Bloomberg Gas Price Ranking ponownie porównał ceny paliw w 61 krajach świata. Polska plasuje się w środku globalnej stawki, choć za przeciętne wynagrodzenie możemy kupić mniej litrów benzyny niż mieszkańcy bogatszych krajów.
W zestawieniu przygotowanym przez Bloomberga wzięto pod uwagę 61 krajów z 6 kontynentów. Jak nietrudno się domyślić, rozpiętość cen jest duża – od 2,59 dolara za litr w Norwegii do … 0,01 dolara za litr w Wenezueli, gdzie paliwo jest dotowane przez rząd. Ze względu na te różnice drudzy pod względem zarobków na świecie Norwegowie coraz chętniej przesiadają się do samochodów elektrycznych, Holendrzy i Duńczycy coraz chętniej wybierają rowery, natomiast Wenezuelczycy niezbyt przejmują się efektywnością swoich silników – napełnienie zbiornika w Caracas kosztuje mniej niż kawa.
Oczywiście sama cena nominalna to nie wszystko – ostatecznie liczy się to ile benzyny można kupić np. za dniówkę pracy. Jak wyliczył Bloomberg, najgorzej pod tym względem mają mieszkańcy Indii i Pakistanu – przeciętna dniówka pozwala tam na zakup ok. 3 litrów paliwa. Poza Wenezuelą, najmniejszym „wskaźnikiem niedostępności” paliwa – wyrażonym jako procent dziennego wynagrodzenia potrzebny do zakupu jednego litra – mogą pochwalić się kraje arabskie, a także USA.
Ceny w rankingu uwzględniają także podatki, a zatem poza kosztami produkcji i transportu widać w nim „pazerność” poszczególnych rządów, które w różnym stopniu opodatkowują paliwo. Głównie z tego powodu w cenach nominalnych przoduje Europa.

W Polsce litr paliwa został wyceniony na 1,77 dolara – przy obecnym kursie to ok. 5,40 zł. To mniej niż w przypadku większości innych krajów naszego regionu. Jednak jeden litr benzyny kosztuje statystycznego Polaka 4,58% dziennego wynagrodzenia – więcej pod tym względem od nas płacą w UE tylko Bułgarzy, Rumuni, Chorwaci i Węgrzy.
/mz/p>































































