się jeszcze przez wiele lat. Jeśli zaś PDP przekroczyłby poziom 48 proc. PKB, to korekta wynosiłaby ponownie 2 pkt. proc." - dodał.
Główny ekonomista EY zaznaczył jednocześnie, że w kontekście planowania wydatków budżetowych na 2016 rok od prognoz PKB, dużo istotniejsze, z punktu widzenia reguły wydatkowej, będą prognozy inflacji.
"Kluczowym wskaźnikiem wpływającym na te wydatki, dużo ważniejszym od prognozy PKB, jest prognozowana inflacja. Podniesienie o 0,1 pkt. proc. prognozy CPI daje osiem razy większy efekt na podniesienie wydatków niż taka sama korekta prognozy PKB" - powiedział.
"W przypadku PKB taka korekta prognozy pozwala na dodatkowy wzrost wydatków o niecałe 90 mln zł, zaś w przypadku inflacji aż o 700 mln zł. Wynika to z tego, że na PKB - w przeciwieństwie do inflacji - patrzy się z uwzględnieniem średniej z 8 lat" - dodał.
Rozkrut zwraca uwagę na to, że przy planowaniu budżetu na 2015 rok, przyjęta prognoza inflacji okazała się zbyt wysoka.
"W tym kontekście warto zauważyć, że z powodu zawyżonej prognozy inflacji objęte regułą wydatki na 2015 rok zostały ustalone na zbyt wysokim poziomie. W ustawie budżetowej na ten rok zapisano bowiem średnioroczną inflację na poziomie 1,2 proc., a w rzeczywistości możemy się spodziewać nie wzrostu, lecz spadku cen o 0,6-0,8 proc. Równocześnie, przy konstrukcji ostatniego budżetu nieznacznie przeszacowano inflację także za rok 2014 - o 0,1 pkt. proc." - powiedział.
"Należy podkreślić, że dzięki powyższej korekcie inflacyjnej limit wydatków na 2016 r. będzie ustalony na takim poziomie, który miałby miejsce w przypadku dobrego prognozowania inflacji przez rząd w 2014 i 2015 r. Nie będzie zatem ograniczenia wydatków mającego kompensować ich zawyżony poziom w 2015 r. Będzie to po prostu powrót na normalną ścieżkę wydatków, a bez powyższej korekty wydatki w przyszłym roku byłyby ponownie zawyżone" - dodał.
Zdaniem głównego ekonomisty EY wzrost wydatków budżetowych w 2016 roku w stosunku do 2015 roku nie powinien przekroczyć kwoty 10 mld zł.
"W obecnej sytuacji, w ramach prac nad budżetem na 2016 rok, te błędy muszą zostać skorygowane. Gdyby przyjąć inflację prognozowaną przez NBP, to w przyszłym roku objęte regułą wydatki sektora finansów publicznych, w porównaniu do roku 2015, mogłyby wzrosnąć zaledwie o ok. 10,5 mld zł" - powiedział.
"W rzeczywistości spodziewam się nieco wyższych rządowych prognoz inflacji, co pozwoli zwiększyć wydatki sektora o około 13-14 mld zł, czyli o ok. 2 proc. rdr w ujęciu nominalnym. Po uwzględnieniu m.in. samorządów oraz podsektora ubezpieczeń społecznych, miejsca na wzrost wydatków z budżetu państwa będzie jeszcze mniej, zapewne wyraźnie poniżej 10 mld zł" - dodał.
Rozkrut powiedział ponadto, że oprócz prognozowanej inflacji i wydatków samorządów, na wielkość dopuszczalnych wydatków w 2016 r. może również wpłynąć zwiększenie planowanych dochodów w wyniku działań dyskrecjonalnych.
"Na przyszły rok już zaplanowano z tego tytułu dodatkowe 3,2 mld zł. Z działaniami dyskrecjonalnymi jest jednak taki problem, że często mają one charakter +miękki+ i ich efekty są trudne do zmierzenia - przykładem jest ostatnio dyskutowane uszczelnianie systemu podatkowego" - powiedział.
"Jestem przeciwny uwzględnianiu efektów takich planowanych +miękkich+ działań przy ustalaniu limitu wydatków. Wpierw powinniśmy poczekać na rzeczywiste dochody z tytułu tych działań. W przeciwnym wypadku możemy mieć do czynienia z dochodami, które pozostaną w sferze życzeniowej, natomiast spowodują faktyczny wzrost wydatków. Skutkiem tego byłby wzrost nierównowagi fiskalnej oraz zwiększone ryzyko ponownego uruchomienia wobec Polski procedury nadmiernego deficytu" - dodał.
Michał Kamiński (PAP)
kam/ asa/


























































