REKLAMA

Pieniądze będą spadać z nieba. "Helicopter money" nadlatują

Michał Żuławiński2016-04-19 06:00analityk Bankier.pl
publikacja
2016-04-19 06:00

Pieniądze spadające z nieba – oto nowy pomysł na wyciągnięcie zadłużonego po uszy świata z gospodarczego marazmu. Żaden helikopter z pieniędzmi do lotu jeszcze się nie poderwał, ale w hangarach banków centralnych słychać ożywione dyskusje. Kiedy śmigła naprawdę zaczną się kręcić, nic już nie będzie takie jak dawniej.

Opracowanie pierwszego projektu maszyny latającej działającej na zasadzie helikoptera przypisuje się Leonardo Da Vinciemu. Wśród licznych dziedzin nauki, którymi zajmował się renesansowy geniusz, nie było wprawdzie ekonomii, jednak nawet gdyby było inaczej – w końcu żył i tworzył w północnych Włoszech, jednej z kolebek kapitalizmu - to można wątpić czy wpadłby on na pomysł wykorzystania latającej maszyny do uzdrawiania gospodarki. Pół tysiąca lat po śmierci włoskiego mistrza takie pomysły krążą w głowach prezesów banków centralnych.

fot. / / FORUM

O ile helikopter to urządzenie skomplikowane, o tyle zyskująca na popularności koncepcja "helicopter money" jest znacznie prostsza. Władza rozdaje nowo wytworzone pieniądze ludziom i w ten sposób rozwiązuje problemy gospodarcze. Problemy te to zazwyczaj niedostatecznie wysoki wzrost i/lub niedostateczna inflacja i/lub wysokie bezrobocie.

Ekonomiczny helikopter w podstawowej wersji oznacza przekazywanie obywatelom pieniędzy (w formie fizycznej gotówki lub zapisów na kontach). W wersji zmodyfikowanej oznacza powszechne obniżenie podatków i pokrycie luki w budżecie (bo wydatki pozostałyby bez zmian) przy pomocy nowych pieniędzy. Efekt ma być ten sam – teoria zakłada, że po otrzymaniu pieniędzy w prezencie, ludzie zaczną wydawać, przedsiębiorcy zaobserwują wzrost popytu, zatrudnią nowych pracowników, którzy odprowadzą wyższe podatki i w ogóle wszystko w gospodarce będzie się lepiej kręcić.

Tyle tytułem wstępu. Zanim doszczętnie rozmontujemy ekonomiczny helikopter na części pierwsze, zajmijmy się jego konstruktorami i pilotami.

Pojęcie "helicopter money" do ekonomii wprowadził Milton Friedman, choć korzeni zastosowanego przez niego eksperymentu myślowego szukać można zarówno u Johna Maynarda Keynesa (zakopywanie i odkopywanie butelek napełnionych pieniędzmi), czy jeszcze wcześniej, u Davida Hume’a (co by było, gdyby pewnej nocy podwojono podaż pieniądza).

- Załóżmy, że pewnego dnia helikopter przelatuje nad miastem i zrzuca z nieba banknoty o nominale 1000 dolarów, które oczywiście szybko zbierane są przez mieszkańców. Załóżmy też, że wszyscy są przekonani, że to wydarzenie jednorazowe, które nigdy się nie powtórzy – pisał Friedman w „The Optimum Quantity of Money” (1969).

Pamięć ludzka jest ulotna, a nie wszyscy sięgają po książki klasyków ekonomii. Z tego względu przez ostatnie lata koncepcja pieniędzy z helikoptera kojarzona była z Benem Bernanke.

Były przewodniczący Rezerwy Federalnej użył tego sformułowania w 1999 r. podając własną receptę na rozwiązanie problemów gospodarczych Japonii, która już wtedy zmagała się z deflacją. Słowa o helikopterze powtórzył w 2002 r., czyli na 4 lata przed objęciem sterów najpotężniejszego banku centralnego, kiedy prowadził teoretyczne rozważania o przeciwdziałaniu złym – jego zdaniem – skutkom deflacji poprzez masową obniżkę podatków połączoną z równie masową kreacją pieniądza.

Na marginesie - dwie wypowiedzi i jedna decyzja (o niej za chwilę) wystarczyły, aby do przewodniczącego Rezerwy Federalnej przylgnął przydomek „Helikopterowy Ben”. Przylgnął mocno, czego dowodem są niezliczone karykatury, a nawet gra komputerowa bazująca na tym skojarzeniu.

Decyzją, która na zawsze złączyła nazwisko Bernankego z helikopterem było uruchomienie programu skupu aktywów, zwanego w fachowej terminologii luzowaniem ilościowym (ang. quantitative easing, QE). Nie było to jedyne niekonwencjonalne działanie Rezerwy Federalnej (programów-akronimów było znacznie więcej), jednak z pewnością budziło najwięcej kontrowersji.

Oto bowiem bank centralny za świeżo wykreowane pieniądze skupował rządowe obligacje z rynku wtórnego. Celem miało być ustabilizowanie i zwiększenie płynności w sektorze finansowym oraz obniżenie stóp procentowych dla gospodarki, co miało dać jej wzrostowy impuls. Jak się stało, wszyscy wiemy. 3,5 biliona dolarów wspólnie z utrzymywaniem stóp na rekordowo niskim poziomie nie wystarczyło, aby szybko i na trwałe wyciągnąć amerykańską gospodarkę z kryzysowego dołka.

fot. / / Federal Reserve Bank of St. Louis

Owszem, sytuacja banków została ustabilizowana, a rynki finansowe zaliczyły kilka dobrych rajdów, lecz wciąż nie można powiedzieć, że gospodarka zostawiła kryzys za sobą. Dodatkowo, co ważne ze względów politycznych, przeciętny Amerykanin wciąż nie powie, że QE poprawiło jego los. Trwająca kampania prezydencka dostarcza aż nadto dowodów.

Cudowny helikopter

Kluczową „przewagą” +helicopter money+ nad poprzednimi nadzwyczajnymi programami (np. QE) ma być to, że drukowane w jego ramach pieniądze nie muszą przechodzić przez cały mechanizm transmisji monetarnej, o którego zawodności w ostatnich latach napisano całe tomy. Pośrednik w postaci banku, do którego konsumenci i przedsiębiorcy mają udać się po kredyt na konsumpcję, zostałby wyeliminowany. Nowe środki, miast pompować bilanse banków, czy wycenę instrumentów na rynkach finansowych, od razu znalazłyby się w kieszeniach obywateli, a stąd droga do zwiększenia wydatków i wywołania inflacji (koniecznej wg ekonomicznego mainstreamu dla wzrostu) już bliska.

Wzięcie kredytu, nawet w sytuacji, gdy jest on, tak jak dzisiaj, rekordowo tani, nadal jest podjęciem pewnego ryzyka, na które nie wszyscy chcą się zdecydować w imię zwiększenia konsumpcji. Co będzie, gdy stracę pracę i nie będę miał z czego zapłacić rat? Co będzie, gdy rząd uchwali prawo, które uderzy w mój biznes? Co będzie, gdy koniunktura w mojej branży drastycznie się odmieni? Gotówka transferowana prosto do kieszeni jest wolna od tego typu rozterek – można śmiało ruszyć na zakupy.

Skoro pieniądze po prostu zostają tworzone i rozdawane obywatelom, nie trzeba też zwiększać długu publicznego. Obecnie państwa np. strefy euro emitują obligacje, które trafiają na rynek pierwotny, a następnie skupowane są przez EBC. Środki pozyskane w ten sposób przeznaczane są na wydatki rządowe (w ten sposób trafiają do obywateli), zaś zyski – w ramach finansowego kamienia filozoficznego – które bank centralny osiąga z faktu posiadania obligacji, są odprowadzane z powrotem do rządowej kasy.

Jednak rzeczywistość każe sądzić, że rządy zwykły utrzymywać deficyty i rolować kolejne transze zadłużenia. Tymczasem gotówka, która wchodzi w skład pasywów banku centralnego, nigdy nie musiałaby być ściągana z rynku, a jej wzrost – przynajmniej początkowo – nie musiałby być odbierany tak negatywnie, jak wzrost długu publicznego, czy utrzymywanie deficytu.

Warto też wspomnieć, że traktaty zabraniają wielu bankom centralnym bezpośredniego monetyzowania długu (to temat na osobny artykuł), lecz nie są tak ostre w przypadku bezpośredniego wspierania samych obywateli. Monetyzowanie długu świat już wielokrotnie przećwiczył i boleśnie się na tym przejechał -  przykładów można szukać od XIX wiecznej Ameryki po współczesne Zimbabwe. "Helicopter money" to teoria na tyle nowa, że traktaty jej (jeszcze?) nie obejmują.

Czytaj dalej: Najpierw bazooka, potem Eurocopter >>

Najpierw bazooka, potem Eurocopter

Wsiądźmy do helikoptera i błyskawicznie wróćmy się przez Atlantyk do Europy. Mimo początkowego hamletyzowania, Europejski Bank Centralny także stosował szereg niekonwencjonalnych środków prowadzenia polityki monetarnej. W 2014 r. EBC obniżył depozytową stopę procentową poniżej zera, a rok temu monetarny Rubikon również zdecydował się na luzowanie ilościowe.

Podobnie jak w USA, cudów nie było i pierwotne lekkie ożywienie (tańsze euro wspierało eksport, a taniejąca w tym czasie ropa wzmacniała całą gospodarkę) nie przyniosło przełomu. Owszem, giełdy urosły, a bankom przybyło środków w bilansach, ale szeroka akcja kredytowa nie przetoczyła się przez strefę euro – ślamazarną dynamikę kredytu dla gospodarstw domowych przez lata określano mianem „koszmaru Draghiego”. Dodatkowo ceny paliw okazały się dla EBC także zmartwieniem, bowiem bank nie przestaje dążyć do realizacji celu inflacyjnego na poziomie bliskim 2%. W tej sytuacji Mario Draghi i spółka wytoczyli jeszcze cięższą bazookę i zaserwowali strefie euro jeszcze niższe stopy procentowe przy większym QE.

Tu dochodzimy do kulminacyjnego punktu naszej historii. Brak efektów kolejnych działań – od cięcia stóp tuż po Lehman Brothers, przez liczne pomniejsze programy interwencyjne, aż po ujemne stopy i masowe QE – sprawił, że po raz pierwszy w historii wdrożenie "helicopter money" faktycznie jest na stole. Banki centralne imały się już niemal wszystkiego i w walce z dwoma przeciwnikami, faktycznie szkodliwym spowolnieniem i iluzorycznie straszną deflacją, gotowe są na coraz bardziej radykalne eksperymenty.

Skoro ponad 600 obniżek stóp i skup aktywów o wartości ponad 12 bilionów dolarów (wyliczenia Bank of America sięgające 2008 r.) nie pomogły światu, to ratunku upatruje się w helikopterach, które w najgorszym momencie nadlecą i wszystkich uratują. Tym bardziej, że wśród opinii publicznej w wielu krajach (Wielka Brytania, strefa euro) pojawił się pomysł uruchomienia „ludowego QE”, które zamiast do wielkiej finansjery, byłoby skierowane do zwykłych ludzi.

fot. Kai Pfaffenbach / / FORUM

- To bardzo interesujący pomysł, który jest obecnie dyskutowany przez ekonomistów akademickich oraz w innych środowiskach. Jeszcze o nim jednak nie rozmawialiśmy – tak Mario Draghi odpowiedział na pytanie o pieniądze z helikoptera zadanie podczas konferencji prasowej po ostatnim posiedzeniu decyzyjnym Rady Prezesów.

Zwróćmy uwagę na słowo „jeszcze” i oddajmy głos Peterowi Praetowi, wiceprezesowi EBC. Na pytanie czy EBC mogłyby wydrukować czeki i wysłać je ludziom, Belg odpowiedział:

- Tak, wszystkie banki centralne mogą to zrobić. Można emitować pieniądze i rozdawać je ludziom. To "helicopter money", czyli przyznawanie ludziom części dzisiejszej wartości przyszłego zysku z emisji pieniądza (seniorażu). Pytanie brzmi, kiedy pojawiają się dogodne okoliczności do sięgnięcia po tak ekstremalny instrument.

Pojawiły się już nawet pierwsze plotki o ilościowym wymiarze Eurocoptera. Analitycy Nordea Banku stwierdzili, że EBC mógłby jednorazowo wypłacić każdemu obywatelowi państwa należącego do strefy euro maksymalnie 1300 euro. Doprowadziłoby to do wyparowania zasobów kapitałowych banku opiewających na 444 mld euro, choć i tu istnieje pewna furtka – banki centralne mogą latami funkcjonować przy ujemnych kapitałach, jak miało to miejsce w Czechach, Chile czy Izraelu (to też temat wymagający osobnego rozwinięcia). Jak widzimy, w polityce monetarnej ostatnich lat paradoks goni paradoks i końca tej parady osobliwości nie widać.

Piotr Kuczyński: Pojawia się coraz więcej argumentów za „helicopter money”

Czy leci z nami pilot?

Mimo wszystkich ostatnich znaków na niebie i ziemi, wdrożenie koncepcji "helicopter money" wciąż może wydawać się dosyć odległe. Doświadczenie minionych lat uczy jednak, że instrumenty, których użycie początkowo też było nie do pomyślenia, z czasem trafiały do arsenałów banków centralnych. Pieniądze z helikoptera wydają się ostatnią fazą ewolucji polityki monetarnej, która w ostatnich latach dokonała się na naszych oczach. Dalej jest już tylko uzbrojony funkcjonariusz (banki centralne mają w końcu swoje straże), który „zachęca” klientów sklepów do większych zakupów. Alternatywą jest również całkowite zlikwidowanie gotówki (i walka z szarą strefą / handlem wymiennym) oraz wprowadzenie powszechnej ujemnej stopy depozytowej.

fot. / / YAY Foto

W debacie ekonomicznej o pieniądzach z helikoptera odzywa się trwający od dekad spór o to, czy gospodarką rządzi popyt czy podaż, czy droga do wyjścia z kryzysu prowadzi przez oszczędności czy jeszcze większy dług i czy władza na dłuższą metę może zrobić z pieniądzem wszystko. Jak to wśród ekonomistów bywa, szans na porozumienie nie widać, jednak ostatecznie to nie oni, a politycy decydują o tym jak wygląda nasz świat. Tymczasem pod względem politycznym "helicopter money" jawi się jako instrument wyjątkowo niebezpieczny.

Czterej Jeźdźcy Finansowej Apokalipsy

Czterej Jeźdźcy Finansowej Apokalipsy

Żyjemy w czasach ostatecznych. W światowych finansach trzeszczy coraz mocniej, stare instytucje i rozwiązania przestają zdawać egzamin, a nowe wciąż jeszcze się nie wyklarowały. W tak niepewnych realiach warto odwołać się do korzeni. Apokalipsa mówi, że Dzień Sądu poprzedzi nadejście Czterech Jeźdźców Apokalipsy. Tak też będzie w świecie finansów.

Jeszcze się nie pojawili, ale już się o nich mówi. Ktoś widział ślady jednego, ktoś słyszał przeraźliwy krzyk drugiego, gdzieś znaleziono ofiarę trzeciego, a czwarty się komuś sugestywnie przyśnił... Czterej Jeźdźcy Apokalipsy mają swoje gospodarcze odpowiedniki.

Z dużym powodzeniem można założyć, że moglibyśmy pożegnać się wówczas z niezależnością banku centralnego (o ile takowa istnieje). Kiedy raz wypuścimy z butelki dżina pozwalającego na rozdawanie pieniędzy, politycy prędzej doprowadzą do poważnej katastrofy niż zgodnie zamkną go tam z powrotem. Który premier czy prezydent nie chciałby, aby – oczywiście w wyniku narad szacownego grona ekspertów (to nic, że wcześniej dobranych przez niego) – w roku wyborczym stwierdzić, że gospodarce potrzeba impulsu w postaci okrągłej sumki dla każdego obywatela. Za drzwiami drogich restauracji szefowie banków centralnych będą rozmawiać z politykami nie o tym, jak obejść zakaz finansowania długu publicznego, tylko ile pieniędzy zrzucić z helikoptera.

Najbliższe miesiące przyniosą z pewnością nasilenie ogólnoświatowej debaty o "helicopter money". Warto patrzeć w ekonomiczne niebo, ponieważ samo poważne rozważanie tego typu pomysłów (obok "helicopter money" można wskazać też np. bezwarunkowy dochód podstawowy) może świadczyć, że światowy system finansowy w obecnym kształcie naprawdę doszedł już do ściany.

Najpopularniejsze teksty Bankier.pl w 2016 roku

Najpopularniejsze teksty Bankier.pl w 2016 roku

Przez cały rok intensywnie pracowaliśmy na to, aby dzięki naszym tekstom i nagraniom wideo czytelnicy byli bliżej finansów, lepiej je rozumieli i sprawnie zarządzali swoimi majątkami, firmami, oszczędnościami. Przypominamy te teksty autorów Bankier.pl, które cieszyły się państwa największym zainteresowaniem i trafiły do puli najpopularniejszych.

Źródło:
Michał Żuławiński
Michał Żuławiński
analityk Bankier.pl

Redaktor prowadzący działu Rynki Bankier.pl. Wraz z zespołem śledzi bieżące wydarzenia na polskiej giełdzie i globalnych rynkach finansowych, analizuje dane gospodarcze z kraju i ze świata, monitoruje politykę banków centralnych itp. Miłośnik nowych technologii, zarówno w obszarze mediów, jak i szeroko pojętego inwestowania. Laureat nagrody specjalnej w konkursie dla dziennikarzy ekonomicznych Narodowego Banku Polskiego im. Władysława Grabskiego. Tel: 604 678 518

Tematy
Konto Firmowe i Karta przez rok za bezwarunkowe 0 zł

Konto Firmowe i Karta przez rok za bezwarunkowe 0 zł

Advertisement

Komentarze (198)

dodaj komentarz
~Tomasz
Rozdawanie pieniędzy bezpośrednio do porfeli obywateli wydaje się lepszym pomysłem niż QE. Na marginesie, ekstremalną wersję "helikoptera" czyli gwarantowany dochód podstawowy testuje już Finlandia, a przygląda się temu kilka innych krajów. Przyglądają się też technokraci z Doliny Krzemowej jak YCombinator Rozdawanie pieniędzy bezpośrednio do porfeli obywateli wydaje się lepszym pomysłem niż QE. Na marginesie, ekstremalną wersję "helikoptera" czyli gwarantowany dochód podstawowy testuje już Finlandia, a przygląda się temu kilka innych krajów. Przyglądają się też technokraci z Doliny Krzemowej jak YCombinator czy Elon Musk. Nie należy tych tematów rozpatrywać dogmatycznie. Wkraczamy w epokę robotyzacji gdzie podaż pracy może ulec znacznej redukcji, a jednocześnie zapewnienie socjalnego minimum może bardzo stanieć (z tego samego powodu).
~Michał_
Jest s$p na nowych szczytach a to dopiero początek za Trampa to urośnie szybko i wysoko będzie kasa na jego obietnice i możecie panowie zaklinac rzeczywistość to nie spadnie bo nie spadło kiedy powinno.
~Mlodymilioner
Bo helikopter money nie spowoduje wcale wielkiego bezrobocia.. Wcale.... Przecież wszystkie Janusze pracujące za najniższe krajowe na całym świecie rzuca prace.. A niestety to oni sa fundamentem piramidy ludzkości.. Wykonują czarna robotę
~pragmatyk
W moim rozumieniu chodzi o to aby te sumy były za małe by rezygnować z pracy a na tyle duże by podkręcić gospodarkę.
~kola odpowiada ~pragmatyk
A może inaczej, może zastosować MMT i płacić ludziom za pracę np. 16 zł/h za wykonywanie tzw. gwarantowanej pracy przez rząd przy czymkolwiek. Budowie infrastruktury lub innych prostych pracach.
~Gala
Jak ma być tak będzie i nikt z nas nie ma na to wpływu . Możemy tylko zabezpieczyć się na tą ewentualność. Kto jest inteligentny wie o czym pisze
~silvio_gesell
Pieniądze maja wartość tylko i wyłącznie dlatego, że po drugiej stronie ktoś ma dług i dlatego pracuje dla dysponujących pieniędzem, by go spłacić. Jeśli drukuje się pieniądze i nie mają one pokrycia w większej ilości zadłużonych, to po prostu zmniejsza się tylko realna wysokość wynagrodzeń. Ponadto QE nie Pieniądze maja wartość tylko i wyłącznie dlatego, że po drugiej stronie ktoś ma dług i dlatego pracuje dla dysponujących pieniędzem, by go spłacić. Jeśli drukuje się pieniądze i nie mają one pokrycia w większej ilości zadłużonych, to po prostu zmniejsza się tylko realna wysokość wynagrodzeń. Ponadto QE nie jest dodrukiem pieniądza, bo banki nie mogą go pożyczać.
~Wer
Hiperinflacja w Europie oznacza zamęt, anrchię i ruskie czołgi na ulicach Berlina,Paryża, Madrytu i darmowe bilety na Kołymę dla nas z Europy Wschodniej. Czas chyba zrobić niewielkie zapasy na trudne czasy, niekoniecznie papierowych pieniędzy i zimnych kawałków złota. Na Syberii są bezwartościowe.
~winsdomWizard
Hiperinflacja lat 30 wita nas:)
~rttyuiop
no to teraz ten wykres za Trumpa znów zacznie wędrować w górę, z czegoś musi finansować to co obiecał (m. in. odbudowa infrastruktury), no i wiadomo Trump musi wyciągnąć do góry S&P

Powiązane: Kryzys finansowy

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki