Dowódca Operacyjny i pilot F-16 byli upoważnieni do decyzji o zestrzeleniu rakiety; gdyby zagrażała terenom zamieszkanym, zostałaby zestrzelona - oświadczył w Sejmie wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz. Zasady użycia uzbrojenia lotnictwa są inne w czasie pokoju i wojny - zaznaczył.


Szef MON zabrał głos z mównicy sejmowej po pytaniach i krytycznych ocenach posłów PiS w kwestii działań rządu w związku ze zdarzeniem z czwartku, gdy nad ranem rosyjska rakieta wtargnęła w polską przestrzeń powietrzną i uderzyła w niezabudowany teren niedaleko wsi Tarnawa-Kolonia w woj. lubelskim.
Kosiniak-Kamysz podkreślił, że gdy tylko pojawiły się informacje o kolejnym zmasowanym nalocie rosyjskim na Ukrainę, wojsko podniosło naziemne systemy obrony powietrznej do stanu najwyższej gotowości, a z bazy lotniczej w Łasku wystartowały dwa myśliwce F-16 do zabezpieczenia granicy.
Jak mówił, do granicy Polski zbliżało się łącznie ok. 20 rakiet, z których większość - dodał - niestety osiągnęła swoje cele w Ukrainie, m.in. we Lwowie. Jedna z rakiet zawróciła tuż przed polską granicą, a jedna przekroczyła granicę. Szef MON przekazał, że pościg za nią natychmiast rozpoczął jeden z myśliwców F-16.
Szef MON przypomniał, że w świetle obecnych przepisów, w takiej sytuacji do podjęcia decyzji o zestrzeleniu obcego obiektu są uprawnieni Dowódca Operacyjny oraz sam pilot myśliwca; podkreślił jednak, że przepisy ws. zestrzeliwania obiektów w polskiej przestrzeni powietrznej różnią się w czasie wojny i pokoju. Zapewnił jednak, że w sytuacji, gdyby rakieta zagrażała terenom zamieszkanym, zostałaby strącona.

Kosiniak-Kamysz przypomniał też, że Dowództwo Operacyjne podczas rosyjskich nalotów na Ukrainę na bieżąco wydaje komunikaty o poderwaniu polskich myśliwców czy wykrytych zagrożeniach dla polskiej przestrzeni.
Trudno o bardziej transparentną informację na wschodniej flance NATO, niż ta podawana w Polsce - mówił w piątek w Sejmie wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz odpowiadając na zarzuty opozycji ws. działań rządu po tym, gdy w czwartek rakieta naruszyła polską przestrzeń powietrzną.
Kosiniak-Kamysz powiedział, że Polska jest najbardziej transparentnym państwem na wschodniej flance NATO i że „trudno o bardziej transparentną informację ze wszystkich państw” Sojuszu.
Relacjonował, że w przeszłości szef Sztabu Generalnego gen. Wiesław Kukuła „był kilkukrotnie proszony przez Kwaterę Główną NATO o zastanowienie się, czy wszystkie te informacje są potrzebne do publikacji”.
- Dlatego Dowódca Operacyjny w pierwszej kolejności będzie się zajmował bezpieczeństwem państwa polskiego, a w drugiej kolejności będzie się zajmował SMS-ami, tweetami i innymi informacjami. Najważniejsze jest zapewnienie bezpieczeństwa - podkreślił szef MON.
Mówił też o potrzebie dalszego wspierania Ukrainy i zarzucił opozycji wywołanie „wojny i chaosu” po przekazaniu na Ukrainę rakiet do baterii Patriot.
- Można liczyć te rakiety w magazynie, a mogą one strącać rakiety lecące w kierunku Polski. Ja wolę, żeby strącały je nad terytorium Ukrainy. I chcę wam powiedzieć, że pomimo waszego wycia, pomimo waszej dezinformacji, będziemy kontynuować pomoc dla walczącej Ukrainy – zwracał się do opozycji minister obrony.
Wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz podkreślił, że rząd bierze 100 proc. odpowiedzialności za decyzje, które podejmują żołnierze. Dodał, że żołnierze mają wolną rękę w podejmowaniu decyzji zgodnie z procedurami i zgodnie z zagrożeniem.
Odpowiadając na pytania i krytyczne oceny posłów PiS w kwestii działań rządu po czwartkowym naruszeniu polskiej przestrzeni powietrznej, Kosiniak-Kamysz przypomniał z mównicy sejmowej o zdarzeniach z kwietnia 2023 r., kiedy przypadkowa osoba, a nie służby czy wojsko, znalazła w lesie pod Bydgoszczą szczątki rosyjskiej rakiety Ch-55. Pocisk wleciał na teren Polski 16 grudnia 2022 r.
Szef MON powiedział, że przez ponad cztery miesiące ówczesny rząd Zjednoczonej Prawicy nie informował o zdarzeniu. Przyrównał do tego reakcję służb z czwartku po naruszeniu polskiej przestrzeni powietrznej przez rakietę Ch-101. - Wczoraj służby były od początku, straż, policja, a Żandarmeria Wojskowa w ciągu 12 godzin znalazła odłamki i potrafiła stwierdzić, jaki to jest rodzaj rakiety. Jesteście bezczelni po tych zdarzeniach spod Bydgoszczy w ogóle zabierając głos - powiedział minister obrony pod adresem posłów PiS.
Dodał, że ówczesny szef MON - obecnie szef klubu PiS - Mariusz Błaszczak mówił w 2023 r., że nie został poinformowany o zdarzeniu i winą obciążył ówczesnego Dowódcę Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych, gen. Tomasza Piotrowskiego.
- My bierzemy 100 proc. odpowiedzialności za decyzje, które podejmują żołnierze i będziemy ich wspierać. I dajemy im wolną rękę w podejmowaniu decyzji zgodnie z procedurami i zgodnie z zagrożeniem. I żołnierz ocenia, czy rakieta wyrządzi więcej szkód, jak zostanie zestrzelona, czy jak upadnie w miejsce niezamieszkałe - wskazał wicepremier.
Zwrócił się również do posłów Konfederacji, apelując, by „zeszli na ziemię” i dostrzegli, że prawdziwe zagrożenie płynie ze strony Rosji, a nie Ukrainy, Zachodu i polskiego rządu.(PAP)
kmz/ mok/































































