W związku ze zmianą układu koalicyjnego w Berlinie, zatarła się tradycyjna linia podziału pomiędzy niemiecką Partią Chrześcijańskich Demokratów, a Partią Socjaldemokratyczną. Przywódcy dwóch analogicznych ugrupowań w PE, którzy przez czysty przypadek okazali się być Niemcami, połączyli się w tym nowym duchu współpracy i osłabili najważniejszy unijny projekt reformy gospodarczej ostatnich 20 lat.
Głównym celem dyrektywy o usługach miało być zniesienie barier krajowych. Jej głównym narzędziem miała być zasada kraju pochodzenia, według której dostawcy usług mieli pozostawać pod kontrolą prawną i nadzorem kraju pochodzenia. PE zdołał całkowicie usunąć tę zasadę, pozostawił jedynie pewne drugorzędne poprawki ograniczające biurokrację. Na przykład, dostawcy usług nie będą dłużej musieli nosić przy sobie dokumentów identyfikacyjnych, ani tworzyć biur w kraju goszczącym.
Lista sektorów usług wyłączonych z dyrektywy jest długa i obejmuje na przykład opiekę zdrowotną, gry hazardowe i loterie. Rządy mogą również nakładać pewne ograniczenia, uzasadniając je bezpieczeństwem publicznym, socjalnym, ochroną zdrowia i środowiska. A co najważniejsze mogą one narzucić prawo pracy obowiązujące w danym kraju oraz zawieranie umów zbiorowych.
W rzeczywistości czarna lista PE nie odnosi się bezpośrednio do polskich hydraulików. Rządy państw członkowskich mogą wykorzystywać dyrektywę na różne “subtelne” sposoby. Klauzula dotycząca krajowych standardów zatrudniania i zawierania umów zbiorowych pozwala rządowi francuskiemu narzucić dostawcom usług przestrzeganie 35-godzinnego tygodnia pracy i respektowanie minimalnych zarobków we Francji. To z pewnością nie doprowadzi do redukcji cen. Oznacza to, że dyrektywa o usługach nie będzie miała żadnego efektu gospodarczego.
Zwolennicy dyrektywy twierdzą, że być może nie jest ona idealna, ale jest małym krokiem we właściwym kierunku. Poza tym przekonują oni, że dyrektywa wprowadza zasadę swobody przepływu usług w miejsce zasady kraju pochodzenia. Jest to nonsens. Swoboda przepływu usług została zapisana już w Traktacie Rzymskim. Potrzeba było jedynie dyrektywy wprowadzającej tę zasadę w życie.
Rosnąca frustracja w Europie Wschodniej już staje się widoczna. Na ostatniej konferencji Aspen Institute Italia w Berlinie, wyższy wschodnioeuropejski urzędnik unijny powiązał krętactwo w liberalizacji usług ze sprzeciwem rządu polskiego wobec fuzji włoskiej grupy bankowej UniCredit z niemieckim HVB. Oba banki mają swoje oddziały w Polsce. Oświadczył on: “Jeśli nie wpuścicie polskiego hydraulika, nie powinniście być zdziwieni, jeśli nie wpuścimy włoskiego bankiera.”
Z punktu widzenia prawa, Polacy są w błędzie. KE zatwierdziła już fuzję UniCredit- HVB, a polski rząd jest prawnie zobowiązany do zaakceptowania efektu tej transakcji dla rodzimego rynku. Z politycznego punktu widzenia Polacy mają swoją rację. Rządy zachodnioeuropejskie akceptują wspólny rynek, jeśli pozostaje on w zgodzie z ich krajowymi celami. Przykładami hipokryzji wspólnego rynku są debata nad państwowymi liderami w sektorze energetycznym i plany rządu francuskiego odrzucenia zagranicznej oferty wrogiego przejęcia. Niemcy i Włochy skorzystały ze wspólnego rynku dóbr przemysłowych. Europa Wschodnia mogłaby skorzystać ze wspólnego rynku usług.
Źródło:Financial Times































































