No i stało się. Po tym, jak w piątek notowania ropy Brent przekroczyły barierę 80 dolarów za baryłkę, poniedziałkowa sesja przyniosła mocne potwierdzenie ruchu w górę. Efektem była zwyżka cen czarnego surowca o ponad 2% i osiągnięcie niemal 4-letniego szczytu.


Po 22:00 baryłka ropy Brent była wyceniana na przeszło 85 dolarów. To o 2,65% więcej niż przed weekendem oraz najwięcej od listopada 2014 roku. Tylko przez ostatni miesiąc "czarne złoto" zdrożało o 6,7% i jest już o 45% droższe niż rok temu.
Trudno przesądzić, co spowodowało poniedziałkową zwyżkę na rynku ropy naftowej. Przypuszczenia idą w kierunku działań spekulacyjnie nastawionych uczestników rynku, którzy jeszcze w ubiegłym tygodniu zwiększyli długą pozycję netto w kontraktach na ropę do największego poziomu od lipca.
Do otwierania długich spekulacyjnych pozycji zachęcała analiza techniczna po piątkowym przebiciu 80 USD za baryłkę. W maju i lipcu to właśnie na tym poziomie zatrzymywały się wzrosty. Pokonanie tego ważnego oporu na gruncie "technicznym" zapowiada dalsze zwyżki.
Jak i kiedy ceny ropy podbiją inflację
W nadchodzących miesiącach inflację powinny podnieść ceny paliw, które rosną pod wpływem hossy na rynku ropy.
W grze cały czas pozostają też czynniki natury fundamentalnej. Amerykańskie sankcje na Iran od 4 listopada mogą drastycznie zmniejszyć dostawy z tego kraju. Pod naciskiem amerykańskiej administracji nawet chiński Sinopec ograniczył zakupy irańskiej ropy o połowę. A to oznacza, że rafinerie z Azji będą musiały znaleźć nowych dostawców surowca, co wywołuje presję na wzrost cen.
Z kolei pozostali członkowie kartelu OPEC nie zamierzają istotnie zwiększyć produkcji. Zresztą nawet Arabia Saudyjska nie jest w stanie w pełni zastąpić irańskiej ropy, dostarczanej w ilości ok. 1,5 mln baryłek dziennie. Niektórzy analitycy twierdzą, że jeśli 4 listopada irańska ropa nagle przestanie płynąć na rynek, to jej ceny mogą skoczyć nawet do 100 dolarów za baryłkę.
KK





























































