REKLAMA

Prywaciarz z PRL-u żył jak pączek w maśle

Justyna Niedbał2014-04-24 06:00
publikacja
2014-04-24 06:00
Prywaciarz, spekulant, cinkciarz, dorobkiewicz i badylarz to najpopularniejsze epitety rzucane pogardliwie w stronę przedsiębiorców z okresu PRL. Znienawidzeni i uciskani przez władzę, przyczynili się do wyzwolenia środków finansowych i eksplozji kapitalizmu po 1989 r. Żeby przetrwać, kombinowali, dawali łapówki i wstępowali do partii politycznych. Tak oto polski kapitalizm narodził się na bazarach, w piwnicach i na polowych łóżkach pod stadionem.

Pewex

Pewex, źródło: FOTOGRAF/EAST NEWS

Pokolenie osób urodzonych w latach osiemdziesiątych często twierdzi, że ich rodzice mieli łatwiej. Każdy miał zapewnioną pracę i chociaż na sklepowych półkach stał tylko ocet, to życie nie było takie skomplikowane, jak dzisiaj. Łatwiej było też prowadzić swój biznes, bo cały towar i tak schodził na pieńku. To prawda, ale dawny przedsiębiorca wcale nie miał lekkiego życia. Wszyscy musieli przestrzegać podstawowej zasady – dostosuj się albo zgiń!

Przedsiębiorczość w czasach socjalizmu

W styczniu 1946 r. wydano ustawę o nacjonalizacji firm, które zatrudniały ponad 50 pracowników. W sumie władza przejęła 6 tys. prywatnych firm. Komuniści oszczędzili jedynie te zajmujące się budownictwem, bo zatrzymaliby odbudowę kraju. Na tym jednak nie poprzestali. Wprowadzono ustawy „o zwalczaniu drożyzny i nadmiernych zysków w obrocie handlowym”, „o obywatelskich komisjach i lustratorach społecznych” i powołano Biuro Cen, które ustalało marże i wysokości opłat. Od tej pory nie można było po prostu założyć działalności – trzeba było mieć pozwolenie. Podczas gdy jeszcze w 1947 r. w Polsce było 134 tys. sklepów, już w 1949 r. było ich zaledwie 78 tys. Dzieci przedsiębiorców nie były przyjmowane na studia, zaś synowie rzemieślników byli przymusowo wcielani do wojska. Władze nie mogły jednak dopuścić do całkowitej likwidacji drobnej działalności, bo na rynku zabrakłoby towarów. Wszystko miało się zmienić wraz z dojściem do władzy Gomułki… ale tak się nie stało.

Prowadzenie firmy w Polsce »W Polsce dobija się przedsiębiorczość

Pod koniec lat 50. kapitalistom było trudno. Żeby przetrwać w konkurencji z państwowymi fabrykami, drobni przedsiębiorcy często decydowali się wstąpić do partii, dzięki czemu w teorii uzyskiwali przedstawicielstwo polityczne. Gdy urzędnik wlepił domiar na podstawie tzw. „Zewnętrznych Znamion Bogactwa”, dawało się koniak albo czekoladki. Sytuacja poprawiła się nieco dopiero pod koniec ery Gierka, kiedy w 1977 r. pozwolono otwierać zakłady rzemieślnicze bez tytułu czeladnika lub mistrza.

Koniak i rajstopy vs. zezwolenia i domiary

Prawdziwe historie przedsiębiorców zostały opisane przez nich samych i zebrane w książce „Prywaciarze 1945-1989” wydanej przez Ośrodek KARTA. „Prywaciarze” radzili sobie jak umieli. Wytwarzali „drobnicę”, czyli guziki, obcasy, śrubki, okulary i inne towary, których produkcja nie stanowiła bezpośredniej konkurencji dla komunistycznego przemysłu. Ciekawie przedstawia to Aleksandra Zadara w tekście „Łapówka za guziki” opublikowanym przez Ośrodek KARTA. handel dywanami w PRL
Kwitnie uliczny handel, 1975 r., źródło: FOTOGRAF/EAST NEWS

Opisuje w niej, jak wspólnie z mężem uruchamiali produkcję guzików. Koncesje, zezwolenia, wielkość produkcji, zamówienia – wszystko to można było załatwić tylko wówczas, gdy miało się znajomości lub zapłaciło komu trzeba. Urzędnicy robili co chcieli: nakładane domiary i ceny produktów obliczane były wg własnego uznania, nie poparte żadnymi logicznymi wyliczeniami. Do tego dochodziły nowe akty prawne, zakazujące handlowi uspołecznionemu zaopatrywania się w towary u prywatnych producentów. Z czasem dawanie łapówek za zamówienia stało się normą, a jednocześnie niebezpiecznym procederem.

Wiele osób po przemianach ustrojowych decydowało się na wyjazd na saksy, żeby zarobić tam pieniądze na założenie firmy w Polsce. Jako przykład może posłużyć Krzysztof Oleksowicz, jeden ze stu najbogatszych Polaków wg rankingu „Wprost”. Wbrew nadziejom rodziców, którzy liczyli na to, że ich syn zostanie prawnikiem, Oleksowicz na początku lat 70. zaczął szkolić się w niemieckich warsztatach samochodowych. Później handlował częściami samochodowymi. W 1993 r. założył z dwoma wspólnikami firmę Inter Cars, obecnie największego w Polsce sprzedawcę części zamiennych do samochodów.

bezrobotny » Szkoły kształcą etatowców, nie przedsiębiorców

Nie jest to jedyny milioner, który dorobił się m.in. dzięki zagranicznym wojażom za pieniędzmi. Ciekawa jest również historia Krzysztofa Mielewczyka. Zaczynał od tego, że w latach osiemdziesiątych jeździł po Polsce i skupował zegarki. Następnie ciął ich koperty i wrzucał do kwasu, aby odzyskać z nich złoto, które wówczas było warte majątek. W 1988 r. wyjechał na saksy do Szwecji. Zaczął produkować poduszki i kołdry z pierza pod marką Roleks (od marki ulubionych zegarków Rolex), które następnie eksportował do Japonii. Nieco później ze znajomym cinkciarzem założył w Gdyni kantor.

cinkciarz
Cinkciarz sprzedaje dolary, kadr z serialu "Zmiennicy", źródło: FOTOGRAF/EAST NEWS

Rozkwit small-businessu

Wielu z nas pamięta serial komediowy „Tygrysy Europy”, który w zabawny sposób przedstawiał życie elit finansowych będących motorem napędowym raczkującego kapitalizmu po 1989 r. O to, co przyczyniło się do eksplozji przedsiębiorczości w tamtym czasie, zapytaliśmy dr hab. Grzegorza Myśliwskiego z Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego.

- Rok 1989 r. był z pewnością czasem przełomu gospodarczego, jednak Polacy wykazywali się dużą przedsiębiorczością i wcześniej. Wynikało to i ze zwykłego pragnienia życia na wyższej stopie niż przeciętna, a także z funkcjonowania drobnej przedsiębiorczości (tzw. „prywaciarze”) w PRL. Fundamentalne znaczenie dla eksplozji przedsiębiorczości w Polsce w 1989 r. miała tzw. ustawa Wilczka z końca 1988 r., autorstwa Mieczysława Wilczka w rządzie M. F. Rakowskiego. Dzięki niej w szybkim czasie zarejestrowano około miliona firm, w większości jednoosobowych lub rodzinnych. Odżyły usługi, a sklepy zapełniły się towarami, które przed 1989 r. były osiągalne tylko na bazarach, w sklepach PEWEX-u, albo komisach – mówi Myśliwski.

Kolejnym fundamentem był plan Balcerowicza, który, mimo pewnych błędów, brutalnie i nieodwołalnie przestawił gospodarkę polską na tory gospodarki rynkowej opartej na prywatnej własności. - Ograniczeniu uległa rola państwa w gospodarce, zgodnie z ideą „mniej państwa w gospodarce”. Nieodwołalność tych zmian stworzyła przymus i konieczność dla każdego mieszkańca Polski odpowiedzi na pytanie, na jakim poziomie chce żyć, czy woli „mieć” czy „być” a więc, jaki zawód chce wykonywać, by osiągnąć swój cel– dodaje Myśliwski. Niestety przedsiębiorczość Polaków wciąż była ograniczona.

„Ustawa Wilczka”, czyli ustawa z dnia 23 grudnia 1988 r. o działalności gospodarczej. Mieści się ona na zaledwie pięciu stronach maszynopisu i zawiera 54 artykuły, z czego tylko 25 dotyczyły regulacji działalności gospodarczej, a reszta to przepisy przejściowe i zmieniające inne ustawy. Stworzona przez dwóch członków PZPR - ministra przemysłu Mieczysława Wilczka oraz premiera Mieczysława Rakowskiego, pozwoliła całym pokoleniom osób wychowanych w paradygmacie realnego socjalizmu niemal z dnia na dzień przekształcić się w drobnych przedsiębiorców. Istotę jej ducha najlepiej oddają dwa kluczowe artykuły, które mówią: Art. 1. Podejmowanie i prowadzenie działalności gospodarczej jest wolne i dozwolone każdemu na równych prawach, z zachowaniem warunków określonych przepisami prawa.
Art. 4. Podmioty gospodarcze mogą w ramach prowadzonej działalności gospodarczej dokonywać czynności oraz działania, które nie są przez prawo zabronione.
komuna firmy » Komuna upadła, a one trwają – 7 firm, które przetrwały okres transformacji
– Były to różnego rodzaju bariery, m.in. brak kapitału na rozruch, który wynikał z na ogół ubogiej kondycji rodziców ludzi, którzy dopiero wkraczali w dorosłe życie, jak i z trudności w uzyskaniu kredytów w bankach. Była też psychiczna trudność w podejmowaniu dramatycznych nieraz decyzji o wyjeździe do pracy z rodzinnego miasta, które żyło przez lata z upadłej w końcu fabryki. Tu zarazem pojawia się problem, gdzie mieszkać w nowym, odległym miejscu pracy, skoro nie ma się pieniędzy. Wbrew pozorom, bieda nie sprzyja rozwojowi przedsiębiorczości. Ktoś ubogi nie założy firmy, a wciąż ubogie społeczeństwo (znacznie uboższe niż w Portugalii) będzie niezbyt chłonnym konsumentem oferty innej niż artykuły podstawowe – twierdzi Myśliwski.

Polska przedsiębiorczość od wielu lat znajduje się w okresie próby. Wielu młodych ludzi popiera ideę wolnego rynku, wciąż jednak część społeczeństwa mentalnie tkwi w realnym socjalizmie. Prawdziwy kapitalista poradzi sobie w każdych warunkach, tak jak radził sobie do tej pory. Liczy się umiejętność adaptacji do otoczenia i wyczucia niszy na rynku. Wtedy nie będzie miało znaczenia, jak było kiedyś, a jak jest teraz.

Justyna Niedbał
Bankier.pl
j.niedbal@bankier.pl

Źródło:
Tematy
Najlepsze z najtańszych kart kredytowych – styczeń 2021 [Ranking]

Najlepsze z najtańszych kart kredytowych – styczeń 2021 [Ranking]

Komentarze (32)

dodaj komentarz
~Extrem
Moim zdaniem w tej chwili cinkciarz nie wywiązuje się ze swoich obowiązków: http://tvn24bis.pl/pieniadze,79/cinkciarz-opoznienia-w-realizacji-transakcji,633933.html. Moim zdaniem https://ekantor.pl/ jest znacznie rzetelniejszy.
~Jacx
"Na półkach stał tylko ocet" - co za bzdury.. Współczynnik dzietności ponad 2 w kraju, gdzie nie było jedzenia... Komu zależy na wciskaniu ludziom takich głupot? Czym dawniej do PRL-u tym więcej bzdur można przeczytać o tamtym okresie. Za 100 lat będą pisać, że przed 89 r. ludzie z głodu umierali na ulicach.
~Le
Pajacu do demoludów jeżdziło się na dowód osobisty a nie na paszport to i do NRD. A żeby dostać paszport trzeba było mieć zaproszenie z zachodu i zapewniony pobyt to mogli dostać tylko ci co mieli rodziny i "znajomych" na zachodzie.
~saksy_w_DE
To świetnie, ale jak się nie miało rodziców w partii to nie było szans wyjechać (jako dziecko) na zachód lub nawet do NRD.
A potem jako pełnoletni trzeba było wielbić aktywnie system jak Rodowicz, Szymborska itp. i wtedy jeździło się gdzie chciało. Albo np. można było kraść w niemczech za rączkę ze służbami
To świetnie, ale jak się nie miało rodziców w partii to nie było szans wyjechać (jako dziecko) na zachód lub nawet do NRD.
A potem jako pełnoletni trzeba było wielbić aktywnie system jak Rodowicz, Szymborska itp. i wtedy jeździło się gdzie chciało. Albo np. można było kraść w niemczech za rączkę ze służbami PRL a potem otworzyć telewizję ....:D
~ZQW
Za PRL-u nie było tyle konkurencji i aż takich podatków. Zbyt był zapewniony, zwłaszcza w latach 80. Większość prywaciarzy była zrzeszona w tzw. Spółdzielniach Pracy, które pobierały ok. 3% za refakturowanie towarów, ale płaciły z tego różne podatki i dawały ochronę przed nadgorliwym fiskusem. Państwowe sklepy Za PRL-u nie było tyle konkurencji i aż takich podatków. Zbyt był zapewniony, zwłaszcza w latach 80. Większość prywaciarzy była zrzeszona w tzw. Spółdzielniach Pracy, które pobierały ok. 3% za refakturowanie towarów, ale płaciły z tego różne podatki i dawały ochronę przed nadgorliwym fiskusem. Państwowe sklepy kupowały praktycznie cały towar i płaciły w terminie. Problemem były surowce do produkcji. Ale i to dawało się obejść, albo przez półlegalny import z Zachodu albo przez łapówki. Za skrzynkę wódki, można było nabyć pełnowartościowe "odpady" nienadające się do uspołecznionej produkcji. Ale do prywatnej jak najbardziej.
Ogólnie była totalna fikcja. Tamten okres stworzył wszechobecne łapówkarstwo i brak poszanowania absurdalnego "prawa".
~as
Kiedyś wystarczyło nalezeć do PZPR lub raportowac gdzie trzeba, dziś...(tu sobie dopiszcie).
~zbyszek1
To prawda. Święta prawda, że miał się człowiek w PRLu jak pączek w maśle. Zero konkurencji, brak wszystkiego, zero wymagań co do jakości, co się zrobiło nawet byle jak i z byle czego wszystko poszło. Limitowane przydziały materiałów więc szeroko otwarta furtka dla korupcji a kupione na lewo materiały dawały możliwość To prawda. Święta prawda, że miał się człowiek w PRLu jak pączek w maśle. Zero konkurencji, brak wszystkiego, zero wymagań co do jakości, co się zrobiło nawet byle jak i z byle czego wszystko poszło. Limitowane przydziały materiałów więc szeroko otwarta furtka dla korupcji a kupione na lewo materiały dawały możliwość dodatkowej poza spółdzielnią rzemieślniczą produkcji sprzedawanej na lewo na wolny rynek bez opodatkowania. Eldorado. Ech gdzie te czasy? Rok 1989 wszystko zmienił. Trzeba było zaczynać często od nowa a na pewno inaczej. Kto tego nie zrozumiał albo był panem Kaziem szybko zniknął a dzisiaj wylewa gorzkie żale i złorzeczy na sprzedajne, zdradzieckie rządy które to jego zdaniem sprzedały Polskę i jej przemysł którego produkcji nikt nie chciał kupować. Mimo tego co nazwałem eldorado wolę to co dzisiaj. Może jest trudniej ale uczciwie i satysfakcja z prowadzenia interesu, z tego co się zrobi prawdziwa .
~blablabla
Teraz korporacje -niszczą Polski rynek i zyski wyprowadzają do rajów podatkowych -żyją jak pączki w maśle a ustawę o swobodzie działalności to se w D..... można wsadzić przedsiębiorca rodzimy tak jest ona pięknie skonstruowana !!!
~qwerty
"Rozwój kapitalizmu w Polsce po 89" - hahahaha hahahahaha hahahahaha hahaha haha hahahah hahahaha hahahahaha :) Oj Pani Justyno, jak zwykle zapewne nieświadomie poprawia mi Pani humor po pracy. Proszę założyc jakiś kącik humorystyczny na bankier.pl :)
~wyciule
no skonczone ciule-gdzie te puste półki,pierd olone styropianowcy i bolki no gdzie????

Powiązane

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki