W ramach strajku weterynarze w całym kraju przestali badać mięso i szczepić psy przeciwko wściekliźnie. Nie świadczą także żadnych usług zleconych przez powiatowych lekarzy weterynarii. Lekarze protestują przeciwko decyzji Wojciecha Olejniczaka, ministra rolnictwa, który chce zmienić zasady ich wynagradzania. 9 czerwca wydał on rozporządzenie w sprawie wynagrodzeń za badania zwierząt hodowlanych i mięsa. Zmiany nie były konsultowane z żadną organizacją zawodową.
Wiceminister rolnictwa, Jerzy Pilarczyk, zmiany w systemie wynagrodzeń uzasadnia znacznym zróżnicowaniem zarobków, które sięgały nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych miesięcznie. Według nowych przepisów różnic tych już nie będzie, a za godzinę pracy lekarz weterynarii otrzyma 41 zł. Pracownik wykonujący funkcje pomocnicze zarobi 20 zł za godzinę.
Konflikt między lekarzami weterynarii i ministerstwem rolnictwa dotyczy także stawek za badanie zwierząt dostarczanych do ubojni. Zostały one celowo zaniżone, a wraz z wejściem Polski do UE miały wzrosnąć do wysokości minimalnych stawek unijnych. Jak dotąd rząd nie przywrócił jednak ubiegłorocznych stawek, a poprzez zmianę klasyfikacji ubojni nawet je obniżył. Obecnie za zbadanie świni lekarz dostaje 4 zł, a nie jak wcześniej 5,60 zł.
Wprowadzono również zmiany w sposobie rozliczania pieniędzy dla pracowników. Dotychczas trafiały one do lecznic, a teraz każdy będzie otrzymywał indywidualne pensje. Jacek Leonkiewicz - radca głównego lekarza weterynarii - twierdzi, że system podpisywania umów na badanie mięsa ze spółkami, a nie konkretnymi lekarzami doprowadzał do wielu patologii. Niejednokrotnie zawiązywano spółkę, w której badaniem mięsa zajmowały się w praktyce osoby, otrzymujące za swoją pracę ok. 2 tys. zł. Założyciele spółki wypłacali sobie natomiast pensje wielkości 30 tys. zł.
Lekarze i technicy weterynarii nie zgadzają się z sensacyjnymi doniesieniami o wysokości ich pensji. Twierdzą, że wina leży po stronie organów kontrolnych, pozwalających zawierać umowy, według których weterynarz pracuje po 48 lub więcej godzin na dobę. Protestujący chcą dodatkowo usunięcia ze stanowiska Głównego Lekarza Weterynarii - Piotra Kołodzieja. Zarzucają mu działanie na niekorzyść weterynarzy oraz posądzają o liczne spotkania na stopie prywatnej z przedstawicielami firm mięsnych.
Na czas protestu badaniem zwierząt i mięsa powinni przejąć lekarze inspekcji weterynaryjnej. Będzie to jednak trudne, gdyż zatrudnionych jest tam zbyt mało osób. W chwili obecnej inspekcje podpisują umowy z niezależnymi weterynarzami, którym nie dają etatu i nie płacą świadczeń.
A.P.






























































