Dziś w Chinach kolejnego krachu nie było, choć główny indeks szanghajskiej giełdy przetestował istotny poziom. Chińskie parkiety pozostają w tym roku zdecydowanie najgorsze na świecie.


Dzisiejsza sesja w Chinach ponownie zaczęła się od wyraźnych spadków. Godzinę po pierwszym dzwonku indeks Shanghai Composite osunął się poniżej psychologicznego poziomu 3000 pkt, co po raz ostatni zdarzyło mu się w trakcie pamiętnego sierpniowego krachu.
Kilka miesięcy temu poziom ten uznawano za granicę, której bronić będą władze i sprzymierzone z nimi wielkie państwowe przedsiębiorstwa. Niewykluczone, że i dziś – podobnie jak w ubiegłym tygodniu – to właśnie te czynniki stały za odwróceniem spadków. Ostatecznie główne indeksy skończyły dzień na niewielkim plusie.
Shanghai Composite zyskał dziś 0,20%, Shenzhen Composite 0,39%, a CSI 300 0,73%. ChiNext – czyli kolokwialnie chiński Nasdaq – poszedł w górę najmocniej, bo aż o 1,95%. Wszystkim tym indeksom daleko jednak do odrobienia tegorocznych spadków – w stosunku do początku roku tracą odpowiednio 14,59%, 19,64%, 13,81% i 20,87%. Nie trzeba dodawać, ze chińskie indeksy są pod tym względem najgorsze na świecie.
Spadki obserwowaliśmy dziś na większości pozostałych azjatyckich parkietów. Japoński Nikkei stracił 2,71%, hongkoński Hang Seng 0,75%, a południowokoreański Kospi 0,21%.

Jutro inwestorzy obserwujący chiński rynek akcji będą wpatrywać się także w dane o handlu zagranicznym. Grudniowy raport zostanie opublikowany o 3.00 czasu polskiego.






























































