W nadchodzących miesiącach inflację powinny podnieść ceny paliw, które rosną pod wpływem hossy na rynku ropy.


Inflacja w Polsce jest bardzo niska, mimo że przy tak szybkim wzroście wynagrodzeń i konsumpcji wydawałoby się, że powinna być wyższa. We wrześniu inflacja wyniosła zaledwie 1,8 proc., czyli nieznacznie przekraczała dolną granicę celu inflacyjnego NBP. Już przyzwyczailiśmy się do tego, że większy wpływ na dynamikę cen w Polsce mają światowe trendy inflacyjne niż krajowa presja ze strony płac – jak firmom rosną koszty i nie mogą przerzucić ich na ceny to po prostu redukują marże.
Jednak w nadchodzących miesiącach inflację powinny podnieść ceny paliw, które rosną pod wpływem hossy na rynku ropy. W ciągu dwóch miesięcy baryłka ropy Brent zdrożała o 13 proc., do 85 dolarów, i jest na najdroższa od czterech lat. Niektóre prognozy mówią, że cena może dojść do 100 dolarów. Nie wiadomo, czy tak będzie, ale można zanalizować skutki tego scenariusza.
Przeczytaj także
Każdy wzrost cen ropy o 10 proc. (przy stałym kursie dolara) oznacza wzrost cen paliw w Polsce o ok. 4 proc. w ciągu dwóch miesięcy. Ostatnia fala wzrostu cen oznacza zatem, że paliwo na stacjach powinno zdrożeć o ok. 5 proc łącznie we wrześniu i październiku. Czyli popularna benzyna PB95 powinna zdrożeć o ok. 25 gr. Na razie zdrożała o 5 gr., więc wzrosty cen jeszcze przed nami. Jeżeli ceny ropy wzrosną do 100 dolarów za baryłkę, a kurs dolara nie zareaguje, wówczas ceny paliw wzrosną o kolejne 7 proc., czyli niecałe 40 gr. To są oczywiście tylko przybliżone wyliczenia, nie biorące pod uwagę, że przełożenie cen ropy na ceny pali w Polsce nie zawsze jest takie samo.
A co z inflacją? Opisane powyżej trendy powinny podbić ją o niecałe 0,3 pkt proc. do października. A jeżeli ropa zdrożeje do 100 dolarów, to inflacja wzroście o kolejne 0,4 pkt proc. Będą oczywiście też jakieś efekty pośrednie, na przykład wyższe ceny transportu, a przez to też wyższe ceny niektórych towarów. Ale wpływ tych efektów pośrednich na inflacje będzie znacznie mniejszy. Trzeba też zaznaczyć, że obecny wzrost cen ropy wynika z tzw. szoku podażowego (ograniczania w dostawach z Iranu), co oznacza, że wzrost cen może przełożyć się negatywnie na światową konsumpcję, a tym samym również koniunkturę w Polsce. To z kolei będzie oddziaływało w kierunku obniżenia dynamiki cen innymi kanałami.
Wniosek? Hossa na rynku ropy może pomóc podnieść inflację w Polsce do środka celu inflacyjnego NBP w krótkim okresie. Ale nie jest to czynnik, który zagrozi stabilności inflacji. Odwrotnie, może zwiększyć obawy o koniunkturę w Polsce.
Chcesz codziennie takie informacje na swoją skrzynkę? Zapisz się na newsletter SpotData.






























































