Jazda samochodem elektrycznym w porównaniu z autem benzynowym w dalszym ciągu jest bardziej opłacalna. Różnice wahają się od kilku do kilkudziesięciu procent na korzyść „elektryków”. Cenniki na stacjach ładowania nie były jednak aktualizowane od wiosny. Wraz z sugerowanymi podwyżkami wyjściem będzie zaopatrzenie się we własne ładowarki.
Ostatnie podwyżki w największych i najpopularniejszych sieciach oferujących ładowanie aut elektrycznych miały miejsce wiosną 2022 r., a więc pół roku temu. Podwyżki w ostatnim czasie dotknęły jedynie tzw. superchargery należące do Tesli.
Ładowarki mniej podatne na wahania cen
To zupełnie inna sytuacja od obserwowanej na stacjach benzynowych, gdzie stawki zmieniają się, zwłaszcza w ostatnim czasie, z dnia na dzień. Jak w artykule „Gwałtowna fala podwyżek paliw. Padł nowy rekord cen diesla, a ma być jeszcze drożej” pisze Krzysztof Kolany, główny analityk Bankier.pl, litr benzyny bezołowiowej 95 w ostatni piątek kosztował średnio 6,94 zł – o 36 gr więcej niż tydzień wcześniej. Z kolei za olej napędowy na stacjach benzynowych płacono średnio 8,08 zł – o 48 gr więcej niż tydzień wcześniej.
Tak rzadkie podwyżki na stacjach ładowania samochodów elektrycznych wynikają z podpisywania przez sieci długoterminowych kontraktów na dostawy prądu.
Dla porównania, 1 kWh energii dla osób nieposiadających abonamentów, przy użyciu prądu zmiennego kosztował w największych sieciach ładowania od 1,22 do 1,49 zł. Ładując auto szybszymi ładowarkami przy użyciu prądu stałego o mocy co najmniej 100 kW za 1 kWh trzeba było zapłacić od 2,04 do 2,73 zł.

Naładowanie niewielkiej baterii o pojemności 37 kWh pochłonęłoby w obu przypadkach odpowiednio od 45 do 55 zł oraz od 75 do 101 zł. Koszt naładowania do pełna znacznie większego akumulatora o pojemności 60 kWh oznaczałby wydatek od 73 do 164 zł.
Ładowanie „elektryka” vs tankowanie benzyniaka
W przypadku tego typu porównania równie istotny jest, rzecz jasna, zasięg danego pojazdu. Jak wypadnie ono w przypadku poszczególnych modeli. Weźmy na tapet opla corsę-e wyposażonego w akumulator o pojemności 50 kWh i zasięgu 330 km oraz benzynowy odpowiednik z silnikiem 1,2 l Turbo oferującym 100 KM. Przy obliczeniach posłużmy się z kolei średnim zasięgiem wg WLTP oraz przeciętnym spalaniem benzyny w cyklu mieszanym, a także najniższą stawki dla klientów nieposiadających wykupionego abonamentu oraz średnią ceną litra benzyny bezołowiowej 95 z 14.10.2022 r.
Koszt przejechania 100 km elektrycznym oplem corsą-e przy średnim „spalaniu” na poziomie 15,2 kWh na 100 km wyniesie zatem 18,50 zł przy naładowaniu go prądem zmiennym oraz 30,90 zł przy użyciu ładowarki z prądem stałym. Przejechanie 100 km benzynową, stukonną corsą, spalającą w cyklu mieszanym średnio 6,3 l będzie kosztowało z kolei 38,90 zł. Różnica na korzyść „elektryka” wyniesie zatem odpowiednio 52 proc. oraz 21 proc.
Porównanie kosztów przejechania 100 km autem elektrycznym i benzynowym
| Model elektryczny | Koszt przejechania 100 km (ładowanie prądem zmiennym) [w zł] |
Koszt przejechania 100 km (ładowanie prądem stałym) [w zł] |
Model benzynowy | Koszt przejechania 100 km [w zł] | Różnica |
| opel corsa-e | 18,50 | 30,90 | opel corsa | 38,90 | Od -21 do -52 proc. |
| dacia spring | 14,30 | 24,00 | dacia duster | 43,00 | Od -44 do -67 proc. |
| peugeot e-208 | 17,90 | 30,00 | peugeot 208 | 39,60 | Od -24 do -55 proc. |
| citroen e-c4 | 17,10 | 28,60 | citroen c4 | 37,50 | Od -24 do -54 proc. |
| mazda mx-30 | 24,00 | 40,20 | mazda cx-30 | 43,00 | Od -7 do -44 proc. |
| volvo xc40 recharge | 20,50 | 34,30 | volvo xc40 | 45,80 | Od -25 do -55 proc. |
| opel mokka-e | 19,00 | 31,80 | opel mokka | 31,20 | Od -40 do +2 proc. |
| fiat 500 | 13,70 | 22,90 | fiat 500 | 38,90 | Od -41 do -65 proc. |
Źródło: Bankier.pl
Nieco inaczej przedstawią się wyniki dla innego z opli: modelu mokka. W przypadku elektrycznego wariantu mokka-e przejechanie 100 km pochłonie od 19 do 31,80 zł. Z kolei ta sama trasa przejechana benzynową mokką ze 130-konnym silnikiem 1,2 Turbo wyniesie ok. 31,20 zł. Wybierając więc ładowanie prądem zmiennym zapłacimy o 40 proc. mniej. Jeśli jednak skorzystamy z ładowarki DC zapłacimy o 2 proc. więcej.
Powyższe obliczenia dotyczą jednak ekonomicznej jazdy, a trzeba pamiętać, że zimą zużycie energii przez „elektryki” może wzrosnąć nawet do 20 kWh na 100 km.
Podwyżki cen nieuniknione
Z każdą kolejną, obserwowaną w ostatnich tygodniach, podwyżką cen paliw, „tankowanie” i jazda autem elektrycznym stają się coraz bardziej opłacalne. W związku z drożejącą energią elektryczną podwyżki stawek na stacjach ładowania są jednak nieuniknione. Jak informuje „Auto Świat”, przedstawiciele branży straszą, podwyżki są kwestią kilku najbliższych miesięcy, a po ich wejściu w życie cena 1 kWh prądu może kosztować nawet 4 zł w przypadku tzw. szybkich ładowarek.
Gdzie więc znajduje się próg, po przekroczeniu którego ładowanie „elektryka” będzie droższe niż tankowanie auta benzynowego? Przy obliczeniach oczywiście musimy mieć na uwadze, że nie wiemy, ile w przyszłości trzeba będzie płacić za benzynę. Jeśli jednak ceny na stacjach paliw pozostałyby takie jak obecnie, w przypadku analizowanych modeli próg opłacalności znalazłby się na poziomie od 2,18 zł do 3,64 zł.
Stacji jak na lekarstwo
Jeżdżąc „elektrykiem” trzeba pamiętać, że stacji ładowania w Polsce wciąż jest jak na lekarstwo. Jak wynika z danych Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Pojazdów ACEA, w Polsce jeden punkt ładowania przypada na ok. 150 km drogi publicznej. W przeliczeniu na 100 km przypada więc 0,7 punktu ładowania. Wśród państw należących do Unii Europejskiej gorzej jest jedynie w Estonii (0,6), Grecji (0,4), na Cyprze (0,4) oraz na Litwie (0,2).
Dla porównania, w Niemczech na 100 km dróg przypada blisko 26 punktów ładowania (25,8), a w będącej niedoścignionym wzorem Holandii niemal 67. Punkt ładowania można tam znaleźć średnio co 1,5 km – w Polsce co 150 km.
Rozwiązaniem ładowarki domowe, ale do czasu
Wyjściem, zarówno biorąc pod uwagę dostępność ładowarek jak i ceny na stacjach, pozostają ładowarki domowe. Ładowanie nimi aut, ze względu na podwyżki cen prądu, przestanie być w przyszłym roku tak konkurencyjne. Z kolei wyjątkowo niski roczny limit zużycia wiążący się z preferencyjnymi stawkami będzie zupełnie nieprzydatny w przypadku dodatkowego ładowania „elektryka”.




























































