- Jak często śledzi pan notowania giełdowe?
- Codziennie. Nie chodzi mi tylko o poziom akcji Plast-boksu, tylko o to, że giełda jest odzwierciedleniem tego, co dzieje się na rynku kapitałowym. Takie „podglądanie” ma służyć wyciąganiu konkretnych wniosków.
- Czy to stresujące zajęcie?
- Zdecydowanie nie. Nie zamierzam sprzedawać firmy więc to, czy aktualny kurs wynosi 25 zł czy 25,50 zł jest zupełnie bez znaczenia. Ja i moi pracownicy najlepiej wiemy jaka jest wartość firmy. Oczywiście raz kurs akcji idzie w górę a raz w dół, ale najważniejsze są obroty, bo to one świadczą o zainteresowaniu akcjami spółki. Źle by było, gdyby się nic nie działo.
- Jak ocenia pan prawie rok pobytu na giełdzie?
- Na pewno jest to dla mnie i dla całej firmy ogromne doświadczenie. Firma powstała w 1983 roku i przez ten czas bardzo się zmieniała. Mogę powiedzieć, że wejście na parkiet jest zwieńczeniem 22-letniej drogi. Trzeba przy okazji zaznaczyć, że wejście na giełdę powoduje duże zmiany. Ja generalnie jestem człowiekiem, który lubi stać z boku ale teraz muszę zmienić podejście. Inwestorzy codziennie chcą mieć informacje co się w firmie dzieje, trzeba tłumaczyć się ze swoich decyzji, przekonywać. Jednak to wydaje się to zrozumiałe, bo jeśli ktoś inwestuje swoje pieniądze w firmę to chce osiągnąć konkretne korzyści. I jak przez pierwsze miesiące było dość ciężko to aktualnie widzimy, że nie jest to takie straszne.
- Jakie są korzyści dla firmy z bycia notowanym na giełdzie?
- Oprócz dopływu gotówki, istotny jest również fakt, że jest się firmą zaufania publicznego bo jesteśmy kontrolowani przez firmy prawnicze, także biegłych księgowych. W ten sposób budujemy wiarygodność i prestiż. Firma publiczna jest w dużym stopniu „rozpracowana” nie ma w niej żadnych nieformalnych kwestii, niejasnych sytuacji.
(...)
Dziennik Bałtycki
łw




























































