Polnord zaprezentował dziś rekordowe dane dotyczące sprzedaży mieszkań w 2017 roku. To dobry moment, by z prezesem Dariuszem Krawczykiem porozmawiać o obecnym położeniu i przyszłości zarówno samej spółki, jak i całej branży.
Bankier.pl: Jaki był 2017 r. dla Polnordu?
Dariusz Krawczyk, prezes zarządu Polnord SA: Miniony rok można podsumować jednym słowem – rekordowy. Polnord sprzedał najwięcej mieszkań w swojej historii, co zbiegło się z jubileuszem 40-lecia firmy, więc mówimy o spółce, która funkcjonowała już w czasach niejednej hossy i bessy na rynku deweloperskim, ale to właśnie teraz wykorzystuje swój potencjał jak nigdy dotąd. Do ustanowienia rekordu w liczbie zakontraktowanych lokali przyczyniła się także nasza aktywność w przygotowywaniu i wprowadzaniu na rynek nowych inwestycji. Tu zanotowaliśmy kolejny rekord, wprowadzając do sprzedaży 1650 lokali. Rekord sprzedaży to przede wszystkim efekt skutecznie przeprowadzonej restrukturyzacji spółki, w tym odpowiedniej strategii sprzedażowej i dużej aktywności spółki w uruchamianiu nowych inwestycji.
Niebawem miną dwa lata od ogłoszenia nowej strategii. Jak zmieniła się sytuacja spółki względem „dnia zero”?
Konsekwentnie realizujemy założenia strategii, a uzyskiwane wyniki sprzedażowe są zgodne z naszymi oczekiwaniami. Ostatnie dwa lata były czasem, w którym obok efektywnego wykorzystywania panującej na rynku mieszkaniowym hossy, zajmowaliśmy się restrukturyzacją wielu obszarów działalności naszej grupy. Zmieniliśmy zasady współpracy z kontrahentami, uszczelniliśmy system wydatków, zracjonalizowaliśmy funkcjonowanie naszych biur, likwidując na przykład zupełnie zbędną placówkę w Moskwie. Dużym wyzwaniem było urealnienie wyceny majątku spółki, głównie posiadanych działek. Uzupełnialiśmy nasz bogaty bank ziemi o kolejne działki, położone w atrakcyjnych punktach dużych aglomeracji. Przypomnę, że celem zapisanym w strategii jest osiągnięcie w 2019 roku sprzedaży na poziomie 1500 mieszkań i 500 mln zł przychodu. Jesteśmy na dobrej drodze do zrealizowania tych założeń.

Jakie są główne cele Polnordu na 2018 r.?
Konsekwentny, stabilny wzrost poprzez dalsze wzmacnianie swojej obecność na najważniejszych i największych rynkach w Polsce, głównie warszawskim i trójmiejskim. Poprawa wyników finansowych, która powinna być zauważalna po tym, gdy zaczniemy ujmować w rachunku zysków i strat rekordowe poziomy sprzedaży mieszkań. Dalsze aktywne poszukiwanie działek pod inwestycje i sprzedaż biurowców w Wilanowie.
Jak ocenia Pan zwiększenie przez Murapol zaangażowania w Polnord? Prezes tej spółki w ciepłych słowach wypowiadał się o pracy zarządu, na czele którego Pan stoi.
Zwiększenie zaangażowanie w Polnord przez podmiot branżowy jest satysfakcjonującym dowodem na skuteczność działań restrukturyzacyjnych, jakie realizujemy od dwóch lat w Spółce. Jest to istotne tym bardziej, że rynek nie zawsze potrafi właściwie ocenić wartość zachodzących procesów. Murapol to firma, którą charakteryzuje innowacyjny i skuteczny model biznesowy, czego efektem są bardzo dobre wyniki sprzedażowe i wysoka pozycja na rynku. Doceniamy więc fakt, że spółka, która również należy do ścisłej krajowej czołówki w branży deweloperskiej znalazła się w naszym akcjonariacie.
No właśnie, od czasu, gdy w akcjonariacie ujawnił się Murapol, ceny akcji Polnordu odbiły, lecz inwestorzy wciąż liczą na dużo więcej. Wierzy Pan, że w 2018 r. będzie pod tym względem przełomowy?
W ostatnim wywiadzie, udzielonym już po zakupie akcji przez Murapol, podkreśliłem, że giełdowa wycena Polnordu jest nieadekwatna do aktualnej wartości i potencjału spółki. Do tej pory rynek nie reagował na zdarzenia, które powinny stanowić impuls do wzrostów. Kwartalne rekordy sprzedaży, uruchamianie kolejnych inwestycji, zakupy działek czy komercjalizacja kompleksu naszych biurowców w Wilanowie nie znajdowały swojego odbicia w wycenie waloru. Na podstawie dochodzących sygnałów z rynku można było wyciągnąć wnioski, że inwestorzy bardziej zainteresowani są odszkodowaniami za grunty, jakie spółka ewentualnie miałaby otrzymać niż wynikami biznesu deweloperskiego. Tymczasem, od początku objęcia stanowiska prezesa zarządu Polnordu, podkreślałem, że spółka nie będzie opierać swoich planów restrukturyzacyjnych i rozwojowych o kwestię odszkodowań, które potraktujemy po prostu jak bardzo cenny, ale dodatkowy przypływ środków. W roku 2018 nie powinno zabraknąć kolejnych silnych impulsów wzrostowych, związanych z core biznesem spółki, które, mam nadzieję, zaczną się przekładać na giełdową wycenę.
Co, oprócz szeroko komentowanych perspektyw wzrostu stóp procentowych oraz kosztów pracy, uznałby Pan za największe zagrożenie dla branży deweloperskiej w nadchodzącym roku?
Z rynku dochodzą sygnały, że problemem wielu firm może być brak dostępu do działek pozwalających na atrakcyjne inwestycje. Istotną przewagą Polnordu jest więc duży bank ziemi, który spółka może zabudowywać przez kilka następnych lat. Dodatkowo mamy komfort spokojnego wyszukiwania kolejnych atrakcyjnych lokalizacji, co aktywnie czynimy i czego dowodzą zakupy nieruchomości, jakich dokonaliśmy w minionym roku w Gdańsku i Warszawie. Uzupełniając bank ziemi o kolejne nieruchomości przygotowujemy Polnord do ewentualnego schłodzenia rynku, prognozowanego przez ekspertów.
Patrząc szerzej, czy spodziewa się Pan, że w najbliższym czasie będziemy mieli do czynienia z konsolidacją w branży deweloperskiej?
Nie spodziewam się w tym zakresie wielkiego przełomu. Konsolidacja w branży deweloperskiej już teraz jest łatwa do przeprowadzenia i dość powszechna, czego dowodem jest powoływanie na przykład spółek joint venture w zakresie danej inwestycji. Polnord również docenia i stosuje taki model współpracy, czego przykładem jest Stacja Kazimierz na Woli, inwestycja realizowana wspólnie z Waryński SA Grupa Holdingowa.
Rozmawiał Michał Żuławiński































































