Prezydent Donald Trump ogłosił w piątek wprowadzenie w USA stanu nadzwyczajnego w związku z epidemią koronawirusa. Krok ten pozwoli na uruchomienie większych funduszy federalnych na walkę z Covid-19 dla władz stanowych.
Wprowadzenie stanu wyjątkowego związanego z chorobą zakaźną pozwala, zgodnie z ustawą z 1988 roku, na wsparcie stanów i władz regionalnych oraz wysłanie do szczególnie dotkniętych epidemią miejsc specjalnych zespołów.
Do podjęcia takiej decyzji nakłaniali Trumpa zarówno Republikanie jak i Demokraci. Prezydent USA poprosił szpitale o wdrożenie planów awaryjnych.
Trump zapowiada pół miliona testów na koronawirusa
Ogłaszając w piątek w Białym Domu stan nadzwyczajny z powodu koronowirusa prezydent USA Donald Trump zapowiedział, że pół miliona testów na Covid-19 będzie dostępnych w ciągu tygodnia. Dodał, że powinny się im poddać jedynie osoby, które wykazują symptomy choroby.
Trump ogłosił stan nadzwyczajny na terenie całego kraju, by - jak powiedział - "uwolnić całą moc rządu federalnego". Zgodnie z jego zapowiedzią pozwoli to na przekazanie 50 mld dolarów środków federalnych na zwalczanie pandemii.
"Nie chcemy, by każdy przechodził test, to całkowicie niepotrzebne" - stwierdził Trump. Zapowiedział też wprowadzenie regulacji, które mają ułatwić służbom medycznym walkę z pandemią, w tym m.in. zwiększenie liczby łóżek szpitalnych. Prezydent wezwał stany do utworzenia specjalnych ośrodków kryzysowych.
Izba Reprezentantów chce darmowych testów na Covid-19
Darmowe testy na koronawirusa dla wszystkich Amerykanów oraz dwutygodniowy płatny urlop dla osób z Covid-19 przewiduje przegłosowana w nocy z piątku na sobotę przez Izbę Reprezentantów USA ustawa. Ma ona na celu złagodzenie wpływu koronawirusa na gospodarkę.
110-stronnicowy koronowirusowy pakiet zapewnia także większą pomoc dla bezrobotnych oraz trzy miesiące bezpłatnego urlopu w przypadku konieczności poddania się kwarantannie.
Ustawa ma poparcie obu partii. Opowiedziało się za nią 363 kongresmenów; przeciw było 40.
Do jej przegłosowania doszło po kilku dniach negocjacji między szefową Izby Reprezentantów Nancy Pelosi i ministra finansów USA Stevena Mnuchina.
Swoje poparcie dla pakietu zapewnił prezydent Donald Trump. Senat głosować będzie nad ustawą prawdopodobnie w przyszłym tygodniu.Pomoc studentom, uzupełnienie zapasów ropy, więcej szpitalnych łóżek
Amerykański przywódca zapowiedział też wprowadzenie regulacji, które umożliwią zwiększenie liczby łóżek szpitalnych. Prezydent wezwał też władze stanowe do tworzenia specjalnych ośrodków kryzysowych, a szpitale o wdrożenie planów awaryjnych.
Stany Zjednoczone - jak zadeklarował Trump - uzupełnią strategiczne rezerw ropy. Będzie ona skupowana w okresie, w którym spadły znacząco jej ceny.
W ramach innych gospodarczych działań związanych z epidemią SARS-CoV-2 zniesione będą odsetki w części studenckich kredytów. Trump nie wykluczył również pomocy państwowej dla branży lotniczej, w którą epidemia uderzyła najbardziej.
Prezydent uznał, że kluczowym etapem walki z Covid-19 będzie najbliższe osiem tygodni. Przyznał, że w razie konieczności poszerzy listę krajów, z których nie wolno przybywać do Stanów Zjednoczonych.
Trump zapowiedział, że jeszcze w piątek administracja ogłosi listę kolejnych kroków, jakie podejmie, by przeciwdziałać rozprzestrzenianiu się koronawirusa.
Pytany podczas piątkowej konferencji prasowej, dlaczego nie poddał się kwarantannie, mimo iż znalazł się w towarzystwie osób, które okazały się później zakażone, Trump odparł, że nie ma symptomów wskazujących na obecność koronawirusa. Później dodał, że "najprawdopodobniej" przejdzie tego rodzaju test i może nawet w bliskim czasie, przy czym raz jeszcze powtórzył, że "nie ma objawów zakażenia".
Podczas konferencji prasowej przywódca USA podawał rękę m.in. towarzyszącym mu podczas konferencji szefom spółek.
W konferencji w Ogrodzie Różanym uczestniczył też wiceprezydent USA Mike Pence. Zaapelował on o opiekę nad osobami starszymi. "Byli dla nas, teraz przyszedł czas, abyśmy my byli dla nich" - dodał. Pence poinformował, że przypadki koronawirusa zostały wykryte już w 46 amerykańskich stanach.
Zamknięte szkoły w niektórych stanach
Chociaż dotychczas żadne dziecko nie padło śmiertelną ofiarą wirusa, według dziennika "The New York Times" zamknięto dotąd lub planuje się w najbliższych dniach zamknąć blisko 20 tys. placówek szkolnych. Dotknie to ok. osiem milionów uczniów.
W piątek wiadomo było o odwołaniu zajęć w klasach od 1 do 12 na co najmniej dwa tygodnie w stanach Ohio, Maryland, Oregon, Nowy Meksyk, Michigan. Szkoły będą nieczynne też w Wirginii Zachodniej, gdzie nie odnotowano jeszcze żadnego przypadku SARS-Cov-2.
Naukę w szkołach przerwą także uczniowie w niektórych dużych szkolnych okręgach, m.in. w Los Angeles, drugim co do wielkości w USA, bo liczącym ponad 600 tys. uczniów.
Media w USA przypominają, że 80 proc. spośród tych uczniów korzysta z bezpłatnych posiłków. Ponad 20 tys. dzieci jest bezdomnych.
54 tys. uczniów nie będzie uczęszczać w najbliższym okresie do szkół w Seattle w stanie Waszyngton oraz w Atlancie, Denver, San Francisco, San Diego, Waszyngtonie, Houston i Austin.
W USA toczy się debata nad celowością zamykania szkół. Federalne Ośrodki Kontroli i Zapobiegania Chorobom zalecają, by w razie wykrycia infekcji w okolicznej społeczności dyrektorzy szkół konsultowali się z lokalnymi służbami epidemiologicznymi w sprawie ewentualnego terminu zamknięcia placówki.
Kuratoria muszą zadecydować o ewentualnym wydawaniu posiłków dla rodzin o niskich dochodach, prowadzeniu zajęć w sieci bądź anulowaniu stanowych egzaminów. Ministerstwo edukacji ogłosiło, że pozwoli stanom ubiegać się o odroczenie tych egzaminów, gdyby nauczanie było zawieszona przez dłuższy okres.
Okręg w Waszyngtonie DC, skupiający ok. 48 tys. uczniów, ogłosił w piątek, że chociaż szkoły będą zamknięte od poniedziałku do 31 marca, nauka przez Internet rozpocznie się dopiero 24 marca. Posiłki będą wydawane uczniom w różnych miejscach.
Zamykanie szkół komplikuje nie tylko sprawę posiłków dla dzieci z ubogich rodzin. Ich rodzice nie mogą sobie pozwolić na wynajęcie kogoś do opieki nad najmłodszymi. Jeśli zajmą się tym sami, grozi im utrata pracy.
Kolejnym problemem jest nauka on line. Nie wszystkie szkoły mają dostęp do odpowiedniej technologii i nie wszyscy nauczyciele mają w tym zakresie doświadczenie. Wiele dzieci nie posiada komputerów w domu.
"Rodziny o niskich dochodach częściej używają smartfonów w celu dostępu do internetu, a dzieci w tych domach mogą nie być w stanie korzystać z bardziej zaawansowanego oprogramowania do nauki, co wymaga tabletu lub komputera. Zdaniem nauczycieli nie jest niczym niezwykłym, że rodzeństwo próbuje odrobić pracę domową przy pomocy jedynego telefonu komórkowego" – zauważył "New York Times".
Biorąc to pod uwagę przed zamykaniem szkół publicznych wzbraniają się m.in. władze stanu i miasta Nowy Jork. Decyzję o zawieszeniu zajęć podjęły tam natomiast inne placówki.
Diecezja rzymskokatolicka na Brooklynie zapowiedziała w piątek zamknięcie w przyszłym tygodniu 228 szkół podstawowych, do których uczęszcza ponad 41 tys. uczniów w dzielnicach Brooklyn i Queens. Na Manhattanie odwołało zajęcia m.in. prestiżowe jezuickie liceum Regis.
W piątek o zamknięciu największej sieci szkół czarterowych w Nowym Jorku powiadomiła Success Academy. 18 tys. uczniów będzie kontynuować naukę on line.
"Bez szybkich działań, może umrzeć ponad milion Amerykanów"
Modele statystyczne mające na celu prognozowanie potencjalnego zasięgu koronawirusa sugerują, że ponad milion Amerykanów może umrzeć, jeśli USA nie podejmą szybkich działań, aby zatrzymać rozprzestrzenianie się Covid-19 tak szybko, jak to możliwe - pisze dziennik "The Hill".
"Co najmniej trzy różne modele stworzone przez ekspertów ds. epidemiologii sugerują, że nawet przy optymistycznych prognozach miliony Amerykanów zarażą się koronawirusem" - pisze Reid Wilson w tekście, który ukazał się w piątek na portalu waszyngtońskiej gazety. Modele stworzono w oparciu o to, co eksperci wiedzą do tej pory o rozprzestrzenianiu się koronawirusa w Chinach i Stanach Zjednoczonych.
Według jednego modelu z Centrów ds. Kontroli i Zapobiegania Chorób (CDC) "w ciągu roku chorobą może zarazić się od 160 do 210 milionów Amerykanów" w liczącym 332 miliony ludzi kraju - podaje "The Hill". "Na podstawie danych dotyczących umieralności i aktualnych możliwości szpitali liczba zgonów w scenariuszu CDC wynosiła od 200 tysięcy nawet do 1,7 miliona, a aż 21 milionów ludzi może potrzebować hospitalizacji, podczas gdy w kraju jest zaledwie 925 tys. łóżek szpitalnych" - czytamy.
"CDC współpracują z partnerami federalnymi nad modelowaniem w celu oszacowania, ile przypadków zachorowań Covid-19, hospitalizacji i zgonów może wystąpić w różnych hipotetycznych scenariuszach oraz jaki wpływ będzie mieć Covid-19 na amerykańską gospodarkę. Ten rodzaj modelowania jest powszechnie stosowany jako narzędzie planowania w przypadku wybuchu epidemii i może pomóc w informowaniu o działaniach w zakresie zdrowia publicznego, a także innych obszarach polityki (np. polityce gospodarczej) w celu złagodzenia potencjalnego wpływu na Stany Zjednoczone" - przekazał rzecznik CDC w oświadczeniu.
Dodał, że modelowanie może pomóc systemom zdrowia zaplanować gwałtowny wzrost liczby pacjentów i pomóc w rozmieszczeniu ekspertów medycznych i sprzętu; pomaga także władzom lokalnym w ocenie, kiedy należy podjąć odpowiednie środki, takie jak zamknięcie szkół.
Według kolejnego modelu, "zbudowanego przez ekspertów światowej organizacji non profit zajmującej się zdrowiem Resolve to Save Lives i Radę ds. Stosunków Międzynarodowych, liczba potencjalnych zgonów może wynieść od 163,5 tys., jeśli wirus nie jest bardziej śmiertelny niż grypa sezonowa, do ponad 1,6 mln, jeśli wirus ma śmiertelność tylko 1 proc." - podaje "The Hill". Liczby te oparte są na szacunkach mówiących o tym, że połowa Amerykanów zarazi się wirusem.
Dziennik wskazuje, że "globalnie liczby te są jeszcze bardziej szokujące". "Pięciu badaczy z T.H. Chan School of Public Health na Uniwersytecie Harwardzie oceniło, że od 20 do 60 proc. wszystkich ludzi na ziemi (od 1,4 do 4,2 miliarda ludzi) może ostatecznie zarazić się" Covid-19 - podaje "The Hill". I zwraca uwagę, że "jeśli wirus zabije tylko 1 proc. zakażonych osób, zagrożonych jest od 14 do 42 milionów ludzi. W krajach takich jak Iran i Włochy, w których systemy opieki zdrowotnej są niewydolne, śmiertelność może być znacznie wyższa".Koronawirus a wybory prezydenckie
Do ogłoszenia nadzwyczajnego stanu epidemiologicznego nakłaniali Trumpa zarówno Republikanie, jak i Demokraci. Krok ten w obliczu spadków na rynkach oraz narastającego niepokoju społecznego w USA ma duże znaczenie symboliczne.
Wprowadzenie stanu wyjątkowego związanego z chorobą zakaźną pozwala, zgodnie z ustawą z 1988 roku, na finansowe i logistyczne wsparcie stanów oraz władz lokalnych, a także na wysłanie do szczególnie dotkniętych epidemią miejsc specjalnych zespołów - pisze Reuters.
Associated Press podaje, że prezydent zdecydował się na zwołanie konferencji prasowej, ponieważ jego środowe wystąpienie na temat koronawirusa nie zdołało uspokoić rynków. Doszło do nieporozumienia, ponieważ prezydent Trump mylnie poinformował, że znaczne ograniczenie swobody przepływu osób z Europy będzie rozszerzone również na pochodzące stamtąd towary.
W orędziu w sprawie koronawirusa, wygłoszonym w Gabinecie Owalnym w środę Trump poinformował, że od północy w piątek zawieszone będą przyjazdy do Stanów Zjednoczonych osób, które w ciągu ostatnich 14 dni przebywały w strefie Schengen. Zakaz nie będzie obejmował m.in. Wielkiej Brytanii, obywateli amerykańskich oraz ich rodzin.
Amerykańskie media zgodnie oceniają, że działania Trumpa mają kluczowe znaczenia dla jego szans na reelekcję w listopadzie, a pandemia może całkowicie przetasować scenę polityczną w USA. Odnotowują też zmianę retoryki prezydenta. Przywódca USA nie porównuje już koronawirusa do grypy i przyznaje, że SARS-CoV-2 stanowi poważne zagrożenia dla zdrowia publicznego.
mobr/ fit/ ap/ mars/



























































